26

159 12 3
                                        

Minął miesiąc od śmierci Yanga. Okazało się, iż to, co mówił Minho było prawdą, a wypadek nie był z winy Hyunjina. Jednak czy to miało jakiekolwiek znaczenie? W końcu jego skarb zmarł, a starszy nawet nie zdążył mu powiedzieć tego, jak bardzo go kocha.

Był na jego pogrzebie, jednak nawet nie starał się udawać silnego. Tylko on mógł wiedzieć, jak wielki ból zaistniał w jego sercu po tej stracie. I mógłby śmiało stwierdzić, że przy chowaniu trumny nikt nie płakał tak głośno jak Hwang. Nawet rodzice nastolatka starali się zachować zimną krew, co nie do końca im się udawało.

Podczas ceremonii matka jego ukochanego nie obrzuciła go wyzwiskami, tak jakby zrobiłaby to niemalże każda mama w takiej sytuacji. Zamiast tego przytuliła go do siebie i powiedziała mu parę słów dla dodania mu otuchy.

- Pamiętaj, że to nie twoja wina. Tak musiało po prostu być, rozumiesz?

- Zabiłem go. - wyszlochał w jej ramię, jednak ta lekko się odsunęła i spojrzała na niego zdecydowanie.

- Nigdy więcej tak nie mów. Jeongin przy tobie spędził najlepsze chwile swojego życia, nigdy wcześniej nie widziałam go tak radosnego, Hyunjinnie. Dałeś mu więcej niż ktokolwiek inny, a teraz patrzy na ciebie z góry i trzyma za ciebie mocno kciuki słońce. - szeptała głaszcząc go delikatnie po włosach.

Na to wspomnienie do jego oczu powoli napłynęły łzy. Westchnął ciężko i rozejrzał się po znajomych ze smutnym uśmiechem. Musiał zachowywać pozory tego, że jest już lepiej.

Był właśnie na wyjściu z paroma kolegami, w tym z Minho czy, według niego nieznośnym, Seungminem. To w końcu w pewnym sensie przez niego rozpoczęła się słynna psychoza u Hwanga na punkcie zdrowia swojego wybranka.

- To co? Żegnamy się? - westchnął z uśmiechem Changbin gdy byli już na odpowiednim przystanku, z którego kilku z nich miało swoje autobusy.
Wszyscy się ze sobą pożegnali, jednak, gdy już inni mieli odchodzić do swoich domów, spojrzeli na Minho.
- Huh? A ty nie idziesz z nami? Przecież mieszkasz na tej samej ulicy co ja. - zapytał Seo kiedy zauważyli nadjeżdżający autobus Hwanga.

- Nie martw się, dotrę bezpiecznie. Muszę jeszcze chwile porozmawiać z Hyunjinem. - uśmiechnął się drobnie i po zbiciu piątek, tym razem ostatecznie się ze sobą pożegnali. Obaj wsiedli do odpowiedniego autobusu, a siedząc na przeciwko siebie, starszy nie mógł oderwać od przyjaciela zmartwionego wzroku.
- Hyunjin, już możesz przestać udawać.

- Słucham? - uniósł brew patrząc z uwagą na Lee.

- Wszyscy wiemy, że jest ci bardzo ciężko i po prostu... Przed nami nie musisz udawać, że tak doskonale dajesz sobie radę... - położył dłoń na jego ramieniu, jednak Hwang zaśmiał się cicho i zabrał rękę starszego.

- Ależ radzę sobie, nic nie udaje. - odpowiedział mu pewnie, a Minho prychnął przewracając oczami. Oczywiście nie miał zamiaru wierzyć mu w to, zdecydowanie nie brzmiał przekonująco.
Na tę reakcje Hyunjin westchnął cicho.
- Daj spokój... Daje radę, powinieneś być dumny czy coś...

- Byłbym, gdybyś nie udawał. - skrzyżował ręce na piersi. Coraz bardziej zbliżali się do przystanku Hyunjina, co zdecydowanie nie radowało jego przyjaciela.
- Może zostanę z tobą na noc? Byłbym spokojniejszy wiedząc, że jesteś bezpieczny. - zaproponował, jednak młodszy od razu pokręcił głową.

- Ależ nie ma takiej potrzeby. Minho, przez ostatni miesiąc sobie radziłem i teraz też tak będzie. - powiedział pewnie i gdy Hyunjin miał już wkrótce wysiadać, wstał z miejsca. Minho nieustannie patrzył na niego z nie małym strachem w oczach. W końcu coraz bardziej martwił się o przyjaciela. Tylko on był w stanie zauważyć jak bardzo cierpiał, tylko on widział, że Hyunjin nie może się po tym wszystkim pozbierać. No i tylko on dostrzegał to, jak bardzo się przez ten miesiąc obwinia.

W końcu i starszy wstał z miejsca tylko po to, by przytulić mocno nieco wyższego chłopaka.

- Dzwoń jakby coś było nie tak... - szepnął, na co młodszy jedynie poklepał jego plecy z drobnym uśmiechem.

- Jasne, będę dzwonił. - odpowiedział od razu i zaraz wyszedł z pojazdu. Ostatni raz pomachał do Lee i ruszył w stronę mieszkania.

Podczas tej drogi bardzo duzo myślał. Doskonale wiedział, że nic nie było okej, a zapewnienia, że sobie radzi są jak najbardziej złudne. Jednak co innego miał zrobić? Pozwolić, by przyjaciel, rodzice czy ktokolwiek inny się martwił? Nie był z tych ludzi, którzy chcieli w takiej sytuacji uwagi. Szczególnie nie teraz, gdy jedyną osobą, której potrzebował u swojego boku był partner Hyunjina. W końcu tylko Yang Jeongin był w stanie zaopiekować się nim i po prostu być przy Hwangu. Nikt inny nie mógł zająć jego miejsca.

Wszedł w końcu do mieszkania. Już pustego mieszkania, którego nie wypełniał dźwięczny śmiech ukochanego. Do mieszkania, w którym przeżył najlepsze chwile swojego młodego życia. Westchnął ciężko zdejmując buty jak i kurtkę. Powoli wszedł wgłąb mieszkania rozglądając się po nim trochę, bez wyraźnego powodu.

Patrzył na zdjęcia ukochanego na ścianach, te za dzieciaka jak i te aktualne uwieczniające różne wyjątkowe wspomnienia. Uśmiechnął się pod nosem przystając przy jednym z nich. Widnieli na nim obaj, patrzący na siebie z wielkim szczęściem jak i tryskającą miłością.

Czując jak łzy napływają do jego oczu pokręcił głową i skierował się wolnym krokiem do swojego pokoju. Pokoju, w którym stworzyli wspomnienie ich pierwszego zbliżenia. Podszedł do biurku, na którym znajdowała się reklamówka z jego zakupem sprzed nie całego miesiąca. Wiedział, że w końcu nastanie moment, gdy mu się przyda.

***

Stał na krześle od dobrych trzydziestu minut, a łzy ciurkiem spływały po jego policzkach. Czy był pewien swojej decyzji? Jak najbardziej tak.

Umieścił dłonie na pętli zaciskającej się na jego szyi i zakasłał cicho z powodu histerycznego płaczu, który zaczynał przejmować nad nim kontrolę.

Nie mógł uwierzyć, że właśnie w ten sposób miało się to wszystko zakończyć. Obiecał sobie chronić ukochanego za wszelką cenę, nie pozwolić, by przepowiednia na nadgarstku się ziściła. I nie ważne ile razy ludzie powtarzali mu, że to nie on go zabił. To było nieistotne. Stracił go, na zawsze, więc czemu miałby do niego nie dołączyć.

- Zaraz do ciebie wrócę, Innie. Poczekaj jeszcze chwilkę... - zaszlochał z drobnym uśmiechem. Pomyślał o tym, że tym razem zdąży powiedzieć mu te dwa, ważne dla niego słowa. Wtedy nic ich nie rozdzieli, żadne imiona na nadgarstkach, żadne opinie znajomych czy rodziny Hyunjina.

Pomyślał w tym momencie o bliskich. O tych, którzy przez ostatni miesiąc sprawowali opiekę nad załamanym chłopakiem. Pomyślał o tym, że zrobi im na prawdę ogromną krzywdę. Nie chciał tego, przecież ich kochał. Jednak zdecydowanie miłość do Jeongina znacznie się różniła od tej do innych bliskich mu osób.

Poczuł w końcu, że jest już gotów, by przewrócić krzesło. W pokoju panowała całkowita ciemność, miał wrażenie, że wciąż unosi się w nim zapach delikatnych perfum chłopca.

W końcu kopnął krzesło i wręcz od razu poczuł jak pętla zaciska się o wiele mocniej na jego szyi. Jego ciało walczyło dłuższy czas o życie, nawet jeśli dusza już dawno się poddała. Kątem oka zobaczył po raz ostatni swój telefon i to, że ktoś do niego dzwoni. Był na tyle blisko, że mimo tego, iż odpływał, ujrzał numer mamy swojego ukochanego. W końcu zamknął oczy ignorując to wszystko, co działo się wokół. Organizm ostatkami sił próbował się uratować, jednak to nie było możliwe. Ostatnim o czym pomyślał było to, iż zaraz ujrzy swojego Jeongina. I w końcu będzie szczęśliwy.

✔deadly love // hyuninOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz