Rozdział 11

13 4 2
                                        

Pustkę nocy przenikały ciche szmery układanych na miejsce zapisków.

- Wszystkie. - odetchnęła z ulgą następczyni tronu, odłożywszy ostatnią książkę.

- Nie sądziłem, że zrzucę ich aż tyle. – skwitował bezwiednie Reed, na co odpowiedziała mu groźnym spojrzeniem.

- Następnym razem zastanów się dwukrotnie co robisz. Gdyby któreś z nich uległy uszkodzeniu... – zaczęła.

- Ale nie uległy. - uciął krótko.

"Zabić to za mało." - pomyślała z irytacją, podnosząc halabardę.

- Swoją drogą, dlaczego siedziałeś tu po ciemku? - mruknęła podejrzliwie.

- W nocy za bardzo razi mnie światło. – odparł, wodząc za nią wzrokiem.

- A więc to tak... - bąknęła, jakby z zamyśleniem z powrotem odkładając broń na miejsce.

Ta odpowiedź jej nie satysfakcjonowała.

- Kto cię obudził? - odrzekł na wpół obojętnie, przybliżając się.

- A ciebie? - skwitowała, kierując się ku regałom.

- Miałem kiepski sen, wystarczył rozgardiasz na dole. – mruknął, obserwując jak z determinacją kalkuluje ich zawartość.

- Będziemy musieli przejrzeć całą tę półkę. - ziewnęła, pozostawiając informację bez odpowiedzi.

Wcale nie marzyła o przeszukiwaniu setek spisów ludności.

- Możesz iść się położyć. - odparł, traktując to z przymrużeniem oka.

- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. – stwierdziła, chwytając pierwszy z kolei, a kolejno przysiadając na posadzce.

Blondyn przez dłuższą chwile przyglądał się jej poczynaniom, następnie czyniąc to samo. Oboje zagłębili się w lekturze. Martwą ciszę co moment przedzierał szelest wciąż przekładanych stron. W końcu za oknami zaczęło świtać. Młody generał ze zmęczeniem, które powoli zaczynało powalać go z nóg, głośno ziewnął, zamykając kolejny egzemplarz. "Przydałaby się dobra kawa." - pomyślał, przecierając oczy. Następnie jego wzrok mimowolnie powędrował w stronę zielonookiej. Kartki szalały, jedna za drugą, a ona wodziła po nich wzrokiem nie zatrzymując się, ani na sekundę. Jej kruczoczarne włosy znajdowały się w lekkim nieładzie, na który zdecydowanie nie pozwoliłaby sobie za dnia. Delikatnie uniosła jedną z dłoni ku górze, najwyraźniej chcąc poprawić opadając kosmyk, gdy nagle ni stąd ni zowąd zaczęła lecieć w bok. Carlos błyskawicznie ją zatrzymał.

- Uważaj. - stwierdził, na co ta półprzytomnie zatrzepotała powiekami.

Widząc to, przyciągnął ją ku sobie, podpierając jej głowę o własne ramię. "Nie jestem, aż taki niewygodny." - mruknął z irytacją, sam nieznacznie przymykając oczy. Wtem poczuł, jak zaczyna zsuwać się ku podłodze, ponownie ją powstrzymując. "Pracoholiczka." - podsumował, ciężko wzdychając. Następnie ostrożnie pochwycił ją w pasie i wstał.

- Jest dobrze, zostaw mnie. - odrzekła, nagle przytomniejąc, kiedy zbliżali się już ku drzwiom.

- I co jeszcze? - fuknął lekceważąco.

- Powiedziałam, żebyś mnie postawił. - oznajmiła chłodno, nagle odzyskując pełną kontrolę nad swoim ciałem.

Mężczyzna przystanął.

- Jak rozkażesz. - stwierdził, odstawiając ją.

Gdy tylko dotknęła podłogi, zgromiła go spojrzeniem, znów kierując się ku regałom.

SoldierOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz