XVII

101 3 0
                                        

- Mamo co wy tacy smutni? - spytałam podchodząc bliżej nich.

- Nic kochanie, nie rozmawiajmy o tym teraz - uśmiechnęła się lekko - fajnie was tu widzieć - przytuliła mnie mocno i poszła przywitać się z chłopakami.

- No to co? Siadamy do stołu? - spytała babcia.

- Mamo ja tylko skocze coś jeszcze załatwić - westchnął Luke drapiąc się po karku - Adam, Chris pomożecie mi? - spytał.

To chyba ten moment! Błagam niech ktoś to uwieczni!

- Liv idź z Willem przygotuj wszystko w jadalni - powiedziała babcia Rosie uśmiechając się.

- Co oni wszyscy tacy dziwni? - szepnął Will w moją stronę kiedy wychodziliśmy z salonu.

- Nie wiem, ale nie wygląda to za dobrze - westchnęłam.

LUKE

- Chłopie nie po to zapierdalałem po ten pierścionek żebyś ty mi teraz powiedział, że nic z tego! - wysyczał Adam przez zęby.

- Ale Adam postaw się w mojej sytuacji - westchnąłem przecierając twarz rękoma.

- W twojej sytuacji?! - krzyknął, był już naprawdę ostro wkurzony - czy ty sie człowieku słyszysz?! Zawracasz jej w głowie po prawie 18 latach i ty mi mówisz, że mam się kurwa postawić w twojej sytuacji?! Czy ty zdajesz sobie sprawę ile ona nocy przepłakała z głupiej miłości do ciebie?! Zdajesz sobie sprawę jak bardzo zniszczyłeś jej życie?! - popchnął mnie na ścianę.

- Adam kur- popchnął mnie znowu.

- Przez ten cały czas ukrywałem przed nią, że się z toba zadaję bo nie chciałem żeby znowu sobie o tobie przypomniała. Kurwa Luke nie możesz tak teraz wszystkiego spierdolić. Nie teraz kiedy Liv cię poznała ani teraz kiedy Mia w końcu od pewnego czasu jest serio szczęśliwa - spojrzał na mnie z smutkiem w oczach. Nie wiem już sam czy jest na mnie wkurwiony czy zawiódł się mną poraz kolejny.

- Luke - zaczął Chris - Adam ma rację - położył rękę na moim ramieniu - przejdziecie przez to razem, tylko daj wam szansę. Weź ten zajebiście wykurwisty pierścionek i spełnij jej największe marzenie.

- A co jak się nie zgodzi? - spytałem.

- Kto się na co nie zgodzi? - spytała. W progu stanęła Mia. Uśmiechała się i przymrużyła zadziornie swoje piękne oczy.

- Ja na to, że dzisiejsze ziemniaki są bez sosu!- krzyknął Chris. Objął Mie i wyprowadził ją z mojego pokoju. Ja z Adamem przywaliliśmy sobie z otwartej ręki w czoło.

- Kurwa nie wierzę - zaśmiał się - ziemniaki bez sosu.

- Głupota mu została.

- Ale teraz na poważnie stary - spoważniał znowu - zrób to co powinieneś zrobić już w chuj dawno temu - uśmiechnął się. Włożył mi do kieszeni czerwone pudełeczko z pierścionkiem dla Mii.

Po krótkiej chwili wróciliśmy do reszty. Siedzieli przy stole i śmiali się z bezsensownych żarcików Chrisa. Przy stole siedzieli już nawet rodzice Mii.

- Jesteśmy - uśmiechnąłem się i usiadłem między Mią a Liv.

- No w końcu! - uśmiechnęła się moja mama i zabrała się za nakładanie obiadu.

****

- To była najpyszniejsza kolacja jaką było mi dane jeść w ostatnim czasie! - powiedział Chris wycierając usta chusteczką. Stuknęliśmy się kieliszkami wina i przyszedł czas na drugą część spotkania - oświadczyny.

- Kochani - odsunąłem krzesło i wstałem - wiem, że to co się teraz wydarzy powinno wydarzyć się już naprawdę dobre kilka lat temu - zaśmiałem się.

- Luke co się dzieje? - spytała moja mama. Uśmiechnąłem się i klęknąłem przed najwspanialszą kobietą w moim życiu.

Nie jestem w stanie opisać emocji, które właśnie w tym momencie we mnie buzują. Serio. Nie wiem czy to stres, szczęście czy co. Patrzę na Mie a ona chyba sama nie dowierza temu co się właśnie tu wyprawia.

- Vincent nagrywaj mi to! - krzyknęła matka Mii. Wszyscy wstali od stołu i patrzyli na mnie i Mie.

- Mia - zacząłem - wiem, że jestem najgorszym dupkiem jakiego było ci dane poznać, ale chcę żebyś wiedziała, że bardzo cię kocham. Tęskniłem za tobą, ciągle byłaś w mojej głowie - głos zaczał mi się łamać, a w Mii oczach było widać pierwsze łezki - wiem, że nigdy nie odbuduje tych lat, które straciliśmy przez moją głupote, nie cofnę czasu i nie cofnę też tych wszystkich twoich wylanych łez. Jestem szczęśliwy, że mogę być tu teraz z toba i naszą córką Liv - wyciągnąłęm pudełeczko i otworzyłem je - Bedę jeszcze szczęśliwszy gdy zgodzisz się zostać moją żoną - uśmiechnąłem się.

Nastała cisza. Nikt nic nie mówił. Mia zakryła usta rękoma, a ręka zaczęła mi się trząść. Czuje, że jak zaraz mi nie odpowie to pudełeczko wypadnie mi z ręki a ja zrobię z siebie idiotę jeszcze większego niż jestem.

Wiem, powiecie teraz - Luke dostałeś dziś rozwód i już chcesz się znowu żenić? To chore!.

Chora to jest moja miłość do tej kobiety.

- Luke nie wierzę - szepnęła łamiącym się głosem. Przytuliła mnie i prawie razem upadliśmy na ziemię - oczywiście, że zostanę twoją żoną!

Wszyscy zaczęli bić brawa, a ja poczułem ulgę. Złączyłem nasze usta w czuły pocałunek. 

- Kocham cię głupku - szepnęła.

- Ja ciebie też mała - uśmiechnąłem się.

Cieszę się, że byli tu wszyscy.

Adam otworzył szampana a Chris pobiegł po kieliszki. Wszyscy zaczęli nam gratulować, a ja cieszyłem się bo w końcu mam swoją małą Mi obok siebie - już na zawsze.

LIV

- Cholernie się cieszę, że mama się zgodziła przyjąć te zaręczyny! - powiedziałam. Leżałam z Willem w starym pokoju mojej mamy. Po kolacji u babci Rosie przyszliśmy tu spać z Adamem i Chrisem.

- Też się cieszę - uśmiechnął się.

- Dziękuję, że przyjechałeś tu ze mną - obróciłam się na bok tak, że widzę teraz jego twarz.

- Nie masz za co dziękować - uśmiechnął się.

- Chcę żeby było już tak zawsze - szepnęłam.

- I będzie. Obiecuje - pocałował mnie w czoło.

*****
Wooooooooow. Jak dawno mnie tu nie było🙈🙉 Kontynuować czy usunąć?

Tamten DzieńOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz