*rozdział 13*

608 25 14
                                        

pov: Aurora

Po wydostaniu się z windy poszłam razem z Tomem do ich pokoju. Skoro zaprasza to czemu miałabym nie wpaść? Moje IQ trochę ucierpiało będąc w nim zamknięta na jakieś 15 min, bo dużo pierdolił głupot (gdyby nie to, że winda nagle ruszyła, nie tylko głupoty by pierdolił). Teraz będę musiała odbudowywać swoją psyche.

Gdy tylko weszliśmy do pokoju, już na starcie usłyszeliśmy rozmowy należące do reszty TH. W duchu ucieszyłam się, że teraz nie jestem skazana tylko na obecność Toma.

- O, cześć Aura. - jako pierwszy zauważył mnie Gustav i też on na samym początku się odezwał, gdyż Bill i Georg zajęci byli rozmową. Jednak gdy tylko chłopak to powiedział to ta dwójka również zwróciła na mnie uwagę.

- Aura, dawno cię nie widziałem. - powiedział młodszy Kaulitz z wielkim uśmiechem. Mam wrażenie, że ucieszył się na mój widok jeszcze bardziej niż Tom.

- Trzeba było powiedzieć, że przyprowadzisz koleżanke. - powiedział Georg do Toma, na co ten się zaśmiał.

- Spokojnie, tylko przypadkiem się spotkaliśmy. - powiedziałam, tym samym gasząc entuzjazm Listinga. Ostatnio zdążyłam zauważyć, że ma taki sam tok myślenia jak dredziasty, więc wiadomo jaki scenariusz narodził się w jego głowie.

- I utknęliśmy razem w windzie. - dodał Kaulitz. Oczywiście, że musiał się pochwalić.

- I jak było? - zapytał George.

- Źle. - powiedziałam, ale Listing odebrał to inaczej, bo zapytał:

- Tom, czyżbyś stracił wprawę?

- Ostatnio trochę się zaniedbałem.

- Kurwa nie o to chodzi, mam klaustrofobię a te windy są małe. - powiedziałam znowu się irytując.

- Małe? Tom czemu jej nie pokazałeś co jest duże? - zapytał Listing, a Kaulitz tylko się zaśmiał. Ja zaś zrobiłam skwaszoną minę.

- Ja pierdole debile, dajcie jej spokój. - wtrącił nagle Bill. Chciał mi pomóc, ale tak rozjebanej głowy nie jest w stanie poskładać jednym zdaniem. Jednak starania zawsze się docenia.

- W sumie to przyszłam tylko odprowadzić Toma. Bał się, że paparazzi go złapią, więc ktoś musiał biedaka odprowadzić. To cześć. - powiedziałam, a następnie odwróciłam się i wyszłam z pokoju.

Wkurwia mnie takie gadanie, więc wolałam po prostu tego nie słuchać. Choć pewnie George w to nie uwierzy, to jakoś przeżyje bez wspaniałego Toma i jego dużego.

Ruszyłam korytarzem prosto, nie zważając na to czy uraziłam któregoś z nich, czy też nie. Nie obchodzi mnie czy teraz o mnie gadają, czy mają w dupie moje zachowanie, bo mam ważniejsze sprawy na na głowie. Zobaczyłam jak to jest żyć w 2000s i chyba trzy dni pobytu tutaj mi wystarczą. Pora kombinować jak wrócić.

Zamiast udać się na schody, ponownie poszłam pod nie. Byłam już na tyle ogarnięta gdzie iść, że kompletnie zapomniałam że nadal jest to składzik i normalnie pełni swoją funkcję dla pokojowych. Pewnie się już domyślacie, że kogoś tam napotkałam.

Byłam tak skupiona na celu, że od razu po dojściu do drzwi je otworzyłam. Lekko się wystraszyłam, kiedy zobaczyłam tam starszą panią, ubraną w granatowy fartuszek, która szukała chyba jakichś ścierek. Od razu usłyszała, że ktoś do niej wszedł, więc odwróciła się i podnosząc głowę na mnie spojrzała.

- Czego tu szukasz? - zapytała lekko ochrypniałym głosem, tak jakby nie odzywała się już przez dłuższą chwilę.

- Ja? Nie, niczego. - powiedziałam zdezorientowana. Zapomniałam być czujna w całej tej akcji, bo gadanina chłopaków mnie rozproszyła.

Right person, wrong time || Tom Kaulitz Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz