*rozdział 16*

656 27 17
                                        

pov: Aurora

Po rozmowie telefonicznej z Tomem postanowiłam zadzwonić do Lary. Szczere mówiąc nie spodziewałam się, że starsza pokojowa naprawdę wkręci się w tą sprawę z chłopakiem i zacznie mu prawić morały przy ludziach.

W każdym razie odszukałam w torbie karteczkę z numer do dziewczyny, którą kiedyś mi podarowała i od razu po tym do niej zadzwoniłam. Za pierwszym razem nie odebrała. Z resztą za drugim i trzecim też nie. W mojej głowie od razu narodziła się najgorsza myśl. Nie zdziwiłabym się jakby Matt okazał się jebanym psycholem. Musiałam sprawdzić czy wszystko z nią w porządku i czy nic jej nie zrobił.

Odłożyłam telefon na miejsce, a potem chwyciłam za torbę i pokierowałam się do wyjścia. Kiedy miałam zamykać drzwi do pokoju, poczułam jak ktoś spowrotem mnie do niego wpycha. Przez dość mocne i niespodziewane popchnięcie poleciałam na podłogę i usłyszałam zatrzaskające się za mną drzwi.

- Co do chuja? - zapytałam podnosząc wzrok na swojego oprawce, którym okazał się Matt. No mówiłam, że psychol.

Wyglądał na wkurwionego, więc rozmowa z Larą na pewno się odbyła. Od razu wstałam z podłogi, aby czuć się choć trochę pewniej.

- Przez ciebie ze mną zerwała! - krzyknął z całej siły popychając mnie na ścianę.

- Sam się o to prosiłeś. - syknęłam, a on przycisnął mnie do niej jeszcze mocniej.

- Wszystko zjebałaś! Nie daruję ci tego!

- Ja ci kurwa nic nie zrobiłam. - Bardzo możliwe, że powinnam przestać się tak do niego odzywać, ale to było silniejsze ode mnie. Ale wsumie to mówiłam prawdę.

- Zamknij mordę. - po tych słowach był jeszcze agresywniejszy. Przycisnął mnie całym swoim ciałem do ściany, tym samym znacząco ograniczając mi ruch. Czułam jakby ważył tonę, przez co nie potrafiłam mu się wyrwać.

- KURWA SPIERDALAJ ODE MNIE! - krzyknęłam na cały głos. Błagam, żeby ktoś mnie usłyszał. Przecież tyle ludzi chodzi korytarzem, że ktoś na pewno się zainteresuje.

- Cicho kochanie. Ja się tobą zajmę lepiej niż ktokolwiek inny. - szepnął mi we włosy, a potem zaczął agresywnie całować po szyi. Przy okazji prawą ręką ściskał mnie za ramię, a lewą wsuwał pod top. Jeszcze nigdy nie czułam się jak niekomfortowo i przerażająco. Pomocy?

- PUŚĆ MNIE PSYCHOPATO! NIC CI NIE ZROBIŁAM! POWINNI CIĘ ZAM... - Nagle przerwał moje krzyki, przykładając swoją wielką łapę na moje usta.

Próbowałam go ugryźć, ale nie jest to takie łatwe jak się wydaje. Ciągle też się szarpałam, chcąc jak najszybciej się od niego wydostać, ale również nie dałam rady. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, a pojedyncze krople spływają po policzkach. On nie przestawał, a ja nie mogąc się opanować zaczęłam głośno płakać. Oczywiście ten płacz był przez niego tłumiony.

To były najdłuższe chwile mojego życia. W pewnym momencie udało mi się go kopnąć kolanem w brzuch, ale tak naprawdę nic to nie dało. A raczej było jeszcze gorzej, bo swoim uściskiem zaczął mnie dusić.

Myślałam, że nic ani nikt nie jest w stanie mi pomóc, ale nagle usłyszałam otwierające się drzwi. W samą porę kimkolwiek jesteś.

- Zostaw ją! - W pokoju rozległ się kolejny krzyk.

Miałam ciągle zamknięte oczy do momentu aż Matt nie przestał na mnie napierać. Zobaczyłam, że to Tom go odciągnął, a potem uderzył po mordzie raz, drugi i trzeci. Najlepsze jest to, że czarnoskóry sam doznał szoku i nie potrafił się nawet sensownie obronić. Też chciał przyłożyć Kaulitzowi, ale ten w idealnym momencie zrobił unik. Nie wiedziałam, że umie w boks. W końcu Tom chwycił go za koszulkę i warknął:

Right person, wrong time || Tom Kaulitz Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz