*rozdział 31*

541 24 8
                                        

pov: Aurora

Powiedziałam Tomowi, że wybierzemy się w miejsce niespodziankę i słowa dotrzymałam. Kiedy tylko zameldowaliśmy się w hotelu i zanieśliśmy rzeczy do pokoju, to od razu udaliśmy się pod wieżowiec.

Jechaliśmy przez kilka minut i oczywiście ja kierowałam, a Tom przez całą drogę wypytywał dokąd go zabieram. Po niedługim czasie sam mógł sobie na to odpowiedzieć, bo podjechaliśmy pod wysoki budynek.

- Co tu robimy? - zapytał, kiedy tylko wysiedliśmy z samochodu.

- Chodź to się dowiesz. - odparłam kierując się do wejścia. Nie wiedziałam, jaką funkcję pełni teraz ten budynek i czy przypadkiem nas z niego nie wyrzucą. Jednak wiadomo, że warto spróbować wejść.

Chwilę później byliśmy już w środku i szybkim tempem przeszliśmy przez hol. Nie miałam czasu rozglądać się za ludźmi i tak naprawdę patrzyłam tylko przed siebie, więc nie zauważyłam że wbiega we mnie jakiś chłopiec. To znaczy pojawił się znienacka i chyba sam mnie nie zauważył. Przedtem chyba czerpał dużą przyjemność z biegania po pomieszczeniu. Kiedy poczułam uderzenie o swój bok, spóściłam głowę a on akurat też ją podniósł, więc nasze wzroki na chwilę się skrzyżowały. Spojrzałam w jego ciemnozielone oczy, ale nie na długo bo sekundę później odsunął się ode mnie i pobiegł dalej. Bez żadnego przepraszam, czy coś. Było to takie nieme spotkanie, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkodziło, bo razem z Tomem ruszyliśmy dalej.

Przez chwilę wydawało mi się, że już gdzieś widziałam takie zielone oczy, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Jednak chwilę później już nawet o tym nie myślałam, bo gdy stanęłam przed jedną z wind i nacisnęłam guzik otwierający ją, Tom zapytał:

- Windą?

- Tak. - odparłam wchodząc do środka, więc podążył za mną.

- Od kiedy jeździsz windami?

- Te nie są aż takie straszne. - powiedziałam zauważając, że mają taką samą pojemność jak te w moim świecie. Lepiej dla mnie, bo przynajmiej nie dostanę ataku paniki.

- A ja dalej nie wiem po co tu jesteśmy. Zabierasz mnie do jakiegoś apartamentu?

- Nie. Za dużo sobie wyobrażasz.

- Nigdy nie jest za dużo. - powiedział, po czym przybliżył się do się mnie i pocałował. Przypominam, że jesteśmy w windzie, a więc czy to oznacza że jego marzenie o ruchaniu tutaj się ziści?

Oczywiście że nie, bo ostatnio nie jest nam pisane przyjemne spędzanie razem czasu i co chwilę nam ktoś przeszkadza. Nie była to żadna prywatna winda, więc wiadomo że w każdej chwili ktoś może się dosiąść. Tak też się stało, bo po przejechaniu kilku pięter winda się zatrzymała, a drzwi się otworzyły. Trochę nie w porę się od siebie odsunęliśmy, bo jakaś kobieta zobaczyła kawałek naszego całowania, a potem weszła do nas i stanęła w oddzielnym kącie.

Tom wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem, ale nie wiem czemu, bo zawsze się wkurzał jak ktoś nam przerwał. Stałam między nim, a ścianą więc podniosłam głowę żeby przyjrzeć się jego majestatycznemu uśmiechowi. Aż sama podniosłam kąciki swoich ust, gdy zobaczyłam jego błysk w oczach. Kilka pięter później kobieta wysiadła i znowu byliśmy sami.

- Z czego się tak śmiejesz? - zapytałam, kiedy ponownie ruszyliśmy.

- Widziałaś jej minę kiedy nas zobaczyła?

- Nie? - odparłam, ale to bardziej brzmiało jak pytanie. Raczej skupiałam się na chwili z Tomem i jego uśmiechu, ale on był chyba zajęty myśleniem o jakiejś kobiecie.

Right person, wrong time || Tom Kaulitz Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz