*rozdział 19*

586 25 22
                                        

pov: Aurora

Minął kolejny dzień, a co za tym idzie już tydzień tkwiłam w przeszłości. Ile ja bym dała, żeby rodzice nie martwili się o mnie i mnie nie szukali. Zniknęłam bez śladu, więc na pewno myślą, że nie żyje. Ciekawe czy planują wyprawić mi już pogrzeb.

Tego dnia zamiast od razu wstać, postanowiłam sobie poleżeć i najlepiej to w ogóle nigdzie się nie szykować. Wyjdzie mi to na lepsze, bo nie muszę się wysilać z chodzeniem po schodach. Poza tym i tak nie mam gdzie iść.

Jednak takie myślenie miałam tylko przez kilka minut, bo nagle usłyszałam dzwoniący telefon. Ciekawiło mnie kto to, więc od razu po usłyszeniu go wstałam.

- Halo? - zapytałam po przyłożeniu słuchawki do ucha.

- Cześć Aura - po drugiej stronie usłyszałam Billa - Co robisz?

- Nic, przed chwilą się obudziłam.

- To dobrze. Mam do ciebie sprawę, mogłabyś do mnie przyjść?

- Teraz? - zapytałam. Tak naprawdę dla niego mogę iść nawet nie ogarnięta.

- Tak, bardzo proszę. Musisz mi w czymś pomóc.

- Ale w czym? - Chciałam dowiedzieć się czegokolwiek, żebym idąc do niego już o tej sprawie myślała.

- Wczoraj wspominałaś, że piszesz wiersze.

- No, pisze. I co?

- Chce napisać piosenkę, ale nie mam weny. Pomożesz? - zapytał z nadzieją.

- Z przyjemnością, ale daj mi pół godziny żebym się ogarnęła.

- Spoko. To do zaraz. - powiedział i się rozłączył.

Bill zmienił moje plany i wyzwolił od nic nie robienia, za co powinnam być mu wdzięczna. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę mogła mu w czymś pomóc. Ciekawe tylko przy której piosence mu doradze i czy w ogóle ujrzy ona światło dzienne.

Nie miałam na co czekać, więc od razu udałam się do łazienki, gdzie ułożyłam włosy i delikatnie się pomalowałam. Potem wybrałam stylówke, która wyglądała tak:

 Potem wybrałam stylówke, która wyglądała tak:

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

i w końcu wyszłam z pokoju.

Chwilę później znalazłam się na odpowiednim korytarzu, a potem pod pokojem, do którego Bill od razu mnie wpuścił.

- Dużo tego masz. - powiedziałam, gdy po wejściu do salonu zobaczyłam, że na stole leży pełno rozwalonych kartek.

- W ogóle nie mogłem się skupić na pisaniu i wymyślałem jakiś gówna. - odparł zamykając drzwi.

- Ja ci pomogę. - powiedziałam siadając przy stole.

- Spadłaś mi z nieba, naprawdę.

- Przenocowałeś mnie pierwszego dnia, więc teraz się odwdzięczę. - odparłam, a chłopak usiadł obok mnie.

Right person, wrong time || Tom Kaulitz Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz