*rozdział 18*

593 28 8
                                        

pov: Aurora

Siedziałam w pokoju hotelowym nie mając nic ciekawszego do roboty. Całkiem możliwe, że powinnam w końcu stąd wyjść, a nie zaszywać się w czterech ścianach budynku, ale jakoś nie miałam na to ochoty. Nie miałam z kim, nie miałam gdzie.

Po sprawdzeniu drzwi nie dowiedziałam się nic nowego, więc moje szanse na powrót były znikome. Ale może po prostu tak miało być. Zacznę nowe życie tutaj i będzie po problemie. Wcale nie muszę być uzależniona od rzeczywistości, bo skoro akurat mi los dał szansę na życie przy TH to powinnam ją wykorzystać.

Postanowiłam zadzwonić do Lary i zapytać, czy nie chciałaby może się spotkać i pogadać. W końcu ostatnio mówiła, że ma zamiar wrócić do swojego miasta, więc fajnie by było spędzić z nią ostatnie chwile. Wybrałam do niej numer, który zdążyłam już nauczyć się na pamięć i czekałam aż odbierze. Stało się tak po kilku sygnałach.

- Siema, co robisz? - zapytałam od razu.

- O hej. Pakuje się. - powiedziała, a w tle rzeczywiście słyszałam jakieś szmery przesuwanej walizki.

- Co? Już? - spytałam zawiedziona. Co ja będę robić bez niej?

- Tak, stwierdziłam, że i tak nic tu po mnie. No chyba, że ty ale sama wiesz jak jest.

- Wiem, ale myślałam, że chociaż do wieczora razem posiedzimy.

- Wiesz, jeszcze nie wyjechałam, więc możesz wpaść chociaż na te pół godziny.

- Daj mi pięć minut.

- Okej, czekam. - powiedziała, więc się rozłączyłam.

Od razu zerwałam się z krzesła i po zabraniu torebki wyszłam z pokoju. Naprawdę szkoda, że już wyjeżdża. Teraz nie będę miała żadnej dziewczyny przy sobie, a z chłopakami nawet jakbym wytrzymywała, to przecież oni i tak mają swoje zajęcie. Album sam się nie stworzy.

Chwilę później znalazłam się pod drzwiami do jej pokoju, a kiedy mnie do niego wpuściła to od razu zaczęłam temat do rozmowy.

- Szkoda, że nie powiedziałaś wcześniej, że wyjeżdżasz. - powiedziałam siadając na łóżku i patrząc jak ta kuca przy walizce.

- Dzwoniłam, ale nie odbierałaś. - odparła chwytając za jakąś koszulkę, po czym ją poskładała.

- A no tak, nie było mnie w pokoju.

- Luz, a gdzie poszłaś?

- Do Kaulitzów. - rzekłam, na co podniosła głowę z uśmiechem.

- A to ciekawe. Tom cię zaprosił?

- Co? Jasne, że nie.

- Ale byś chciała, no nie? - zapytała, a uśmiech nadal jej nie schodził.

- To nie ma znaczenia.

- Czemu nie chcesz tego przyznać?

- Bo nic by z tego nie wyszło. - powiedziałam zaczynając bawić się palcami. Zawsze tak robię jak czuje przytłoczona. Tylko tym razem nie odczuwałam tego przez naciskanie Lary, tylko przez Toma u którego prawdopodobnie nie mam szans.

- A skąd możesz to wiedzieć, skoro nie próbujesz się do niego zbliżyć?

- Bo Tomowi nie spodoba się ktoś taki jak ja.

- Ktoś taki, czyli jaki? - zapytała, ciągle drążąc temat.

- Zadajesz za trudne pytania. Wiem, że nie i tyle.

- No ale czemu myślisz, że mu się nie podobasz? - zadała kolejne pytanie, nadal wykonując swoją czynność.

- Ciągle ze mnie żartuje i daje mi te dziwne przezwiska.

Right person, wrong time || Tom Kaulitz Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz