pov: Aurora
Zdałam sobie sprawę, że już dawno (czyli wczoraj) nie byłam sprawdzić, czy drzwi może jakoś przypadkiem zaczęły działać. Byłam gotowa na to, że po otworzeniu ich ponownie zobaczę miotły, ale zawsze warto spróbować. A jak się serio okaże, że to tylko składzik to będę musiała zacząć kombinować jak się przedostać spowrotem.
A co do Toma, jego telefon na chwilę musi poczekać. Niestety ten hotelowy jest już stary i nie będzie widać nieodebranego połączenia, ale najwyżej ja znowu spróbuję do niego zadzwonić.
Wyszłam ze swojego pokoju i pokierowałam się na schody, aby następnie wejść po nich trochę wyżej. Nie żeby coś, ale chodząc po nich tam i spowrotem mogę wyrobić sobie spoko kondycję.
Zanim weszłam pod schody, najpierw rozejrzałam się po korytarzu czy czasem kogoś nie zainteresuje co robię. Jednak nie kręciło się tam wiele osób, więc miałam wolną drogę. Pokonałam ten sam odcinek, chwyciłam za klamkę i je otworzyłam. No, ale chyba nikogo nie zdziwi to, że znowu zastałam tam zwykły składzik.
Nie mogąc się przedostać do przyszłości, po prostu zawróciłam drogę. Najlepiej mi wyjdzie zaszycie się w pokoju, z dala od ludzi i problemów. Ale może przynajmniej Tom oddzwoni.
Idąc po schodach usłyszałam, że ktoś biegnie w moją stronę. Już wcześniej do moich uszu dotarły odgłosy głośnych rozmów, ale przecież w hotelu znajduje się pełno ludzi, więc miałam w to wywalone. Ale tym razem obok mnie przebiegło dosłownie stado ludzi z mikrofonami, aparatami i kamerami, co już nie było takie codzienne.
- Patrz jak łazisz dziewczyno! - krzyknął na mnie jakiś facet z olbrzymim aparatem. Tylko, że to on mnie nim uderzył. Miałam ochotę mu to powiedzieć, ale przemieszczali się oni tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Co więcej bezpieczniej było mi na chwilę przystanąć, żeby nie zostać zgarnięta do tego tłumu.
Nie trudno było się domyśleć, że to paparazzi ścigająca raczej jedynych popularnych ludzi tutaj, czyli Tokio Hotel. Aż mi się ich szkoda zrobiło. Jednak wiadomo, że sława też kosztuje.
Kiedy wszyscy już przebiegli to znowu ruszyłam na dół do pokoju. Przypomniało mi się też, że muszę znowu przyłożyć sobie lód do nosa. Na szczęście w swojej torbie, którą tutaj zabrałam, miałam kilka rzeczy do poprawiania makijażu, więc rano udało mi się wykonać taki lekki. Widzicie? Kosmetyki w torebce się przydają, ale siniaka spod podkładu i tak muszę zlikwidować.
Musiałam, więc zadzwonić do recepcji i zapytać o możliwość zabrania sobie trochę kostek. W pokoju nie miałam zamrażarki, ale nie było problemu z dostarczeniem mi kilku kawałków.
W oczekiwaniu na lód do schłodzenia, usłyszałam dzwoniący telefon. Od razu wstałam z łóżka, na którym dotąd siedziałam, podeszłam do biurka i podniosłam słuchawkę. Mam nadzieję, że to Tom.
- Halo? - zapytałam jako pierwsza.
- Witam, dzwonię z recepcji. Mogłaby pani sama zejść do recepcji po lód? Aktualnie room service nie jest w stanie dostarczyć go pani do pokoju. - Usłyszałam z drugiej strony głos jakiejś staruszki.
Kurwa, a już myślałam że to Tom dzwoni.
- Tak, tak już schodzę. - powiedziałam, a potem odłożyłam słuchawkę spowrotem.
Z lekkim zawiedzeniem opuściłam pokój i zeszłam schodami do holu. Rzeczywiście za ladą czekała mnie miska z lodem. Szybko za nią podziękowałam, a potem poszłam spowrotem na górę. Ja wam mówię, po takim chodzeniu będę fit.
Zamykając za sobą drzwi ponownie usłyszałam dzwoniący telefon. Proszę, żeby tym razem był to Tom. Znowu podeszłam do biurka, w międzyczasie odkładając na niego miskę i podniosłam słuchawkę.
CZYTASZ
Right person, wrong time || Tom Kaulitz
FanfictionChęć poznania kogoś jest bardzo mocna i dla niektórych również bolesna. Ale co gdyby podróże w czasie istniały naprawdę?
