Od tej głupiej imprezy minęło kilka dni. Przez ten czas nie miałam zbyt wielu okazji, by porozmawiać z chłopakami, bo ostatnio albo mają jedną próbę za drugą, albo ciągle gdzieś wyjeżdżają. Przeczuwam, że coś przede mną ukrywają. Muszę porozmawiać z bratem, choć nie jestem pewna, czy zechce mi cokolwiek zdradzić. Jest raczej typem osoby, która nie chwali dnia przed zachodem słońca.
W tym czasie udało mi się trochę zwiedzić San Diego. Obeszłam wszystkie uliczki znajdujące się nieopodal uczelni, dzięki czemu może uda mi się nie zgubić, kiedy już zacznę semestr. Dwie ulice dalej znalazłam klimatyczną kawiarnię, w której serwują przepyszną szarlotkę na ciepło i obiecałam sobie, że przynajmniej raz w tygodniu będę tam chodzić. Samo miasto jest ogromne i ma naprawdę wiele do zaoferowania. Początkowo obawiałam się zamieszkania w tak ogromnej aglomeracji. Uważałam, że nie będę czuła się swobodnie pośród takiego tłoku, ale teraz wcale mi to nie przeszkadza.
Podczas wczorajszej wędrówki natrafiłam na ogłoszenie o pracę jako pomoc w recepcji jednego z hoteli, usytuowanego niedaleko lotniska i zaraz po powrocie do domu zaaplikowałam na to stanowisko. Uznałam to za znak, więc postanowiłam spróbować. Jeszcze nie wiem, czy praca jako opiekunka wypali, szczególnie po ostatniej niezbyt udanej imprezie. Wprawdzie Wilsonowie naprawdę dobrze płacą, ale musiałabym zajmować się Norą każdego dnia po co najmniej kilka godzin, by móc samodzielnie utrzymać się w tym mieście. Wolę znaleźć dla siebie jakąś alternatywę. Poza tym dodatkowe pieniądze zawsze się przydają.
Z samego rana wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Hunter nie chce ode mnie żadnych pieniędzy za to, że tu pomieszkuję, dlatego odwdzięczam mu się w ten sposób. Dbam o porządek, co z bandą facetów, którzy dość często tu nocują jest nie lada wyzwaniem. Czasami zrobię też coś do jedzenia, by po powrocie z próby lub koncertu mogli coś przekąsić.
Wyjmuję mokre ubrania z pralki, kiedy telefon w tylnej kieszeni moich spodni zaczyna wibrować. Wstrzymuję oddech na widok osoby, która próbuje się do mnie dodzwonić, po czym biorę głęboki wdech i odbieram połączenie.
– Dzień dobry, pani Wilson – mówię radośnie, choć cała się trzęsę.
Od kilku dni nie miałam od niej żadnego kontaktu. Początkowo wmawiałam sobie, że na pewno nie potrzebuje mojej pomocy, lecz z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie dowiedziała się o ostatniej imprezie. I choć wcale nie powinnam się tym przejmować, bo w końcu mam prawo do własnego życia, to w jakimś stopniu zależy mi na jej opinii. Skyler Wilson zdaje się być kobietą sukcesu, perfekcyjną mamą i żoną, a jej uznanie z pewnością podniosłoby moją pewność siebie.
– Cześć, Mackenzie. Przepraszam, że ostatnio się nie odzywałam, ale wrócił mój syn i na chwilę przejął opiekę nad Norą. Dzwonię jednak z pytaniem, czy pasowałby ci zostać dziś z małą? Wypadło nam ważne spotkanie biznesowe, a chłopcy mają już jakieś plany na dzisiejszy dzień.
W odpowiedzi na jej słowa na moich ustach wykwita szeroki uśmiech. Cieszę się, bo każdy zastrzyk gotówki mi się przyda.
– Oczywiście – odpowiadam niemal natychmiast. – O której mam być?
Zerkam na zegar, na którym kilkanaście minut wcześniej wybiło południe.
– Im szybciej tym lepiej. – Wzdycha nieco zmartwiona. – Wyszliśmy jakiś kwadrans temu, a Nora na razie została z braćmi. Będę wdzięczna, jeśli uda ci się dojechać w miarę szybko.
Rozglądam się po pomieszczeniu, analizując w głowie, co jeszcze muszę zrobić przed wyjściem.
– Dobrze, postaram się być maksymalnie za pół godziny.
