Żadna siła nie jest w stanie mnie zmusić, bym odwróciła wzrok od Chase'a, który z uczuciem śpiewał jedną z moich ulubionych świątecznych piosenek, na końcu racząc mnie swoim przeszywającym spojrzeniem, od którego do tej pory mam ciarki. Jego brązowe oczy mają w sobie coś niespotykanego. Coś, dzięki czemu jest w stanie przeniknąć do mojego wnętrza i połaskotać nawet najbardziej ukryte miejsca.
– Dobra, ekipo. Zbieramy się! – wyrzuca nagle Peter, czym sprowadza mnie na ziemię.
Nie wiem, czy mówił coś wcześniej, bo byłam zbyt pochłonięta pożeraniem Chase'a, ale na szczęście pozostali wydają się równie zdezorientowani jak ja.
– Ale dokąd? Przecież dopiero co skończyliśmy ubierać choinkę – odzywa się Hunter. – Dajże człowieku chwilę odpocząć. Są święta.
Menadżer wstaje i upiera się przy swoim.
– Bez dyskusji. Idziemy na miasto napić się gorącej czekolady. Ja stawiam.
Jego słowa wywołują szeroki uśmiech na mojej twarzy. Kocham czekoladę pod każdą postacią, ale w formie napoju mogłabym ją pić bez przerwy. W dodatku Nowy Jork o tej porze wygląda przepięknie, a udekorowane świątecznymi lampkami ulice nadają wszystkiemu magicznego klimatu.
– Kto ostatni na dole, ten rozbiera choinkę! – krzyczę, po czym zrywam się z miejsca i szybko pędzę się przebrać.
Z sypialni docierają do mnie dźwięki przepychanek między chłopakami, ale po chwili opuszczają mieszkanie i zapewne biegną do swoich apartamentów się przebrać. W holu spotykamy się już po pięciu minutach, a ostatni okazuje się być Peter.
– Nie ma mowy, że sam będę to sprzątał – marudzi na nasz widok.
– Może jakaś miła pokojówka zaoferuje ci pomoc.
– Jak będzie fajna to mogę i ja się poświęcić – wtrąca Danny. – A gdyby miała na sobie ten seksowny strój to mógłbym i w całym mieście się ich pozbyć.
Śmiejemy się.
– Pokojówki z twoich wyobrażeń występują jedynie w pornosach. – Hunter klepie go po ramieniu, a następnie opuszczamy hotel.
Po wyjściu z budynku zimno bucha mi w twarz, przez co od razu żałuję, że nie wzięłam ze sobą czapki. Ma to też jednak swoje plusy, bo pozwala mi nieco ochłonąć z emocji, jakie wywołał we mnie prywatny koncert Chase'a. Razem z nami wybrało się dwóch ochroniarzy, którzy w razie potrzeby będą odganiać natrętnych fanów, chociaż mrok powinien pomóc chłopcom pozostać w ukryciu. Zachwycam się cudownie oświetlonymi uliczkami i ludźmi goniącymi za czymś w pośpiechu. Nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo życie w tym mieście różni się od tego, które ja znam. Zastanawiam się, czy byłabym zupełnie innym człowiekiem, gdybym dorastała właśnie tutaj.
– Pięknie, prawda? – Głos brata sprowadza mnie na ziemię.
– Tak. – Kiwam głową. – Wygląda tak jak na filmach.
– Obiecałem, że nasze życie będzie tak wyglądać.
Posyłam mu wzruszone spojrzenie, a on w tym czasie przyciąga mnie do siebie jednym ramieniem i idziemy tak przytuleni.
– Fajnie jest spędzić święta w większym gronie.
– Ojciec nigdy nie należał do zbyt rodzinnych – wspomina Hunter.
