Wczorajsza impreza nieco wymknęła się spod kontroli. Spadł na nas ogrom gratulacji w związku z niedługo rozpoczynającą się trasą koncertową, a co za tym idzie mnóstwo spożytego alkoholu. Każdy chciał wypić z nami za nasz sukces, co biorąc pod uwagę ilość osób, które były na domówce, nie mogło skończyć się inaczej niż przepotężnym kacem.
Zwlekam się z łóżka z okropnym bólem głowy. Sięgam po telefon, by sprawdzić powiadomienia. Dzisiaj miał się ukazać artykuł na jednym z popularnych lokalnych serwisów z zapowiedzią naszej trasy po Stanach. Dotychczas graliśmy głównie w San Diego, lecz mimo to udało nam się zyskać rzeszę fanów. Poniekąd nasz sukces zawdzięczamy także TikTokowi, na którym publikacja zaledwie kilku filmów przyniosła naszemu zespołowi aż taki rozgłos i możliwość dalszego rozwoju.
Odblokowuję ekran, po czym zaraz napotykam świeżo zapisany kontakt do dziewczyny, którą poznałem wczoraj. Poniekąd głupio mi z tym, że całowałem się z nią na oczach Mackenzie, lecz z drugiej strony mam ochotę zlinczować się za to, że ciągle martwię się o to, co ona o mnie pomyśli. Przecież nie jest dla mnie nikim ważnym, więc nie powinienem się tym w ogóle zadręczać.
Potrząsam głową i wchodzę w przeglądarkę w poszukiwaniu artykułu. Szybko go odnajduję, czytam, a następnie z wielką satysfakcją wysyłam kolegom na grupę. Zwlekam się z łóżka i idę wziąć zimny prysznic, po którym zmierzam do kuchni coś zjeść.
– Gratulacje! – wykrzykują domownicy, kiedy pojawiam się w pomieszczeniu.
Na ścianie za nimi rozwieszono plakat z tym samym hasłem oraz narysowano na nim nuty, mikrofon i gitarę. Czuję zakłopotanie na widok całej naszej rodziny. Dawno nie spożywaliśmy razem posiłków, choć prawdę mówiąc to zazwyczaj ja unikałem ich towarzystwa. Nie mogłem znieść spojrzenia ojca, z którego bił zawód spowodowany obraniem innej ścieżki kariery niż sobie zaplanował. Staram się go zrozumieć, bo wydał mnóstwo kasy na moją edukację, a ja tak z dnia na dzień postanowiłem rzucić studia i zostać ulicznym grajkiem.
Zerkam ukradkiem na ojca, a następnie obejmuję wzrokiem starannie nakryty stół. Znajdują się na nim moje ulubione pancakes i mnóstwo słodkich dodatków, jajka sadzone z boczkiem i zbożowe płatki w kształcie dinozaurów, które w dzieciństwie pochłaniałem w ogromnych ilościach.
– Dziękuję – odpowiadam odrobinę zmieszany i patrzę na mamę, która na lewym biodrze trzyma Norę. – Postarałaś się. – Podchodzę do niej, całuję ją w głowę i przejmuję od niej siostrę. – Wszyscy się postaraliście. Dziękuję.
Każdy z nas zajmuje swoje miejsce, a ja sadzam Norę na krześle obok.
– Gdybyś pochwalił się wcześniej to przygotowalibyśmy coś bardziej spektakularnego – oznajmia z lekkim wyrzutem mama. – I jestem zła, że dowiedzieliśmy się tego z internetu.
– To miała być niespodzianka. Chciałem dziś osobiście się pochwalić.
Głupio mi, że nie pisnąłem choćby słówka, ale znam mamę i jestem przekonany, że nie potrafiłaby utrzymać języka za zębami i prędzej czy później komuś by się wygadała.
– Jestem z ciebie tak bardzo dumna, skarbie. Wiem, jak ciężko na to pracowaliście.
Posyłam jej pełen wdzięczności uśmiech. Napotykam także spojrzenie ojca, który do tej pory nie odezwał się ani słowem.
– Landon mówił mi, że pierwszy koncert gracie w naszym mieście.
Nakładam sobie na talerz kilka naleśników i polewam je czekoladą.
