To jest specjalny rozdział na Mikołajki. Nie zmieni wątku książki. Nie trzeba go czytać i tak wiem Mikołajki były wczoraj. Rozdział w ogóle ma inny wątek niż książka ^^. Miłego czytania.
P.O.V Shadown:
Byłam w miękkim i ciepłym łóżku. Bardzo miękkim i ciepłym. Przeturlałam się na lewy bok
~~Trzask~~
Wstałam jak poparzona i spojrzałam na brązowy materac, czemu jest brązowy?!
Był na nim Mikołaj, a raczej jego szczątki. Za mną usłyszałam ściszony śmiech.
Odwróciłam się i zobaczyłam Jane.
- Jane!- powiedziałam z wyrzutem.
- Smacznego! - zachichotała i wyszła z pokoju.
Westchnęłam i zeszłam do kuchni. Chuj z tym, że byłam w piżamie w kaczuszki. Już nie raz mnie w niej widzieli.
W kuchni przy stole siedzieli Sally i Ben. Bili się czekoladowymi Mikołajami. (Facepalm) Przeszłam obok nich i otwarłam szafkę zabierając proszek do prania. Przydałoby się coś też na ząb. Otwarłam lodówkę. Mikołaj z czekolady, Mikołaj z czekolady same mikołaje!
- Slender!
Papą zjawił się przy mnie.
Tak? - spytał.
- Czemu w lodówce nie ma normalnego jedzenia! - wydarłam się. Ben i Sally chyba się przestraszyli i uciekli z pomieszczenia. I dobrze, nie będą mnie denerwować.
- Co się tu dzieje?!- Do kuchni wparował Jeff. Też nie był zbyt wesoły.
- Mikołaje się dzieją!- krzyknęłam i wybiegłam z kuchni. Zamknęłam się w pokoju. Przesiedziałam tam kilka godzin, w tym czasie się uspokoiłam. Moje nerwy były w dobrym stanie do czasu aż usłyszałam piosenkę.
"I wish you a Merry Christmas, I wish you a Merry Christmas, I wish you a Merry christmas and happy new year."
Wybiegłam z pokoju na dwór. Na łące, przed domem, stali Jeff, Slender, Sally i Ben śpiewający "Merry Christmas."
Wszyscy byli ubrani w mikołaje! Każdy z nich miał czapkę i kostium tego diabła. Zaczęłam krzyczeć i biegać w kółko. Będę mieć przez nich uraz do końca życia.
Wbiegłam do kuchni i zobaczyłam Maskyego jedzącą Mikołaja z czekolady. Kurde! Czemu mikołaje?!
Zamknęłam oczy. Po jakimś czasie otwarłam je. Siedziałam w pokoju na łóżku. Teleportacja heh. Spojrzałam na materac. Był na nim Mikołaj. Wzięłam go w ręce i rzuciłam za siebie.
- Ała! - krzyknęła zapewne Jane. I dobrze jej tak!
Wstałam i zeszłam do kuchni. Przy stole siedział Jack i Jeff. Jeden z nich miał czapkę Mikołaja. Dokładnie Jeff. Wzięłam mu ją i pocięłam na milion kawałków. Po czym rzuciłam te kawałki na ziemię i zaczęłam po nich skakać.
-Co cię pojebało?- spytał się mnie Czarnowłosy.
Nie zwróciłam na niego uwagi i spojrzałam na zawartość lodówki. Dwa mikołaje. Wzięłam je i potrzaskałam na kawałki po czym wyrzuciłam do kosza.
- Kurwa odpierdala ci?! - wrzasnął killer.
- Zamknij ryj - syknęłam i przeszukałam wszystkie pułki szukając Mikołaji.
Do kuchni wszedł Slendi w ubraniu Mikołaja! Jeszcze on!
Zabrałam mu czapkę i zaczęłam po niej skakać, krzycząc jak nienawidzę tego święta.
Slender zrobił zdziwioną minę. ( heh jakby mógł, u mnie może xd) - Odpierdala jej - skomentował Jeff. Wzięłam z wysepki kuchennej nóż i rzuciłam nim w niego.
- Za co to kurwa? - tak tak udawaj idiotę, udawaj.
-za żywot - syknęłam.
Slender zniknął. Co za...! Zamknęłam oczy.
Kiedy je otwarłam byłam w swoim łóżku. Kurwa zaraz pierdolne ten sen. Czemu mam sen w śnie ! I to o świętach! Co ja przeżywam ,,opowieść wigilijną"?! Zaraz zabiję tego Mikołaja, jeżeli jest obok mnie! Spojrzałam tam, nie było go. Uff. Odwróciłam głowę i zauważyłam przy drzwiach ogromnego Mikołaja. Zaczęłam krzyczeć i płakać, nożem, który miałam pod poduszką, rzuciłam w tego pluszaka.
-Co się dzieje?!- do pokoju wpadł Jeff wraz z Jackiem.
Zaczęłam jeszcze mocniej płakać.
Chłopaki podeszli do mnie i przytulili.
-Widzisz Jeff, mówiłem, że pluszowy Mikołaj to zły pomysł - zakpił sobie Jack.
Wtuliłam się w Jeffa i powoli się uspokajałam. Po chwili zasnęłam...
Dam dam dam...
I jak też czasem macie sen na jawie? ♥
/?/ I kolejny rozdział za nami xD ;) Do następnego xD Przy okazji zapraszam do moich innych książek ;p
CZYTASZ
Smile || Shadown
TerrorSiedemnasto letnia Sophia popełnia samobójstwo w lesie. Dziewczyna jest na skraju wytrzymałości psychicznej. Po jej śmierci poznaje ludzi tak samo skrzywdzonych przez los. Chociaż martwa wciąż żywa. Przybiera nowe imię i nową rodzinę. Czy Sophia...
