-Zjebałeś sprawę kolego. - Warknęłam na chłopaka, który siedział we krwi pod moimi nogami.
-Więcej już nie zepsuje. - Jąkał się.
Rozejrzałam się, żeby się upewnić czy nikogo nie ma w pobliżu. Zobaczyłam cień za drzewami. No to chłopaki będą mieli dwa ciała do posprzątania. Odwróciłam się z powrotem do mojej ofiary. Po oczach było widać, że ledwo powstrzymuje się od płakania. Próbuje być silny ale mu nie wychodziło. Był żałosny.
-Wiem, że nie zepsujesz. - Szepnęłam celując mu w głowę a po chwili rozległ się strzał.
Bezwładne ciało chłopaka leżało przede mną. Schowałam broń i ruszyłam w stronę podglądacza. Nie interesowałam się ciałem bo Zayn i Harry mieli zaraz przyjść i posprzątać ten bałagan.
Stanęłam przed osobą, która wszystko widziała. Od razu ją rozpoznałam. Była to dziewczyna, która od paru cholernych dni nie chce opuścić mojej głowy. Patrzyła na mnie przełykając ślinę. Nie wyglądała na przerażoną. Przynajmniej nie tak jak powinna po tym co zobaczyła.
Złapałam ją mocno za łokieć i pociągnęłam w stronę gdzie stało moje auto. O dziwo nie próbowała się wyrwać i uciec co było mi na rękę. Wrzuciłam ją do samochodu a po chwili wsiadłam na miejsce kierowcy i ruszyłam.
-Nikomu nie powiem co widziałam tylko proszę nie zabijaj mnie. - Jej błagający głos rozszedł się po samochodzie na co delikatnie się uśmiechnęłam tak żeby nie zauważyła.
Miała cudowny głos. Kurwa o czym ja myślę.
-Jak bym miała zamiar cię zabić już byś nie żyła.
-Nie zbyt pocieszające.
Zerknęłam na nią. Patrzyła przez okno bawiąc się palcami. Dlaczego do kurwy ona jest zdenerwowana a nie przerażona? Przecież nie codziennie widzi się morderstwo prawda?
-Nie mam zamiaru cię pocieszać a teraz się zamknij. Muszę pomyśleć co z tobą zrobić.
-Jeśli zabójstwo odpada to może po prostu odwieziesz mnie do domu? - Zaproponowała odwracając się w moją stronę. Nie podobało mi się, że się na mnie gapi bo dziwnie się przez to czułam.
-Myślisz, że po tym co widziałaś ja tak po prostu odwiozę cię do domu? - Spytałam nie powstrzymując śmiechu.
-Tak. - Odpowiedziała pewnie co trochę zbiło mnie z tropu.
-Dlaczego do chuja miałabym to zrobić?
-Bo to nie moja sprawa. I zapewne miałaś jakiś powód by to zrobić.
Czy to jest jakiś chory żart? Czy z tą dziewczyną jest coś nie tak?
-Jak masz na imię? - Spytałam co ją zdziwiło. Myślałam, że nie odpowie ale po chwili usłyszałam jej cichy głos.
-Camila.
-Więc Camila czy jesteś popierdolona?
-Nie ale o tobie nie mogę powiedzieć tego samego. - Cholera jej głos był spokojny za spokojny.
-Chyba zabicie cię nie jest takie złe. - Powiedziałam gdy zaparkowałam obok domu.
-Nie przepraszam ja...ja nie chciałam tego powiedzieć. - Głos zaczął jej drżeć ze strachu.
Patrzyłam chwilę na nią a potem się odwróciłam i wyszłam z auta.
Wątpię, że komuś coś powie ale przez dzisiejszą noc muszę ją przytrzymać żeby jakieś głupie pomysły jej do głowy nie wpadły.
Otworzyłam drzwi po stronię pasażera i kazałam jej wysiąść. Dziewczyna posłusznie wykonała czynność nic przy tym nie mówiąc co mi bardzo odpowiadało. Weszłyśmy do domu. Od razu zaprowadziłam ją do swojego pokoju bo nie miałam gdzie indziej jej przetrzymać. Na szczęście nikogo nie było w salonie. Nie miałam ochoty im teraz tłumaczyć, że ktoś widział zabójstwo Horan'a.
-Gdzie mam spać? - Spytała gdy zamknęłam drzwi pokoju.
-Na łóżku albo na podłodze mam to gdzieś.
Kiwnęła głową i poszła w stronę łóżka. Położyła się cały czas mnie obserwując co zaczynało mnie irytować. Nie tylko to. Jeszcze nigdy nie spotkałam tak irytującej osoby jak ona a jeszcze nic takiego nie zrobiła. Otworzyłam drzwi by wyjść gdy zatrzymał mnie jej głos.
-Mogę wiedzieć chociaż jak masz na imię?
-Lauren. - Powiedziałam nie wiem nawet dlaczego i wyszłam nie czekając na dalsze pytania, które by wymyśliła i jeszcze bardziej mnie nimi wkurwiła.
Weszłam do salonu gdzie wszyscy już byli. Usiadłam na kanapie koło Normani patrząc na Zayn'a i czekając aż się odezwie w sprawie ciała.
-Posprzątałem jeśli o to chodzi. - Oznajmił odkręcając butelkę z wodą.
-Nie spierdoliłeś nic?
-Tego nie da się spierdolić.
-Żebyś się nie zdziwił przyjacielu. - Parsknęłam wstając z kanapy i skierowałam się z powrotem do pokoju.
Weszłam po cichu bo nie byłam pewna czy dziewczyna śpi czy nie. Nic nie usłyszałam więc podeszłam do łóżka żeby jej się przyjrzeć. Oddychała powoli. Usta miała lekko uchylone a włosy rozrzucone po całej poduszce. Wyglądała naprawdę uroczo. Pokręciłam głową żeby wyrzucić tą myśl ale było już za późno. Odwróciła się na bok i coś wymruczała. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może była urocza ale była też nieznośnie irytująca.
Usiadłam na krześle w koncie pokoju żeby jeszcze przez jakiś czas na nią popatrzeć. Czułam, że od dzisiaj coś się zmieni. Nie lubię zmian a najbardziej takich na które nie mam wpływu. Zamknęłam oczy żeby przez chwilę pomyśleć o czymś inny niż dziewczyna leżąca na moim łóżku ale gdy tylko to zrobiłam to zasnęłam.
CZYTASZ
Love is Weakness ✔
Fanfiction"Od momentu gdy pojawiła się w moim życiu była moją słabością. Słabością, którą moi wrogowie mogą wykorzystać przeciwko mnie ale z której nie potrafię zrezygnować." Uwaga: Opowieść zawiera wulgaryzmy
