-Nie denerwuj się.
Odwróciłam wzrok z drogi żeby na nią spojrzeć. Łatwo jej mówić to nie ona zaraz spotka swoją dawno nie widzianą rodzinę. Cholera w co ja się wpakowałam.
-Wcale się nie denerwuje. - Zaprzeczyłam zaciskając ręce na kierownicy.
-Jeśli tak twierdzisz. - Wskazała na moje ręce z uśmieszkiem.
-Powiedz mi dlaczego to robię?
-Bo stęskniłaś się za rodziną a oni za tobą.
Nic nie odpowiedziałam tylko skupiłam się na drodze. Wolałabym teraz jechać na spotkanie z Brad'em z którego wyszło by tylko jedno z nas zamiast do rodziny. Camila wyglądała na wyluzowaną i była chyba za nas obie a ja za to denerwowałam się za siebie i za nią.
-Czemu się nie denerwujesz? - Spytałam wyjmując jedną ręką paczkę papierosów z kieszeni. Popatrzyła na mnie marszcząc brwi.-No wiesz w końcu poznasz moich rodziców. - Dodałam odpalając jedną fajkę.
-Ja nie...O boże. Poznam twoich rodziców. - W jej oczach pojawiło się przerażenie na samą myśl.
-Nie denerwuj się tak. Zostaniemy wyrzucone nim się przedstawisz. - Zaśmiałam się zaciągając dymem. Widząc jak zaczęła się tym denerwować sama się rozluźniłam i po chwili byłam już wyluzowana tak jak Camila jeszcze parę minut temu.
Zaparkowałam pod samym domem. Wyłączyłam silnik i oparłam się o siedzenie. Nie miałam ochoty tam wchodzić.
-Dasz radę Lauren. - Próbowała dodać mi otuchy ale jakoś słabo jej to szło.
-A może zawrócę i pojedziemy coś zjeść. - Zaproponowałam czując, że na to są małe szanse.
-Nie bądź dzieckiem. - Rzuciła wychodząc z samochodu.
Pokręciłam głową i również wysiadłam. Wyrzuciłam papierosa i go zdeptałam. Popatrzyłam chwilę na dom, w którym kiedyś mieszkałam i ruszyłam w jego stronę. Camila szła koło mnie w kompletnej ciszy za którą byłam jej wdzięczna. Stanęłyśmy przy drzwiach. Spojrzałam na nią a ona z lekkim uśmiechem kiwnęła na drzwi. Wzięłam głęboki oddech. Podniosłam rękę i zapukałam. Nikt nie otworzył. Camila również zapukała ale dalej nic.
Miałam już zamiar odejść gdy drzwi się otworzyły a w nich stała moja mama, której na mój widok z rąk wyleciał talerz, który trzymała. Patrzyłam na nią chcąc coś powiedzieć ale nie potrafiłam nic z siebie wydusić. Stałam tam i się na nią gapiłam jak jakaś idiotka.
-Lauren co ty tu robisz? - Wydusiła moja mama a ja już wiedziałam, że to był błąd.
-Idziemy Camila to był zły pomysł. - Powiedziałam odwracając się tyłem do mojej rodzicielki.
-Lauren? - Usłyszałam głos swojej młodszej siostry, który mnie zatrzymał. Odwróciłam się i zobaczyłam jak stoi za mamą. Patrzyła na mnie chyba za bardzo nie wierząc, że przed nią stoję. Poczułam jak Camila splata nasze palce dając mi znak, że jest przy mnie i nigdzie się nie wybiera.
-Hej Tay. - Tylko tyle udało mi się z siebie wydusić.
Dziewczyna się uśmiechnęła, ominęła mamę i podbiegłam do mnie by się przytulić. Puściłam rękę Camz żebym mogła przytulić do siebie swoją siostrę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi jej brakowało. Wtuliłam twarz w jej włosy i zaciągnęłam się jej zapachem. Pachniała szamponem cytrynowym. Nie które rzeczy chyba nigdy się nie zmienią. Odsunęła się ode mnie i popatrzyła na Camile, która się do mnie uśmiechała.
-To jest Camila. - Przedstawiłam dziewczynę.
Wystawiła rękę w stronę Taylor ale ona ją odepchnęłam i przytuliła Camz do siebie. Przez sekundę stała nie za bardzo wiedząc co zrobić. W końcu jednak oddała uścisk mojej siostrze, która szeroko się uśmiechnęła.
CZYTASZ
Love is Weakness ✔
Fiksi Penggemar"Od momentu gdy pojawiła się w moim życiu była moją słabością. Słabością, którą moi wrogowie mogą wykorzystać przeciwko mnie ale z której nie potrafię zrezygnować." Uwaga: Opowieść zawiera wulgaryzmy
