XII

2.4K 215 17
                                        

Camila POV:

Pierwszym moim błędem była ucieczka z lekcji żeby spotkać się z Lauren. Ale i tak byłam przekonana, że zrobiłabym to jeszcze raz. A drugim wsiąście do samochodu nieznajomego. Dlaczego to zrobiłam? Nie wiem. Może żeby wkurzyć dziewczynę. Ta opcja była najbardziej prawdopodobna.

Rozglądałam się dookoła ale nie wiedziałam gdzie się znajduje. Czułam jakiś niezidentyfikowany zapach, który nie należał do tych przyjemnych. Moje ręce tak jak i nogi były związane grubym sznurem, który wbijał mi się w skórę a do buzi miałam włożoną jakąś szmatę żeby nie krzyczeć. Byłam przerażona ale starałam się nie dać tego po sobie poznać mężczyźnie, który co jakiś czas wchodził do pomieszczenia, w którym mnie przetrzymywali.

Miałam cichą nadzieje, że Lauren mnie uratuje. Ale zawsze w głowie pojawiała się myśl dlaczego miała by to zrobić. Sama przyznała, że nic ode mnie nie chce więc na pewno nie będzie sobie zawracać mną głowy i wtedy nadzieja się powoli ulatnia.

Przez jedno z okien przy dachu świeciło słońce, które powoli zachodziło. Dzięki temu wiedziałam, że jest już prawie wieczór. Do środka weszło dwóch facetów. Szeptali coś między sobą czego nie mogłam zrozumieć ale wiedziałam, że rozmawiają o mnie bo co chwile jeden z nich wskazywał na mnie. Wyszli a po chwili znowu ktoś wszedł. Zbliżał się w moją stronę. Gdy stanął już wystarczająco blisko żebym mogła się mu przyjrzeć, poznałam go. To był ten chłopak z przed restauracji. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam naprawdę wkurwioną Lauren, która jednocześnie próbowała mnie przed nim zasłonić.

-Hej skarbie. - Szepnął ściągając z mojej twarzy szmatę żebym mogła mówić.

-Czego ode mnie chcesz? - Spytałam starając się żeby mój głos nie drżał ze strachu.

-Niczego nie chce kochanie. Chcę tylko pokazać Lauren, że nie może sobie pozwalać na takie zachowanie względem mnie.

-I myślisz, że porwanie mnie coś ją obchodzi? - Moja nadzieja znowu się pojawiła.

-Oczywiście. Jestem pewny, że teraz odchodzi od zmysłów.

-Jesteś naprawdę głupi. - Westchnęłam na co się roześmiał.

-Dlaczego tak uważasz? - Spytał nie przestając się śmiać.

-Przyjdzie po mnie a to nie skończy się dobrze dla ciebie. - Odparłam pewnie.

-Oh skarbie to ty jesteś głupia. Kiedy w końcu ona się tu pojawi znajdzie cię ale martwą. - Oznajmił z uśmieszkiem. Przełknęłam ślinę a chwilowa pewność siebie ze mnie uleciała. Znowu byłam przerażona i teraz nie udało mi się tego ukryć. Widziałam to w jego oczach. Patrzył na mnie jak drapieżnik na swoją ofiarę chwilę przed zabiciem jej.

-Nie martw się nie będzie bolało. - Odwrócił się by odejść ale w połowie drogi się zatrzymał.-Czekaj powiedziałem, że nie będzie boleć? - Spojrzał na mnie czekając na moją reakcje, kiwnęłam twierdząco głową.-Kłamałem. - Zaśmiał się i wyszedł.

Nie mogłam nabrać oddechu. Tak właśnie w tej chwili atak paniki był dobrym pomysłem. Robiłam wdechy i wydechy żeby się uspokoić ale nie pomagało. Zaczęłam w głowie liczyć do stu. Gdy skończyłam udało mi się opanować oddech a atak paniki zniknął. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w moje szybko bijące serce. Byłam przekonana, że jakby ktoś stał po drugiej stronie tego pomieszczenia też by je usłyszał.

Drzwi znowu się otworzyły ale nie miałam sił żeby podnieść powiek i zobaczyć kto to. Po chwili poczułam dwie pary rąk na sobie. Próbowałam się wyrwać ale moje próby spełzły na niczym byłam zbyt słaba.

Otworzyłam oczy w momencie gdy jeden z nich przywiązywałam moje ręce do słupka a drugi rozwiązywał moje nogi tylko po to żeby rozłożone również przywiązać do słupków. Przez całe moje ciało przeszedł dreszcz bardzo dobrze wiedziałam co to znaczy.

Za nimi stanął Brad tak do niego przynajmniej zwróciła się Lauren jeśli dobrze pamiętam. Wyprosił chłopaków gestem ręki i się do mnie zbliżył.

-Najpierw się zabawimy. - Wyszeptał do mojego ucha.

Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy nawet nie starałam się ich powstrzymać. Wierzgałam nogami ale to tylko sprawiło mi ból i obrzydliwy śmiech chłopaka. Zaczął mnie całować po szyi wsuwając ręce pod moją bluzkę. Płacz zamienił się w głośny szloch ale on się tym nie przejmował tylko dalej błądził rękami po moim ciele. Po chwili usłyszałam jak rozrywa moją bluzkę. Podniósł głowę żeby na mnie spojrzeć.

-To nie będzie nam potrzebne. - Rzucił z uśmieszkiem.

-Proszę zostaw mnie. - Błagałam cała zalana łzami ale na chłopaku to nie robiło żadnego wrażenia.

-Zaraz będziesz prosić o więcej maleńka. - Zaczął rozpinać mi zamek w spodniach.

Poddałam się nic więcej nie mogłam zrobić. Nie miałam jak się bronić. Ból, który przeszywał moje ciało przy każdej próbie wyrwania się sprawiał, że czułam, że zaraz stracę przytomność.

Usłyszałam głośny huk. Chłopak na chwilę się podniósł ale gdy nic więcej nie usłyszał wrócił do ściągania mi spodni. Po chwili znowu usłyszałam głośny huk a do pomieszczenia w padło dużo światła.

Popatrzyłam na drzwi a w nich zobaczyłam wkurwioną Lauren na co poczułam delikatną ulgę. Przyszła po mnie. Naprawdę po mnie przyszła.

Love is Weakness ✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz