XVIII

2.5K 212 7
                                        

Camila POV:

Była noc a ja dalej uczyłam się do ważnego sprawdzianu z chemii. Co chwilę z Ally pytałyśmy się na zmianę. Nauka nam się przedłużyła więc postanowiłam zostać u niej na noc oczywiście dając o tym wcześniej znać mojej nadopiekuńczej rodzicielce. Wkuwałam właśnie pierwiastki gdy z telefonu rozbrzmiał dźwięk powiadamiający mnie o tym, że dostałam wiadomość.

Od Lauren: Przyjedź. Potrzebuje Cię.

Przeczytałam tą wiadomość z dwa razy a w sercu poczułam uścisk. Miałam przeczucie, że stało się coś złego inaczej nie napisałaby mi takiej wiadomości. Nie widziałam się z nią od wczoraj jak odwiozła mnie do domu po obiedzie u jej rodziny i zaczęłam się teraz martwić.

Popatrzyłam na Ally, która była zajęta czytaniem czegoś w podręczniku. Potrzebowałam samochodu żeby pojechać do niej o tej porze ale nie miałam prawka. Osoba, która miała siedziała przede mną i wątpiłam, że zgodzi się mnie zawieść do Lauren. Musiałam chociaż spróbować.

-Ally potrzebuje żebyś mnie gdzieś zawiozła. - Oznajmiłam zbierając się z podłogi.

-Teraz?

-Tak to ważne. Nie pytaj. Powiem ci później. Proszę. - Prawie ją błagałam ale miałam to gdzieś musiałam jak najszybciej zobaczyć Lauren i upewnić się, że nic jej nie jest. Musiała zauważyć jak bardzo mi na tym zależy bo już się nie odezwała tylko chwyciła kluczę do ręki.

Po paru minutach siedziałyśmy już w aucie i kierowałyśmy się w stronę domu dziewczyny.

-Powiesz mi o co chodzi? - Spytała skupiając się na drodze.

-Nie teraz. - Odparłam krótko nabierając powietrza do płuc.

W ręce cały czas trzymałam telefon żeby nie przegapić kolejnej wiadomości gdyby przyszła. Czułam, że zamiast przybliżać się do jej domu to się oddalamy. Próbowałam chociaż przez chwilę zająć czymś innym myśli ale mi to nie wychodziło.

Jak tylko zauważyłam, że jesteśmy już prawie na miejscu miałam ochotę wyskoczyć z auta i resztę drogi przebiec ale nie chciałam denerwować Ally. Auto zaparkowało a ja nie czekając ani sekundy dłużej z niego wyskoczyłam i pobiegłam do drzwi. Usłyszałam jak Ally idzie za mną ale w tym momencie nie za bardzo się tym przejmowałam.

Zapukałam, drzwi otworzyły się prawie natychmiast a w nich stała Normani. Chyba była zdziwiona, że mnie widzi.

-Dostałam sms'a. - Odpowiedziałam na nie zadane pytanie.-Co z nią?

-Bywało lepiej. Wejdź. - Odsunęła się robiąc mi miejsce bym mogła wejść. Od razu ruszyłam do salonu, w którym siedział Zayn. Popatrzył na mnie. Nie wyglądał na zdziwionego tak jak Mani tym faktem, że tutaj przyjechałam.

Podeszłam bliżej i dopiero wtedy zobaczyłam Lauren leżącą na kanapie. Nie wyglądała dobrze, a wręcz przeciwnie wyglądała okropnie.

-Co ci się stało Lo? - Spytałam klękając przy kanapie i delikatnie odgarnęłam jej włosy z twarzy.

-Czy naprawdę wyglądam tak uroczo, jak się czuję? - Wymamrotała półprzytomnie.

-Ogromnie się cieszę, że nawet w takim stanie poczucie humoru cię nie opuszcza Jauregui. - Prychnął Zayn stając nad nami z założonymi rękami na piersi.

-Gdy te rany się nie zagoją to poczucie humoru to wszystko co jej pozostanie. - Stwierdziła Normani podchodząc do nas z miską i mokrą ścierką.-Twoja koleżanka chyba będzie miała do ciebie parę pytań. - Zwróciła się do mnie stawiając miskę koło mnie.

-Pewnie tak. - Westchnęłam siadając na kanapie. Wycisnęłam ścierkę i zaczęłam obmywać rany na twarzy Lauren.-Macie lód? To pomoże zmniejszyć opuchliznę. - Popatrzyłam na nich obydwoje skinęli głowami ale to Normani po niego poszła.

-Przyprowadziłaś ze sobą koleżankę, świetnie po prostu. - Burknął Zayn nie był z tego powodu zadowolony ale starał się być opanowany.

-Daj spokój Malik. Jeśli jej ufa to ja też. - Wtrąciła Lauren powoli otwierając oczy żeby na mnie popatrzeć. Mani wróciła z lodem, który od razu przyłożyłam do jej prawego policzka. Przez chwilę go trzymałam a potem złapałam Lauren za rękę i kazałam go jej trzymać.

-Muszę zapamiętać, że nie podobam ci się z opuchlizną na twarzy.

-Masz rację. Wyglądasz wtedy jak chomik. - Odparłam kolejny raz namaczając ścierkę. Usłyszałam jak za mną Normani parsknęła śmiechem.

-Chomik huh? - Kiwnęłam głową na co się uśmiechnęła.-Mam nadzieje, że uroczy chomik.

-Jesteś cała poobijana jakby chomik tak oberwał byłby raczej martwy a nie uroczy. - Oznajmiłam kończąc obmywać jej twarz. Zmarszczyła brwi uważnie mi się przyglądając.

-Czemu jesteś zła? - Złapała mnie za rękę żeby zatrzymać mnie przed wstaniem.

-Nie jestem zła tylko cholernie mnie wystraszyłaś. - Przyznałam sprawiając jej tym jakąś dziwnego rodzaju radość.

-Przepraszam. Potrzebowałam cię bo wątpię, że której z nich... - Przerwała wskazując na Zayn'a i Mani.-...tak delikatnie by się mną zajęli. - Przyciągnęła mnie do siebie i dodała cicho tak żebym tylko ja ją usłyszała.-No i chciałam cię zobaczyć.

Uśmiechnęłam się i złożyłam na jej czole czuły pocałunek. Chciała mnie pocałować w usta ale szybko się odsunęłam.

-Dopóki się nie zagoi nie ma całowania. - Zarządziłam na co wydała zawiedziony jęk ale nie zaczęła protestować.

-Twarde zasady ci postawiła. - Oznajmiła Normani z uśmieszkiem.

-Każdą zasadę można złamać a jak wiadomo lubię to robić. - Odparła Lauren nie odrywając ode mnie wzroku. Pod jej spojrzeniem robiło mi się gorąco i musiałam się odsunąć jeszcze trochę żebym sama zaraz jej nie pocałowała.

-Czy teraz możesz nam powiedzieć co się do cholery stało? - Spytał Zayn podnosząc głos.

-Spotkałam trzech ludzi Brad'a. Powiedzieli coś na temat Camili co mi się nie spodobało a dalej możecie sobie wyobrazić co się stało. - Wytłumaczyła podnosząc się do siadu.

-Nie rób tego. Nie chce następnym razem znowu przyjeżdżać tylko po to żeby zająć się twoimi ranami. Już i tak robię to bardzo często.

-Jesteś moją osobistą pielęgniarką skarbie. - Oświadczyła i zadziornie się uśmiechnęła.

-Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele skarbie. - Odparowałam puszczając jej oczko.

-Gdzie idziesz? - Spytała gdy ruszyłam w stronę wyjścia.

-Do domu. Z tobą wszystko w porządku więc powinnam już iść.

-Zostań.

Chciałam zostać i to bardzo ale przyjechałam z Ally a ona nie darzy jej sympatią. Nawet chyba nie zdaje sobie sprawy gdzie mnie przywiozła. Gdyby tylko się dowiedziała prawdopodobnie by mnie zabiła w końcu obiecałam jej, że będę się trzymać z dala od Lauren.

-Chciałabym ale nie mogę pon..... - Przerwał mi zdenerwowany głos mojej przyjaciółki, który wskazywał, że mam problemy.

-Wytłumaczysz mi co to do cholery znaczy?

Love is Weakness ✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz