-Mogłabyś jechać szybciej? - Syknęłam tracąc cierpliwość.
-Szybciej się nie da.
Całe moje ciało było coraz bardziej spięte z każdą sekundą gdy zbliżałyśmy się do magazynów. Chciałam już tam być. Po zabijać wszystkich i zabrać z tamtą Camile. Zacisnęłam ręce w pięść i z całej siły walnęłam w okno na szczęście się nie rozwaliło.
-Uspokój się. - Mruknęła Normani robiąc ostry zakręt.
-Uspokoję się dopiero w momencie gdy Camz będzie bezpieczna. - Odparłam nie zaszczycając ją nawet jednym spojrzeniem. Czułam na sobie jej zaciekawiony wzrok ale nie przejmowałam się nim.
W końcu zatrzymała samochód parę metrów od magazynu tak żeby nikt nas nie zobaczył. Wyskoczyłam z niego i popędziłam. Miałam w głowie tylko pomysły co zrobię temu chujowi jak go dopadnę. Ale nie to było najważniejsze. Teraz najważniejsze było znalezienie Camili i zabranie jej stąd całej i zdrowej. Gdy już miałam wejść do budynku Mani mocno szarpnęła mnie do tyłu.
-Co ty robisz do cholery? - Warknęłam cicho żeby nikt nas nie usłyszał.
-Nie możemy tak po prostu tam wejść.
-Nie możemy? To patrz. - Odwróciłam się od niej i nim znowu mnie powstrzymała weszłam do środka. Nikogo nie było. Wymieniłyśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami i ruszyłyśmy do przodu.
Zauważyłyśmy dwie pary drzwi. Jedne były uchylone dzięki czemu mogłyśmy zobaczyć co się dzieje w środku. Siedziało tam dwóch chłopaków palących fajki i grających w karty. Normani dała mi znak, że się nimi zajmie. Kiwnęłam głową. Poszłam do drugich drzwi, które były zamknięte.
Przystawiłam do nich ucho, usłyszałam płacz. Byłam pewna, że w środku jest dziewczyna. Nie wiele myśląc kopnęłam drzwi, które z hukiem walnęły o ścianę. A to co zobaczyłam sprawiło, że moje ciało przepełnił ogień nienawiści. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak wkurwiona jak w tej chwili. Ten sukinsyn leżał na Camili i próbował ją zgwałcić. Odwrócił się w moją stronę wkurzony, że ktoś mu przerywa. Gdy mnie zobaczył na jego ustach pojawił się kpiący uśmieszek ale w jego oczach czaiło się przerażenie.
Złapałam go za koszulkę i zrzuciłam z dziewczyny. Zobaczyłam w jakim jest stanie a moje serce na chwilę stanęło. Oprzytomniałam w momencie gdy leżałam na ziemi po tym jak Brad mnie walnął. Siedział na mnie okrakiem próbując powtórzyć swój czyn ale mu się nie udało. Przerzuciłam go przez siebie. Wstałam jak najszybciej gdy był jeszcze oszołomiony a po chwili moja ręka znalazła się na jego twarzy. Uderzałam w niego raz za razem. Nie potrafiłam się powstrzymać. Przez moje ciało przechodziło miłe uczucie za każdym razem gdy moja ręka uderzała w jego twarz. Dopiero cichy szept Camili sprawił, że się opamiętałam.
-Lauren..
Popatrzyłam w jej kierunku. Cała się trzęsła z zimna i bólu. Podbiegłam do niej i przy niej uklękłam. Szybko rozwiązałam jej nogi i ręce najdelikatniej jak tylko potrafiłam żeby nie sprawić jej więcej bólu. Podniosłam ją do siadu i odgarnęłam włosy z twarzy. W jej pięknych czekoladowych tęczówkach widziałam strach a mój gniew powrócił.
-Przyszłaś po mnie. - Szepnęła patrząc w moje oczy.
-Oczywiście, że przyszłam Camz. - Odparłam i złożyłam czułego całusa na jej czole.
Ściągnęłam kurtkę żeby założyć ją jej na ramiona a potem pomogłam wstać. Widziałam, że wiele wysiłku kosztuje ją stanie na nogach. Popatrzyłam w stronę chłopaka, który dalej był nieprzytomny. Wyciągnęłam broń i w momencie gdy celowałam mu prosto w głowę podeszła do nas Normani. Już miałam strzelić gdy powstrzymał mnie głos Camili.
-Nie rób tego.
-Patrz co ci zrobił nie mogę mu tego darować. Nie mogę pozwolić mu żyć po tym wszystkim. - Przyznałam spokojnie patrząc na dziewczynę nie przestając w niego mierzyć.
-Wiem. Ale nie zabijaj go proszę.
-Camila... - Zaczęłam ale mi przerwała.
-Proszę chce już stąd iść.
-Dobrze. - Westchnęłam.
Popatrzyłam na niego jeszcze raz i strzeliłam. Spojrzałam na dziewczynę, która chciała się ode mnie odsunąć. Nie pozwoliłam jej na to, nie tym razem. Schowałam broń za pasek spodni. Jedną rękę położyłam na jej plecach a drugą w zgięciu kolan i podniosłam ją na ręce.
-Nie zabiłam go. Dostał w nogę. - Oznajmiłam żeby ją uspokoić. Kiwnęła głową a potem ułożyła ją w zagięciu mojej szyi.
Widziałam zdziwione spojrzenie przyjaciółki na to, że go nie zabiłam. Nie zrobiłam tego tylko ze względu na Camile. Ale jeśli jeszcze go spotkam to nic mnie przed tym nie powstrzyma. Taki śmieć jak on nie ma prawa żyć, a już na pewno nie po tym jak porwał moją Camz. Poczułam jak dziewczyna się trzęsie. Nachyliłam się jej do ucha.
-Jesteś już bezpieczna. - Szepnęłam z troską a widząc uśmiech na ustach Mani wiedziałam, że to usłyszała.
-Dziękuje. - Mruknęła i zamknęła oczy.
Nim wsadziłam ją na tylne siedzenie auta musnęłam jej wargi na co jej kąciki lekko podniosły się do góry. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na nic więcej ale ten mały gest wystarczył żebym sama się uśmiechnęła.
-Prowadzisz. - Zawołałam do przyjaciółki i usiadłam koło Camili.
Mając ją w swoich ramionach, wiedząc, że jest bezpieczna moje ciało obezwładnił całkowity spokój. Przez całą drogę do domu nie odrywałam wzroku od mojej małej Camz. Co jakiś czas czułam, że Normani nam się przygląda ale nie podnosiłam wzroku. Bałam się, że jeśli to zrobię dziewczyna leżąca na moich kolanach zniknie a ja z powrotem dam się porwać w wir gniewu, który na razie mnie opuścił.
CZYTASZ
Love is Weakness ✔
Fanfiction"Od momentu gdy pojawiła się w moim życiu była moją słabością. Słabością, którą moi wrogowie mogą wykorzystać przeciwko mnie ale z której nie potrafię zrezygnować." Uwaga: Opowieść zawiera wulgaryzmy
