Z rąk wypadła jej broń robiąc nie mało hałasu. W jej oczach błyszczały łzy. Szybko się podniosłam i podbiegłam do niej. W ostatnim momencie złapałam ją ratując przed upadkiem. Podniosłam ją i posadziłam na kanapie.
Wzrok cały czas miała wlepiony w swoje ręce, które nie przestawały się trząść. Uklęknęłam przed nią i ujęłam jej ręce w swoje na co podniosła wzrok i na mnie spojrzała.
-Zabiłam go. - Wyszeptała trzęsącym się głosem, a łzy zaczęły lecieć po jej policzkach.
-Uratowałaś mnie Camila. Uratowałaś moje życie. - Ujęłam jej policzek i pogładziłam go kciukiem.
Czułam, że to nie wiele zmieni. Obojętnie jakim chujem był Brad. Obojętne kogo Camila uratowała. Ona dalej zabiła człowieka i to już zawsze będzie w niej siedzieć. Będzie ją prześladować na każdym kroku. Nigdy nie chciałam żeby ją to spotkało. Ale zawsze muszę wszystko spierdolić.
Gdybym odpuściła i nie spotkała się z nią po tym jak odwiozłam ją do domu. Po tym jak zabiłam Horana. Dziewczyna zapewne teraz by siedziała w domu albo u przyjaciółki. Ale nie ma co się dziwić przecież jestem Lauren Jauregui, która zniszczy wszystko co dobre.
-Nic ci nie jest? - Spytała czym nieźle mnie zdziwiła. Przed chwilą zabiła człowieka a martwi się o mnie. To naprawdę jakiś anioł a nie człowiek. Uśmiechnęłam się delikatnie i kiwnęłam głową.
-Uratowałaś mnie Camz. - Powtórzyłam.
Nachyliła się do mnie i swoimi ustami musnęła moje. Podniosłam się i usiadłam koło niej. Ciało Brada leżało przed nami a z niego cały czas wyciekała krew ale nie miałam teraz czasu żeby się tym zająć. Teraz musiałam się zająć moją wybawczynią.
-Co ty tu w ogóle robisz? - Spytałam.
Chciała zostać sama w domu więc jak do cholery ona się tu znalazła. Nie myślcie, że się nie cieszę bo w środku mnie rozrywa ze szczęścia ale gdyby przyszła parę minut później mogłaby skończyć tak jak ja. Albo ten sukinsyn mógłby zrobić jej jeszcze coś gorszego. Na szczęście tym się już nie muszę martwić. Odwróciła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy.
-Mówiłam, że tęsknię więc pomyślałam, że przyjadę. Jesteś zła?
Czy byłam zła? Tak ale nie na nią. Nie wiem jak bardzo chciałabym być na nią wściekła to by mi się to nie udało. Bo na nią po prostu nie da się złościć.
-Nie oczywiście, że nie. - Odparłam przyciągając ją do siebie. Wtuliła się we mnie. Pocałowałam ją w czubek głowy i wzrokiem wróciłam do ciała. Wiedziałam, że muszę posprzątać za nim wróci reszta bo może się zrobić nie mały problem.
-Przepraszam, że cię w to wpakowałam. - Szepnęłam patrząc przed siebie. Nie potrafiłam teraz na nią spojrzeć.
-To ja podniosłam broń i strzeliłam. To nie twoja wina Lauren. Zrobiłam to bo nie chciałam cię stracić. - Podniosła się i usiadła okrakiem na moich kolanach żebym patrzyła prosto na nią. Zarzuciła ręce na moją szyję.
Gdyby ona tylko wiedziała co ze mną robi. Jednym małym gestem potrafi mnie doprowadzić do szaleństwa.
-Twój świat byłby łatwiejszy, gdybym się w nim nie pojawiła. - Stwierdziłam ściskając ją za biodra.
-To prawda. - Au to zabolało.-Ale bez ciebie to nie byłby mój świat.
Na moich ustach od razu pojawił się szeroki uśmiech ale nim zdążyłam odpowiedzieć, Camila wpiła się w moje wargi od razu dałam jej dostęp. Stęskniłam się za słodki smakiem jej ust, które całowałam nie tak dawno. Zjechałam z pocałunkami na szyję. Słyszałam jej przyśpieszony oddech.
-Kocham cię. - Powiedziała na co odsunęłam się od niej i popatrzyłam w oczy.-Przepraszam nie powinnam. - Spuściła głowę i zdenerwowana przygryzła wargę. Ujęłam jej brodę w dwa palce i uniosłam głowę żeby na mnie patrzyła.
-Kocham Cię. - Odpowiedziałam i musnęłam delikatnie jej wargi. Uśmiechnęła się i we mnie wtuliła. Naprawdę ją kochałam. Szalałam na jej punkcie i tyle czasu potrzebowałam żeby w końcu to z siebie wyrzucić.
Usłyszałam samochód parkujący przed domem. No pięknie już wrócili.
-Camila idź do mojego pokoju. Szybko.
Dziewczyna na mnie popatrzyła zdziwiona ale nic nie powiedziała. Zeszła ze mnie i ruszyła na schody. Poprawiłam się szybko i wstałam z kanapy w momencie gdy drzwi się otworzyły i wszyscy weszli do środka.
-Lauren co tu się kurwa stało? - Spytał Zayn podniesionym głosem i już wiedziałam że będą kłopoty.
-Nic. - Odparłam spokojnie.
-Nic? Czy to jest... - Przerwał i przyjrzał się uważnie zwłoką.-...kurwa zabiłaś Brada. Czyś ty już do reszty zwariowała?
-Trzeba posprzątać ten bajzel. - Powiedziałam nie zwracając uwagi na jego pytanie.
-Jasne ale najpierw powiesz co tu się stało do cholery?
-Przyszedł więc go zabiłam. Tyle. Nic więcej nie mam do powiedzenia. - Odpowiedziałam siadając na kanapie. Nie miałam zamiaru wchodzić w szczegóły bo wtedy musiałabym opowiedzieć wszystko a nie chciałam jeszcze bardziej mieszać w to Camili już i tak była wystarczająco w to wplątana.
-Nie jesteś głupia Lauren. Nie zabiłabyś go we własnym domu. - Wtrąciła Normani przez co miałam ochotę ją zabić. Ona znała mnie z nich najlepiej i wiedziała, że nie posunęłabym się do zabójstwa w swoim domu.
Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco a ja pierwszy raz nie wiedziałam jak mam wyjść z tej sytuacji.
-To ja go zabiłam. - Usłyszałam za sobą i przeklęłam się w myślach, że nie poszłam z nią i nie przywiązałam jej do cholernego krzesła.
CZYTASZ
Love is Weakness ✔
Fiksi Penggemar"Od momentu gdy pojawiła się w moim życiu była moją słabością. Słabością, którą moi wrogowie mogą wykorzystać przeciwko mnie ale z której nie potrafię zrezygnować." Uwaga: Opowieść zawiera wulgaryzmy
