Miriam
sierpień 1985
- Mirey, Mirey! - słyszę wesoły głos i odwracam się na pięcie. Zauważam Kenny'ego biegnącego w moją stronę. Jego okrągła twarz jest roześmiana, a jasne włosy radośnie podskakują do góry. Mrużę oczy, czekając, aż do mnie dobiegnie. Słońce grzeje mocno od rana i mama zaproponowała, żebyśmy poszli na zewnątrz. Ostatnio często chorowała i była słaba, więc przyzwyczaiłam się do opieki nad siedmioletnim bratem. Czasami jest strasznie nieznośny, ale daję sobie radę. Postanowiliśmy wybrać się na plażę. Mieszkamy blisko morza, więc znamy praktycznie cały fragment plaży w Rockport na pamięć. Kenny szczególnie ją lubi, bo zawsze szuka kamieni i przynosi mi je pokazać. Tym razem jest podobnie.
- Zobacz Mirey - podbiega do mnie i pokazuje mi płaski, kruczoczarny kamień wielkości jego małej ręki.
- Jaki ładny - uśmiecham się szeroko.
- To dla ciebie! - śmieje się i wkłada w moją dłoń. Jest zimny i gładki.
- Dla mnie? A z jakiej okazji? - Kenny zawsze wyrzucał znalezione kamienie do wody, to była jego mała tradycja.
- Z okazji twoich dziesiątych urodzin - mówi po chwili zastanowienia. Wygląda naprawdę uroczo, gdy o czymś głęboko myśli.
- Oj Kenny - śmieję się lekko. - Urodziny mam dopiero za trzy miesiące!
- Trudno - wzrusza ramionami. - I jeszcze jest w kolorze twoich włosów!
- Masz rację Kenny - uśmiecham się i spoglądam na swoje długie, czarne włosy. - Może twoje też kiedyś takie będą.
- I będziemy tacy sami! - podskakuje radośnie.
- Zdecydowanie! - przytakuję i spoglądam na czerwony zegarek, który dostałam od rodziców na dziewiąte urodziny. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa, bo marzyłam o takim. Wiedziałam, że niemało kosztował i byłam wdzięczna rodzicom, że postanowili mi sprawić taką przyjemność. Tata jest rybakiem, więc nie zarabia dużo, a mama nie pracuje z powodu tych chorób. Chciałabym, żeby wszystko się ułożyło i żebyśmy byli najszczęśliwsi na świecie. - Chodź Kenny, idziemy do domu. Mama zacznie się niepokoić.
Łapiemy się za ręce i kierujemy się w stronę skał, wyprowadzających z naszego ulubionego zakątka plaży. Mało osób o nim wie, bo znajduje się za lasem i śliskimi głazami, więc droga jest nieciekawa. Większość mieszkańców wybiera spokojną część wybrzeża od strony portu. Nuda.
- Mirey, pójdziemy dziś przez las? - pyta po chwili Kenny, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Nie. Przecież wiesz, że rodzice nam zabronili - kręcę głową i marszczę brwi. Kenny smutnieje i cicho wzdycha. Za każdym razem, gdy wracamy tędy do domu, Kenny prosi o wybranie leśnej drogi, ale rodzice wyraźnie zabronili. Nie wyjaśnili konkretnie, dlaczego tak zadecydowali, ale słyszałam, co się tam stało jakiś czas temu. Nie jestem pewna, czy wszystkie informacje są prawdziwe, ale nie chcę o tym myśleć. Nie można wchodzić, to nie można. Tata pokazał nam inną drogę, która omijała las. Była trochę dłuższa, ale, jak mówili rodzice, o wiele bezpieczniejsza. Ufałam im i przestrzegałam zasad. To w końcu rodzice, oni nigdy nie kłamią.
grudzień 1989
Siadam przy wolnym plastikowym stole i wzdycham głęboko. Zamykam na chwilę oczy, starając się zrelaksować, ale słyszę burczenie w brzuchu, więc sięgam do czarnej torby po jabłko. Wgryzam się w soczysty miąższ i rozglądam dookoła.
Stołówka szkolna jest zatłoczona, a głosy uczniów stają się coraz bardziej podniosłe. Jak można jeść w takiej atmosferze? W cieplejszych miesiącach wszyscy tłumnie wychodzą na duży dziedziniec i tak ogromna ilość ludzi nie jest czymś szczególnym. Natomiast teraz czuję się jak w klatce. Z ograniczonym dostępem powietrza wśród nieokiełznanych nastolatków. Wzdycham raz jeszcze i podnoszę się z ławki. Nie mam po co siedzieć tu samotnie i z udawaną nadzieją czekać, aż ktoś się dosiądzie. Nikt raczej nie chce się ze mną zadawać. Jestem postrzegana jako dziwaczka siedząca nad książkami. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić i przestałam się przejmować różnymi komentarzami na mój temat. Trudno. Mam Kenny'ego, on mi wystarcza w stu procentach. Jest najważniejszą osobą w moim życiu.
Kieruję kroki w stronę wyjścia ze stołówki. Szybko przemykam przez zapchany korytarz, kierując się do biblioteki. Gdy przekraczam próg pomieszczenia, od razu czuję spokój. Ślizgam wzrokiem po znajomych półkach i okładkach książek. Nareszcie. Tego mi trzeba było. Uśmiecham się lekko.
CZYTASZ
Cisza przed burzą
Mystery / ThrillerJakie tajemnice kryją mieszkańcy spokojnego miasteczka? okładka zrobiona przez @Marlena1999
