Patrick
Siedzę na zalanym słońcem pomoście, pijąc mocną kawę. Woda jest dość spokojna, więc przycumowane obok łodzie, lekko falują na powierzchni. Życie potrafi być piękne. Szczególnie podczas przerwy w obowiązkach.
Mimo że praca w klubie żeglarskim, a zarazem wypożyczalni, to czysta przyjemność, zawsze jest dużo do zrobienia. Port w Rockport nie należy do największych, ale przyciąga dość sporo ludzi. No, może poza miesiącami zimowymi, kiedy w Maine nikt nie ma ochoty wychodzić na mróz. Amy, Daniel i moja żona, Debrah, cały czas narzekają, że za dużo pracuję. Fakt, w weekendy ilość obowiązków się podwaja i w domu jestem raczej gościem, ale swoją nieobecność nadrabiam w zimie. Powinni cieszyć się, że mają z czego żyć. Debrah w swojej kwiaciarni zarabia grosze, więc żyjemy z mojej pensji, która najniższa nie jest. Dodając do tego fakt, że kocham to, co robię i pomijając drobne, rodzinne kłótnie, mogę szczerze powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Zerkam na zegarek, w którym odbija się październikowe słońce. Koniec przerwy, czas wracać do pracy. Wstaję z drewnianego pomostu i kieruję się w stronę małego budynku, będącego moim biurem. Wchodzę do pomieszczenia ozdobionego zdjęciami różnych łodzi, oblepionego ofertami i różnego rodzaju reklamami. Siadam przy swoim ciemnym biurku. Kontunuuję swoją papierkową robotę, rozpoczętą przed przerwą. Zauważyłem, że po wydarzeniach ostatnich tygodni, liczba klientów z innych miast lekko zmalała. To zrozumiałe, też nie chciałbym przyjeżdżać do miasta, w którym dzieją się takie rzeczy. Teoretycznie złapali sprawcę, ale jak dla mnie coś się nie zgadza. George Fowler? Taki porządny gość? Chodziliśmy razem do liceum i mimo że mieliśmy od tamtego czasu okazji do dłuższych rozmów, nie sądzę, żeby ktoś mógł tal diametralnie się zmienić. To niemożliwe. Mam nadzieję, że gliny znajdą prawdziwego sprawcę i wreszcie zapanuje tu spokój. Chciałbym, żeby moje dzieci żyły tu szczęśliwe, bez strachu.
Wracam do przeglądania dokumentów, gdy nagle dostrzegam ruch w pobliżu drzwi. Za oszklonym wejściem zauważam charakterystyczną, dość masywną sylwetkę Arthura MacCallistera. Krąży w obrębie drzwi, sprawiając wrażenie, jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu zauważa, że go obserwuję i kręcąc głową, wchodzi do środka, poprawiając przy tym swój czarny garnitur. Dość wymięty, swoją drogą. Nawet moja zwyczajna koszula w kratkę wygląda schludniej.
- Arthurze - rzucam na powitanie i uśmiecham się blado. - Co cię tu sprowadza? Jakieś problemy z jachtem?
Jacht MacCallistera to jeden z tych, na które patrzy się z podziwem, odwiedzając nasz port. Kosztował kupę kasy, ale w sumie czemu się dziwić. Ma dwie sypialnie, balkon, taras i wiele innych dodatków, o których mogę tylko pomarzyć.
- Nie - zaprzecza i rozgląda się po biurze. - Potrzebuję innej łodzi.
- Innej łodzi? - powtarzam. Po co?
- Tak. Może być jacht. Musi mieć co najmniej jedno pomieszczenie - chrząka.
- Jasne, mamy akurat dostępny - odpowiadam podejrzliwie. - Do czego chcesz go użyć?
- Po prostu chcę - mówi stanowczo. - Mogę go zobaczyć?
- Tak - przytakuję i wstaję zza biurka, idąc w stronę drzwi. Skręcając na pomoście w lewo, dochodzimy do jego końca, do przycumowanego tam białego jachtu. - Ma lekkie ślady użytkowania, ale w niczym to nie przeszkadza. Jak widzisz, nie ma dodatkowego piętra, jak twój, ale...
- Ile ma pomieszczeń? - przerywa mi Arthur, drapiąc się po przerzedzających się włosach.
- Dwa pokoje - odpowiadam krótko, próbując go rozgryźć.
- Świetnie.
- Na ile chcesz go wypożyczyć? Za dobę płacisz...
- Dam ci dziesięć tysięcy - przerywa mi ponownie. - Bo nie wiem, kiedy go zwrócę. Może być?
- Tak, jasne - odpowiadam, ciesząc się w duchu.
- To umowa stoi - uśmiecha się cierpko, podając mi rękę. Potrząsam nią pewnie.
- Zapraszam do biura, podpiszemy umowę - proponuję.
- Dziękuję - kiwa głową i rusza ze mną. - Wiesz zawsze mieć lepiej drugi jacht, tak na zapas.
Piętnaście minut później, po skończeniu wszelkich formalności, odprowadzam MacCalistera wzrokiem do drzwi. Gdy wychodzi, wzdycham głęboko. Dziwny dzień. Mimo dziesięciu tysięcy dałbym wszystko, żeby wreszcie odpocząć. Mam nadzieję, że zima w tym roku przyjdzie szybciej.
CZYTASZ
Cisza przed burzą
Misterio / SuspensoJakie tajemnice kryją mieszkańcy spokojnego miasteczka? okładka zrobiona przez @Marlena1999
