Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Był wigilijny wieczór, kiedy drobna, zmarznięta, kobieca dłoń niepewnie zapukała do drzwi na Baker Street. [T.I.] nie chciała tam przychodzić. Ledwo była w stanie zebrać się w sobie, aby pojawić się tam po ostatniej kłótni z Sherlockiem, ale John tak nalegał... Nie miała serca mu odmówić, mimo iż echo ostatnich wydarzeń wciąż odbijało się w jej głowie...
- Zawsze musisz to robić prawda? - zapytała cicho, patrząc na niego z niedowierzaniem. - Zawsze musisz udowodnić to jaki jesteś inteligentny!
Jej ręce się trzęsły, nie ufała własnemu głosowi. Znowu mu uwierzyła, a on znów zrobił to samo. Wykorzystał ją i sponiewierał.
- Sama zrobiłaś z siebie miłosierną samarytankę - mruknął obojętnie, nawet na nią nie patrząc. - Nie prosiłem o pomoc, [T.I.]...
Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Nie prosił?!
- Żartujesz sobie ze mnie? - myślała, że go uderzy. - Nie prosiłeś mnie o pomoc? Czy ty siebie słyszysz?
Prychnął. Bezczelnie prychnął, nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem.
- Jeżeli to wszystko, to możesz wyjść - mruknął obojętnie. - Nikt cię tu nie trzyma...
- Jesteś taki pewny siebie, ale któregoś dnia zostaniesz sam, Holmes - warknęła. - Nawet John z tobą nie wytrzyma...
[T.k.w.]włosa bez zastanowienia chwyciła swoją kurtkę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Będąc już za nimi, pozwoliła, aby słone łzy spłynęły po jej policzkach. Serce jej pękało... Jak mogła być tak głupia, aby zakochać się w tym dupku? Jak?
Ocknęła się z zamyślenia, słysząc miły głos pani Hudson.
- Dzień dobry, kochanie - uśmiechnęła się ciepło, wpuszczając zmarzniętą kobietę do środka. - Czekaliśmy na ciebie...
Z niemrawym uśmiechem [T.I.] weszła po schodach na górę. Od razu wpadła w ciepłe ramiona Johna, z którym czule się przywitała. Ignorując Sherlocka, podeszła do Grega oraz do Molly i Toma, z którymi również wymieniła ciepłe uściski. Holmes popatrzył na nią badawczo, kiedy skończyła się z wszystkimi witać. Na niego nawet nie spojrzała. Poczuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej, zwłaszcza gdy zobaczył maślane spojrzenie Lestrade'a w jej stronę. Wyglądała pięknie, musiał to przyznać... Jej długie, szczupłe, okryte czarnymi rajstopami nogi zdawały się ciągnąć w nieskończoność nim docierały do rozkloszowanej, granatowej, niewymyślnej sukienki z długim rękawem. Sherlock na moment zastanowił się czy nie ubrała się tak specjalnie...
Po chwili otrząsnął się ze swoich myśli i podszedł do skrzypiec, które natychmiast wziął do ręki. Z roztargnieniem zaczął grać, a wtedy [T.I.] spojrzała na niego z bólem. Odgoniła łzy, które zakradły się do jej oczu i wzięła kieliszek szampana, który zaoferował jej John. Opróżniła go mało elegancko, żałując, że nie jest to coś mocniejszego.