Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy, była przestraszona, ale gotowa do walki lub raczej negocjacji, bo nie oszukujmy się, nigdy nie była zbyt wielką fanką polowań. Przede wszystkim jednak dominowało nad nią przerażenie. W końcu kto nie przestraszyłby się, gdyby po wyjściu spod prysznica napadła na niego grupa demonów i zaprowadziła przed oblicze króla Piekieł? Każdy człowiek będący przy zdrowych zmysłach, a nie będący Winchesterem (oni w końcu nie znają strachu) zrozumiałby w jak złej sytuacji się znalazł i próbowałby się jakoś z tego wyplątać.
To właśnie zrobiła [imię] Singer. Z szacunkiem wynikającym ze strachu, próbowała wynegocjować warunki wypuszczenia jej przez Crowley'a we własnej osobie i oszczędzenia jej. Nie spodziewała się, że wywoła tym jego naprawdę szczery jak demona śmiech.
- Moja droga, nie zamierzam cię krzywdzić, to rodziłoby konflikt interesów - rzekł, widząc jej zaskoczoną minę oraz przerażenie w [kolor] oczach, po czym podał jej dłoń by się podniosła. - Przepraszam, jeśli te głupie pachołki cię poobijały, najwyraźniej nie potrafią przyjmować prostych komend.
Wciąż zaskoczona córka łowcy nie miała pojęcia co mu na to odpowiedzieć. Złapała jedynie wystawioną w jej stronę rękę i stanęła twarzą w twarz z demonem, który oferował jej właśnie jeden ze swoich najlepszych, przyjacielskich uśmiechów.
- Skąd to przerażenie, moja droga? Obiecałem, że krzywda ci się nie stanie, a ja jestem bardzo słownym demonem.
- Ja nie bardzo rozumiem co tu w takim razie robię - odparła zmieszana dziewczyna, naciągając rękawy bluzki na swoje dłonie.
- Wszystko ci zaraz wyjaśnię, a może w międzyczasie się napijemy?
Wtedy właśnie [imię] dowiedziała się po co ta cała farsa. Król Piekieł za wszelką cenę chciał zwrócić na siebie uwagę Bobby'ego Singera, a jak inaczej to uczynić, jak nie "uprowadzając" jego ukochaną córeczkę? Pomysł był oczywiście głupi i dziewczyna nie omieszkała podzielić się swoją opinią o nim z demonem, ale ten machnął jedynie na to ręką, twierdząc, że tak jest bardziej dramatycznie i w jego stylu. Ratunek nadszedł oczywiście niedługo, [imię] dała z siebie wszystko, by wyglądać na ofiarę, a Crowley zyskał swoje pięć minut z łowcą. I tak to się skończyło.
Potem "porwania" stały się dość regularne i coraz bardziej wymyślne, Król Piekieł stawał się coraz bardziej kreatywny, starając się tym samym, by Bobby nie nabrał żadnych podejrzeń. W praktyce oczywiście wyszło tak, że Singer był niemal śmiertelnie przekonany, iż Crowley po prostu chce z jego córki zrobić królową Piekła, a to ani trochę mu się nie podobało. Jakież byłoby jego zdziwienie, gdyby na jaw wyszedł prawdziwy powód całej maskarady...
[Imię] wcale natomiast nie narzekała na te spotkania. Świetnie bawiła się w towarzystwie demona, z którym po jakimś czasie nawiązała wręcz przyjacielską relację - jak mówił Crowley: zostali "besties" - i cała sytuacja trochę jej bawiła. Z czasem coraz trudniej było jej zachować powagę, kiedy nadchodził "ratunek", a jej ojciec wściekły jak sam szatan, próbował dobrać się do skóry jej "oprawcy".
- Uważam, że powinieneś mu w końcu powiedzieć, to nie może trwać w nieskończoność - stwierdziła któregoś razu, kiedy razem ze swoim nowym bestie popijała szkocką w jakimś kompletnie nowym miejscu.
- I co mam wystawić mu przyjęcie powitalne i zapytać czy za mnie wyjdzie? - roześmiał się demon, unosząc lekko brwi. - Uważam, że nasze małe potyczki, to jedyne na co mogę liczyć.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, upijając łyk ze swojej prawie pustej szklanki.
- Coś zrobić musisz, bo mój paranoiczny tatuś zaczyna myśleć, że próbujesz ze mnie zrobić swoją żonę.
Crowley znowu zaczął się śmiać. Tym razem jednak dość histerycznie.
- To byłoby srodze nieodpowiednie! - zawołał wciąż rozbawiony. - Jak by to miało wyglądać? Jesteś jeszcze płodem!
- Okej, nie przesadzajmy, aż tak młoda nie jestem - spojrzała na niego, marszcząc brwi. - Ale faktycznie jesteś dla mnie za stary.
- O tym mówię!
Śmiech dziewczyny zmieszał się z melodią oznajmiającą, że ktoś dzwoni do demona. Gestem ręki, wciąż właściwie zwijając się ze śmiechu, starał się ją uciszyć, nim odebrał ze śmiertelną powagą.
- Słucham. Tak? Zajęło mu to dłużej niż myślałem... Zajmij się swoimi sprawami! Ach, nie masz innych? Zaraz ci coś znajdę!
Po tych słowach, dramatycznie się rozłączył i schował telefon do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
- Ptaszki ćwierkają, że twój ojczulek jest w drodze - oznajmił z zadowolonym uśmiechem.
- Świetnie, myślałam, że już sobie odpuścił...
Niestety, "ptaszki" nie były chyba zbyt rzetelne, bo tym razem przyjście Bobby'ego kompletnie ich zaskoczyło. Nie zdążyli nawet ustalić planu i ustawić scenerii, bo Singer wpadł tam jak burza w towarzystwie Winchesterów, zastając ich dwójkę ze szklankami szkockiej w dłoniach. Trzy nabite solą bronie były wycelowane w ich kierunku. Crowley odchrząknął nerwowo.
- W końcu postanowiliście dołączyć! - uśmiechnął się szeroko. - Już obawiałem się, że...
- Co tu się do jasnej cholery wyprawa?! - zawołał Bobby, patrząc z mieszaniną wściekłości i zdziwienia, raz na demona, a raz na swoje dziecko.
- Wpadliśmy - westchnęła dziewczyna, odkładając szklankę na stół.
- SŁUCHAM?
- Tłumacz się Crowley, ja tego za ciebie nie zrobię - jak gdyby nigdy nic podeszła do braci i ostrożnie spuściła lufy ich broni na dół. Obydwoje spojrzeli na nią z zaskoczeniem. - Wyjaśnię wam wszystko, ale może damy im trochę prywatności, co wy na to?
- [imię] poniesiesz kosmiczne konsekwencje za to, przysięgam - zmartwiony ojciec spojrzał na dziewczynę. - Nie odwracaj się jak do ciebie mówię! Jesteś za młoda na...
- Tu nie chodzi o mnie tato - [imię] spojrzała na niego dość rozbawiona, a jego wzrok natychmiast padł na Crowley'a, który uśmiechał się głupio i wzruszając ramionami rzekł: