(Opowiada Iruka)
Tydzień mijał zaskakująco spokojnie. Od tamtego zdarzenia Hatake nie odezwał się więcej. Nie było też idiotycznych awarii w pomieszczeniu sesyjnym. Nie tylko ja byłem zaskoczony, że dał sobie spokój z dręczeniem mojej osoby. Sądzę, że gdyby zachowywał się normalnie, to prawdopodobnie dałoby się z nim porozmawiać. Chociaż z drugiej strony mam dziwne i nieodparte wrażenie, że on tak naprawdę nie odpuścił. Ten gest z kwiatami był nawet miły. Nie żebym marzył o dostawaniu kwiatów czy coś. Tak właściwie to cenię sobie szczerość i coś, co ludzie nazywają cywilną odwagą. Gdyby przyszedł i osobiście mi to powiedział, to zrobiłby na mnie większe wrażenie niż przysyłając kwiaty jak tchórz. Właściwie to sam kazałem mu nie pokazywać mi się na oczy, ale nie wierzę, że on tak grzecznie posłuchał. Nie ten typ człowieka. Jeśli myśli, że coś tym ugra to się geniusz pomylił. Jednak z drugiej strony, chyba nie pamiętam, żeby ktokolwiek dał mi kwiaty a zwłaszcza tak duży bukiet.
Poczytałem trochę o symbolice kwiatów i zrozumiałem wtedy dlaczego było ich akurat 15. Taka ilość sama w sobie ma mówić o przeprosinach. Tylko zastanowił mnie ich kolor. Widziałem ,że jest wiele barw i odcieni. A on wybrał intensywnie czerwone. Z tego, co przeczytałem jest to kolor namiętności i pożądania. Sugerowałoby to, że jednak będzie dalej próbował. Chyba, że po prostu wybrał te, które mu się spodobały. Ciężko to rozgryźć.
Zapytałbym o zdanie Marunę, ale to zbyt kłopotliwe. W dodatku zdaje się być pochłonięta jakąś smsową znajomością. Nie powinienem jej przeszkadzać. To pozwoli mi odetchnąć również od niej. Zwłaszcza po tej jej nagłej wizycie, kiedy zmusiła mnie do obejrzenia tego filmu, podczas którego i tak usnąłem dość szybko i nawet nie wiem o czym był.
I tak nadszedł piątek. Trochę mi się zaspało i przyszedłem później niż zwykle czym wzbudziłem niezdrowe zainteresowanie kolegów i koleżanek z pracy.
- Umino-san. Pozwól do mnie.- powiedział kierownik zmiany, kiedy tylko wszedłem do biura.
A już myślałem, że się po cichu wślizgnę i nikt nawet nie zauważy mojego spóźnienia, albo pomyśli, że zostałem z samego rana wezwany do jakiejś awarii czy coś. Od razu podszedłem. Kierownikowi nie każe się czekać. Stanąłem przed jego biurkiem ze spuszczonym wzrokiem.
- co tak stoisz jakbyś na ścięcie czekał? Znowu za ciebie pocztę odbieram.
- ale ja nic nie zamawiałem do firmy.
- list przyszedł i paczka. Niezdarnie zaadresowany. Pewnie od tej samej osoby, co kwiaty.
- list? do mnie? Skąd kierownik, wie, że od tej samej?
- Zakładam. No chyba że masz więcej anonimowych wielbicieli.
- Chyba wolałbym nie mieć żadnego.
- Ty chyba żartujesz. No, nie ważne. wracaj do pracy.
- Oczywiście Himura-san.
Wziąłem list przywiązany do niewielkiej, ale dość ciężkiej paczki i szybko przemieściłem się do swojego biurka. Uruchomiłem komputer. Kiedy on ładował system i wszystkie ustawienia, ja postanowiłem zajrzeć do tajemniczej przesyłki.
Ostrożnie rozciąłem kopertę z listem. W środku była składana pocztówka z Kioto. Nie znam nikogo stamtąd. Kto mógłby do mnie pisać. Otworzyłem ją a ze środka wypadła ususzona biała różyczka o pełnym kwiatostanie. Na pustej stronie ktoś nagryzmolił treść listu.
" Wiem, że miałem cię zostawić w spokoju, ale cholernie tęsknię za twoim spojrzeniem, uśmiechem, twarzą. Chciałbym cię jeszcze zobaczyć, nawet jeśli miałbyś rzucić we mnie czymś cięższym niż ostatnio albo walnać mocniej. Wszystko, co tylko zechcesz, żebym mógł cię tylko zobaczyć. Wybacz. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię o tobie zapomnieć.
Co ty ze mną zrobiłeś?
Umierający z tęsknoty."
Szybko schowałem kartkę do koperty. Razem z kwiatkiem wrzuciłem ją do szuflady. Czułem jak znowu zaczynają mnie palić policzki. Kompletnie nie wiem co o tym sądzić. Mówi tak jakby się we mnie zakochał, ale przecież to niemożliwe. On nie ma takiej funkcji!
Może powinienem jednak zapytać Marunę? Ona jest bardziej kumata w tych sprawach.
Paczki nawet nie rozpakowałem. Bałem się to zrobić czy ludziach. Nigdy nie wiadomo, co ktoś taki mógł zapakować i bezczelnie mi podsyłać. insynuując swoje zapewne chore intencje. Nie miałem zamiaru się potem z tego tłumaczyć. Żyć by mi nie dali. przez miesiąc.
Dopiero teraz do mnie dotarło skąd ten tydzień spokoju. Hatake wyjechał do Kioto, pewnie na jakąś lokalną sesję czy coś. Ciekawe kiedy wraca. Tylko czy mnie to w ogóle interesuje?
Zalogowałem się do systemu. Zatopiłem w pracy. Projekt tak mnie pochłonął, że znów się wyłączyłem. Chwilę to trwało zanim dotarło do mnie, że ktoś natarczywie szarpie mnie za rękaw i tak już rozciągniętego swetra.
- Maruna? Coś się stało?- zapytałem zdejmując okulary i przecierając oczy.
- Miałam się zapytać o to samo.
- Nie rozumiem?
- Spóźniłeś się do pracy.- wyszeptała.
- No i? Każdemu się zdarza. Niektórym notorycznie.- warknąłem i założyłem ponownie okulary chcąc wreszcie wrócić do pracy.
- Ale nie tobie. ty się nigdy nie spóźniasz.- nie dawała za wygraną. Czemu musi być tak uciążliwa?
- Zaspałem. jedna godzina to nawet dla mnie za mało. Kimnął bym tutaj, ale musiałem pojechać po coś do domu. KPW?
- Jasne. Już się nie denerwuj. Idę sobie.- powiedziała niezadowolona i odwróciła się.
Poszła a ja wróciłem do pracy. Wszystko szło całkiem nieźle. Dopiero koło 17.00 przyszedł kryzys. Zrobiło mi się niekomfortowo gorąco i nie mogłem się normalnie skupić. Zdawało mi się, że obwody w mózgu zaczynają mi się topić z przegrzania. Po pół godzinie dałem za wygraną. Wyłączyłem komputer i wyszedłem z i tak pustej sali. Większość wyszła przed 16.00. Dzisiaj jest piątek więc wszyscy chcą zacząć weekend jak najwcześniej.
Wszedłem do mieszkania. Wziąłem długi chłodny prysznic. Napiłem się wody z lodówki i wziąłem butelkę wody bez gazu do sypialni. Postawiłem obok łóżka i wślizgnąłem się pod kołdrę. Mógłbym spróbować zająć się czymś innym, ale czułem się źle i wyjątkowo zmęczony. Nawet nie pamiętam kiedy zamknęły mi się oczy.
CZYTASZ
Niedostępny
RomanceWspółczesność. Hatake Kakashi pracuje jako sławny i ubóstwiany w całym kraju model. Jest w pełni świadom swych atutów i bez skrupułów to wykorzystuje. Jest zimny, wyrachowany, nigdy nie zostaje na śniadanie. Do czasu, kiedy pierwszy raz ujrzy pew...
