00110001 00111000

169 25 0
                                        

(Opowiada Iruka)

Obudziłem się, a może tylko ocknąłem. Sam nie wiem. Wokół było tak bardzo duszno. Przez chwilę gapiłem się tępo w sufit własnego pokoju. Chyba brakowało mi pamięci roboczej albo coś, bo nie byłem w stanie poprawnie załadować części plików, przez co nie miałem siły się ruszać. Ledwo do mnie docierało mniej więcej gdzie jestem. Jednak co się dokładnie ze mną i wokół mnie działo to już niekoniecznie. Opornie dotarło do mnie, że na moich brzuchu spoczywa jakiś ciepły ciężar. Ciężko mi było zogniskować na nim wzrok. Poruszyłem się, by mieć lepszy widok. Z czoła nagle zsunął mi się okład. W przebłysku geniuszu dotarła do mnie myśl, że chyba mam gorączkę skoro tak. Jednak jawa mieszała mi się ze wspomnieniami. Ciężar do tej pory leżący na mnie nagle podniósł się i spojrzały na mnie rozespane(szmaragdowe) oczy spod burzy jasnych, chyba białych a może jasnoszarych, włosów.

- Mizuki?- zapytałem niepewnie.

Bo któż inny siedziałby przy moim łóżku i robił okłady? Na dodatek mając takie jasne włosy. Nikogo więcej nie znam przecież o takim kolorze włosów. Chociaż plącze mi się w głowie obraz podobnego mężczyzny o bardzo smutnym spojrzeniu, ale nie potrafię sobie przypomnieć czy ja go znam czy jest tylko wymysłem mojej chorej wyobraźni.

- Słucham cię, skarbie.- powiedział dziwnym, jakby drżącym głosem.

- Co się ze mną dzieje? Tak duszno.- zapytałem z jakimś takim wysiłkiem.

- Rozchorowałeś się, kochany.

- Przepraszam. Tak bardzo się cieszę, że cię mam. Czy... Czy mógłbyś zadzwonić do szefa? Ja... chyba nie dam rady.- sam nie wiem czemu czułem się winny tego, że umieram na przeziębienie a on pewnie musiał wziąć wolne, żeby się mną, głupim zająć. I jeszcze żądam, żeby mnie wyręczał. Chyba jednak jestem egoistą.

- Jasne, skarbie.- powiedział cicho prostując się.

A może tylko mi się wydawało, że mówił cicho? Wszystko było tak nieznośnie rozedrgane. Przejaskrawione. Intensywne. Czułem jego zniewalający zapach. Zupełnie jak z mojego snu. Wyczuwałem silny zapach drzewa różanego i szałwii zmieszany z jego własnym zapachem. Była w tej mieszance jeszcze jakaś nuta gorzkiego cytrusa i przyprawy, której zwykłem używać w kuchni, ale nie potrafiłem dokładnie zdefiniować. Określić. Nazwać. A na pewno ją znałem. To na pewno była przyprawa. Tylko nie potrafiłem jej nazwać, choć bardzo starałem się na tym skupić.
Jasnowłosy tymczasem wyjął komórkę i po chwili rozpoczął rozmowę z szefem.

- To ja, dyrektorze. Iruka się poważnie rozchorował. W związku z tym proszę o tydzień urlopu dla niego i dla siebie.- trochę mi się głupio zrobiło, że się przeziębiłem i nawet nie wiem kiedy.

A zwłaszcza z powodu, że on chce wykorzystać swój prywatny urlop, żeby się mną opiekować. Był taki kochany. Nie wiem czym sobie zasłużyłem na coś tak wspaniałomyślnego. Na takie zaangażowanie i troskę.

- ....- nie słyszałem co odpowiedział.

- Wiem czym to może grozić. Jednak dla niego zaryzykuję.

- ...

- Nie wiem. A właściwie to nie jestem pewien, ale.... nawet jeśli przyjechałbym do pracy to i tak nie potrafiłbym się skupić. Dainashi tylko miałby ze mną same kłopoty i drogę przez mękę a tego chcę uniknąć. I tak ostatnio musiał się ze mną męczyć.

- ...

- Boję się, że jak będę w pracy to mu się pogorszy. Jest teraz tak strasznie słaby. Jak tylko będzie się lepiej czuł i będzie świadomy tego, co się wokół i z nim dzieje to natychmiast przyjadę na sesję.

- ....

- Tak. Już ja tego dopilnuję. Właśnie czekam na mojego specjalistę. Myślę, że tydzień wystarczy. On pewnie będzie nie do życia jeszcze dłużej, ale....

- ....- dalej nie słyszałem, co szef odpowiadał, ale zaczynało mnie ogarniać dziwne uczucie paniki i winy. Byłem taki beznadziejny a on chciał się dla mnie tak narażać.

- Heeeej, Iruka! Nie odlatuj mi tu. Iruka! Wybacz, dyrektorze ale muszę kończyć. Coś się znowu dzieje z Iruką.

Zdecydowanie nie byłem wart takiej miłości. Sprawiam mu tylko same kłopoty. Powinienem go uwolnić. Zniknąć. Rozpłynąć się we mgle pamięci. Czułem jak serce pracuje mi coraz ciężej. Jak myśli i zmęczony umysł zatapia się w zimnej i lepkiej mgle zapomnienia.
Jednak on nie chciał mi na to pozwolić. Potrząsał moim ciałem i chyba klepał mnie po twarzy. Jego piękna twarz rozmazywała się w jaśniejącą plamę.

- Gdzie mi odlatujesz? Hej, patrz na mnie. Patrz na mnie.- mówił do mnie jakimś takim jakby zaniepokojonym głosem.

Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Miałem wrażenie, że całe moje ciało i umysł topi się. Rozpływa. Znika. Taki lekki. Niedotykalny.

- Kocham cię, wiesz?- powiedziałem a bynajmniej tak mi się zdawało, że głos się ze mnie jednak wydobywa jeszcze.

- ... ciebie też, ....moje... nie umieraj. .... Iruka! Iruka!- docierały do mnie jedynie strzępki jego słów. Krzyczał moje imię. To było nawet przyjemne. Zupełnie jak w jednym z romansów, które czytałem.

- Zmęczony. Chce mi się spać.- jęknąłem zrezygnowany. Miałem wrażenie jakby serce biło mi nie szybciej jak raz na minutę albo dwie. Totalnie mnie rozłączało.

- Najpierw się napij. chociaż parę łyczków, proszę?- nalegał.

- Dobrze.- powiedziałem mając nadzieję, że w końcu przestanie mnie dręczyć i pozwoli zasnąć.

Poczułem jak siada obok mnie, a może za mną? Ciepło jego ciała parzyło mnie w plecy, ale w sumie było nawet przyjemne. Czułem jego kojący zapach. Usypiał mnie. Napawał jakimś takim spokojem. Zaraz poczułem na wargach dotyk chłodnego szkła. Przymknałem oczy i pozwoliłem mu się napoić. Piłem powoli, jakby z namysłem. Chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Nagle uświadomiłem sobie, że swoim odejściem zrobiłbym mu krzywdę. On się tak stara. Poświęca. A ja? Ja chciałem uciec w śmierć jak skończony tchórz. Chciało mi się płakać, ale nie miałem na to sił. Musiałem skupić je wszystkie na pozostaniu jednak przy życiu. Strasznie marne ono było, ale postanowiłem żyć dla niego, skoro dla siebie chciałem tylko zapomnienia. On się tak starał, więc nie mogłem mu tego zrobić. Po prostu nie mogłem. Nie zasłużył na takie okrucieństwo z mojej strony.

- Jeszcze?- zapytał kiedy skończyłem pić.

- Nie. Chce mi się tylko spać. Nie zostawię cię. Obiecuję. Tylko muszę odpocząć.

- Trzymam cię za słowo, Iruś. Inaczej zejdę za tobą do zaświatów i na kopać przeniosę spowrotem do świata żywych.- powiedział strasznie poważnym tonem.

- Kochany jesteś.- mruknąłem naprawdę zmęczony i ułożyłem się wygodniej.

Zamknąłem oczy. Wsłuchiwałem się w rytm bicia jego serca. Pozwalałem tulić się do snu ciepłu jego ciała i temu zniewalającemu zapachowi. Nie wiem czemu, ale to dawało mi swoiste poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Czułem się jego własnością, o którą on będzie dbał, żeby się za szybko nie zepsuła. A w razie czego znów mnie naprawi.                                   
Tak uspokojony oddałem się w nieco cieplejsze objęcia kojącego snu. 

NiedostępnyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz