To była długa noc, nieprzespana. Bartek rzygał jak kot, a kiedy to robił, zwijał się z bólu. Marcel jakoś próbował ulżyć mu w cierpieniu, ale nie na wiele mógł się przydać. Kiedy nadchodziła chwila spokoju i na powrót lądowali w łóżku, Bartek odpływał na jakiś czas i spał niespokojnym snem. Marcelowi również zdarzyło się kilka razy przysnąć, jednak budził go każdy szmer i ruch. Był niespokojny i w pełnej gotowości na wypadek, gdyby coś miało się zaraz wydarzyć. Na szczęście później już nic się nie działo, słońce wzeszło, a koszmar nocy został za nimi, odznaczając się na ich twarzach fioletowymi sińcami i bladymi polikami.
Rano Bartek jako tako dowlókł się do łazienki, skąd Marcel słyszał szum wody. Chwilę trwał w zawieszeniu, ale zaraz samemu poszedł przygotować śniadanie. Nie wiedział, czy przyjaciel będzie w ogóle w stanie cokolwiek przełknąć, jemu pewnie też nie będzie łatwo, ale powinni nabrać trochę sił i zjeść cokolwiek, zwłaszcza Bartek. Zrobił im więc kanapki i gorącą herbatę, po czym zaniósł wszystko do pokoju. Sójka jednak nie wychodził z łazienki, a woda lała się i lała, i lała, aż Marcel zaczął się martwić. Nie powinienem go tak zostawiać samemu sobie, myślał, stojąc pod drzwiami łazienki. Zapukał z niepokojem i nasłuchiwał. Na szczęście, kurek zaraz został zakręcony, co wskazywało na to, że Bartek jest przytomny i żyje.
– Wszystko okej? – zapytał mimo tego, bo bał się, autentycznie się bał, że Bartek mógłby chcieć zrobić sobie krzywdę.
– Już wychodzę – doszedł do niego słaby, wymęczony głos. Odetchnął z ulgą.
– Przyniosę ci jakieś ubrania na zmianę – oświadczył i cofnął się do pokoju. Pół godziny później obaj siedzieli już u niego przy biurku, jedząc przygotowane wcześniej śniadanie. To znaczy, Marcel je jadł, bo Bartek odmówił jakiejkolwiek współpracy i nawet nie chciał na nie patrzeć.
– Tak bardzo mi głupio... – zaczął, patrząc przekrwionymi oczami na swoje chude palce. – Nie powinieneś tego widzieć – mruknął i jakby zły na siebie odchylił głowę. – To... Ja nie wiem, co się działo.
– Przestań. Tyle razy ratowałeś mi dupę, że w końcu nadeszła moja kolej, by zająć się twoją.
– No tak, tylko nie mam dziewczyny, a ty już zainteresowany moją dupą – mruknął w swoim stylu, ale jednak całkowicie bez życia. Wlepił spojrzenie w twarz przyjaciela, a z każdą chwilą jego oczy robiły się coraz bardziej wilgotne, usta zaczęły drżeć, dłonie zacisnęły się w pięści. – Naprawdę już jej nie mam...? – zapytał drżąco, zerkając ze smutkiem na swój rozbity telefon. – Dzwoniła wczoraj? – zapytał, marszcząc w zamyśleniu czoło.
– Dzwoniła.
– Nic praktycznie nie pamiętam... Ciekawe co jeszcze chciała mi powiedzieć – szepnął gorzko. Marcel skurczył się w sobie. Naprawdę nie wiedział, jak powinien się zachować. – Ale wiesz co? Nie chcę o tym myśleć. – Zamrugał kilka razy, by pozbyć się łez. Zdobył się na blady uśmiech, a maska ta wydawała się teraz Marcelowi tak sztuczna i nie na miejscu, że aż zrobiło mu się niedobrze. Ale może właśnie to będzie sposób Bartka, żeby się pozbierać? Udawanie?
– Możemy robić cokolwiek – odarł od razu, na co Bartek spojrzał na niego serdecznie, jakby z wdzięcznością.
– Nie chcę nic robić.
– Może chociaż coś zjedz – zasugerował ponownie.
– Nie chcę jeść – odparł Bartek tak samo jak za pierwszym i za drugim razem, kiedy Marcel go o to pytał. – Powiedz mi lepiej, jak tam ty i ten... – Bartek zamyślił się na chwilę – Kuba? Pisaliście?
– Pisaliśmy – odparł z wolna. – Obiecałem mu, że odezwę się wieczorem, ale kompletnie nie miałem na to ochoty.
– No zajebiście, nie dość, że przeze mnie spędziłeś najgorszą noc w swoim życiu, to jeszcze zaprzepaszczasz sobie szansę na poznanie kogoś. Brawo, Bartek! – sarknął ironicznie, chyba tylko po to, żeby dobić się jeszcze bardziej. A to przecież nie tak, że cała ta sytuacja była dla Marcela aż takim wielkim problemem.
![](https://img.wattpad.com/cover/160879788-288-k301370.jpg)
CZYTASZ
Druga szansa | bxb |
RomantikW świecie Marcela nie zawsze wszystko układało się po jego myśli, chociaż lepiej byłoby już na samym początku zaznaczyć, że nic nigdy się nie układało. Wtedy rozczarowanie z porażki byłoby mniejsze, ból łagodniejszy i łatwiej byłoby się po wszystkim...