Rozdział czternasty

290 28 62
                                    

Gdy wreszcie nadszedł grudzień, zaczęło się wielkie odliczanie do świąt. Elise z niecierpliwością zakreślała kolejne dni w kalendarzu, marząc jedynie o tym, by zaliczyć wszystkie kolokwia i wreszcie wrócić do domu, do rodziny, do Sandefjord.

Przez kilka tygodni miotała się między uczelnią, mieszkaniem Josefa a swoją stancją. Rano szła na zajęcia, po południu uczyła się z przyjacielem, a wieczorami oglądała francuskie filmy z Kerstin, zajadając się lodami.

Radośnie ignorowała wiadomości od Marcusa, który próbował namówić ją, by zorganizowała mu spotkanie z Kris. Z Sofią rozmawiała przez telefon raz w tygodniu, słuchając o jej kolejnych ciążowych dolegliwościach, rezygnacji ze stypendium i dziwnej sytuacji z Marcusem, z którym nie potrafiła dojść do porozumienia.

Najtrudniej jednak przychodziło jej niereagowanie na SMS-y od Williama.

Nie spodziewała się, że będzie szukał z nią kontaktu po tamtej feralnej imprezie u Gai, którą Elise chciała jak najszybciej usunąć z pamięci. Dlatego zdziwiła się, że dwa tygodnie później dostała od niego wiadomość.

Możemy porozmawiać?

Pisał do niej średnio raz w tygodniu. Podziwiała jego upartość, bo ani razu mu nie odpowiedziała; nie zablokowała też jego numeru, chociaż Josef gorąco ją do tego namawiał. Nie chciała się kontaktować z Willem, tym bardziej że była na niego wściekła po ostatniej ich kłótni.

Padło za dużo przykrych słów.

Zresztą nie chciała wnikać, dlaczego nagle się przebudził i zaczął szukać z nią kontaktu. Przez niemal półtora roku milczał, a teraz, gdy powiedzieli sobie już chyba wszystko, nagle mu się odmieniło?

Po tych okropnych wydarzeniach poczuła ulgę dopiero w piątek po południu, gdy wsiadała z Kerstin do pociągu, który miał zawieźć je prosto do Sandefjord. Wszystkie kolokwia zaliczyła w pierwszym terminie, a przed nią malowały się dwa tygodnie odpoczynku od Oslo i nauki.

– To znowu on? – spytała Kris, gdy zajęły miejsca obok siebie, a telefon Elise zadzwonił.

– Nie, to Josef. – Przesunęła palcem po ekranie, by odczytać SMS-a. – Napisał, że jutro z samego rana jedzie do Bergen.

– Jak słodko – podsumowała, uśmiechając się i szturchając łokciem Elise. – Jak to właściwie z wami jest? Spotykacie się czy jak? Mnie możesz powiedzieć.

Elise wzniosła oczy do góry.

– Nie jesteśmy razem. Josef to mój przyjaciel...

– Który zachowuje się jak chłopak... – podpowiedziała Kris, po czym szybko się zreflektowała. – Czasami.

– Daj spokój – poprosiła, pocierając oczy. Była zmęczona tym tygodniem i tak bardzo chciała się znaleźć w swoim pokoju na ciepłym i wygodnym łóżku.

– Dlaczego miałabym dać spokój? Zobacz, jaką jesteś szczęściarą.

– Szczęściarą? – Elise zmarszczyła brwi.

Ostatnie słowo, jakie cisnęło jej się na usta i jakie mogłoby ją opisać, to „szczęściara".

– Ty naprawdę tego nie widzisz... – westchnęła Kris, kręcąc z niedowierzaniem głową.

– No nie za bardzo.

Kerstin parsknęła śmiechem, ale jakoś bez wesołości.

– Naprawdę nie zauważyłaś, że to ja z naszej dwójki jestem ta gorsza? – Elise domyśliła się, że nawiązywała tym do ich rozmowy, gdy Marcus przyznał się do zdrady. – Najpierw Marcus zakochał się w tobie. Potrzebował kilku cholernych lat, żeby uświadomić sobie, że jednak mu na mnie zależy.

Miłość w OsloOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz