Christopher
Podążając za śladami łowców dotarłem w sam środek wzgórz. Otaczały je kamieniste wzniesienia oraz strzępy wciąż żywych roślin które wręcz się gubiły pośród połamanych oraz pousychanych drzew, które wręcz straszyły oraz miejscami powypalanej trawy. Żmudną robotą byłoby wypatrywanie jakich kol wiek kolorowych kwiatów czy swobodnie biegającej zwierzyny. Wątpiłem, by owa jeszcze harcowała w pobliskich lasach.
Pojedyncze liście, które wciąż były przywarte do pni szeleściły w rytmie nakazanym przez wiatr. Mimo tak wczesnej pory dnia słońce przyjemnie ogrzewało skórę, co było przyjemną odmianą od pochmurnych dni, które nastały w Akademii Verum.
Byłem zdziwiony widokiem takich krajobrazów po północnej stronie Złotego Wymiaru. Nie spodziewałem się aż takiej szarości i zniszczeń.
Mimo przebytych kilometrów w ciągu tych kilku dni natknąłem się jedynie na jednego młodego Łowcę, którego śmiało mogłem uznać za dziecko niżeli wojownika. Gdy tylko mnie zobaczył wysunął przed siebie swój oręż krzycząc:
– Poddaj się nędzny człowieku!
Jego postawa jak i poważny ton sprawiał, że uśmiech mimowolnie pojawił się na moich ustach. Mógł mieć najwyżej dziesięć lat, a już zgrywał dorosłego człowieka. Gdy tylko stanął przede mną i przyłożył mi swój miecz do klatki piersiowej roześmiałem się w najlepsze. To dziecko nie potrafiło dobrze chwycić rękojeści, a już chciało pokonać starszą i znacznie bardziej doświadczoną osobę. Zapewne z perspektywy osób trzecich musiał być to naprawdę zabawny widok.
Był drobnej budowy brunetem o przydługich włosach i ubrudzonych ubraniach. Jego ciemne oczy były osadzone blisko siebie, a krzywizna nosa mogła świadczyć o złamaniu do którego doszło najpewniej jakiś czas temu. Na jego skórze widniały zadrapania i fioletowe siniaki. Musiał niedawno zostać pobity bądź uczestniczyć w bójce.
– Nie śmiej się?! – krzykną oburzony.
Pokręciłem głową z dezaprobatą dla takiej sytuacji i kilkoma szybkimi ruchami przejąłem ostrze i rzuciłem nim w krzaki gęsto porastające część polany, która jeszcze nie została zrównana z niemią.
– Ej! – Chłopiec uderzył mnie swoją małą piąstką i z oburzoną miną gromił mnie swoim wzrokiem. – To było moje.
– Nie powinieneś się bawić zabawkami dla dużych dzieci.
Zaplotłem ręce na klatce piersiowej.
– Jestem durzy.
Pokręciłem głową z rozbawieniem.
– Mały, twoja głowa ledwo wystaje z nad ziemi. Następnym razem upewnij się, że będziesz przynajmniej podobnego wzrostu co twój przeciwnik. Inaczej mogą byś marne szanse na wygraną.
Podczas kolejnych dni próbowałem dogonić Łowców, ale nie udało mi się. Cały czas starałem się zachować czujność. Dopiero gdy dotarłem do wzgórz nastał przełom mojej wyprawy. Wojenne namioty były rozbite pomiędzy nimi, a żołnierze chodzili, walczyli ze sobą i patrolowali teren. Wyglądało to na przygotowania do ulżenia na marmurowy pałac. Jeśli była to prawda to Południe miało poważny kłopot. W tamtym momencie żałowałem, że nie było ze mną nikogo kto mógłby przekazać w jak najkrótszym czasie wiadomości o planach wroga.
Było ogromne prawdopodobieństwo, że to właśnie tam była przetrzymywana Lucy. Chciałem się tego dowiedzieć jak najszybciej, ale nie mogłem tego zrobić. Musiałem poczekać, aż słońce zajdzie, by po kryjomu dostać się do obozowiska.
CZYTASZ
Rubinowe serce
FantasyŻycie nie zawsze jest usłane różami. Nastoletnia Lucy zawsze wiedziała, że wuj ukrywa przed nią prawdę, prawdę o niej. Wraz z dniem jej siedemnastych urodzin na światło dzienne wychodzą wszystkie sekrety, a dziewczyna wkracza do zupełnie innego świa...
