23

1.3K 107 5
                                    

Alan jadł płatki i ignorował słowa Atrosa, które nie miały dla niego żadnego znaczenie. W przeciwieństwie do demona nie interesowało go to, co drugi ma do powiedzenia. Bardziej interesowało go czy płatki, które jadł są o konkretnym smaku czy o kilku różnych. Nie przypominał sobie by jadł kiedykolwiek płatki o tak dziwnych smakach.

Zainteresowany spojrzał na opakowanie płatków i na ich skład. Powoli przeżuwał to co miał w ustach i szukał składzie składnika odpowiedzialnego za smak. Przeczytał, że płatki są o smaku jarzębiny i bananów. Zdziwił się, bo na co dzień nie lubił jarzębiny gdyż smakowała okropnie. Wolał bananowe i truskawkowe.

- ... Ale ty wiesz, że dla mnie jest ważne to co również ty uważasz w tej sprawie? - Atros zakończył swoją myśl wkładając głowę pomiędzy nastolatka, a płatki, uśmiechając się przy tym zbyt miło.

Dusza przewróciła tylko oczami z irytacją na osobę Atrosa. Nie za bardzo miał ochotę widzieć jego twarz. Tamten natomiast udał, że wcale nie zauważył jego grubiaństwa i usiadł mu na kolana tuląc się do niego. Mrucząc przy tym jak kot i cicho podśpiewując sobie z uśmiechem, patrząc mu w oczy. Co chwila dotykał go w nos gdy wypowiadał "kocham cię i wiem, że ty mnie też mimo wszystko".

- Czy mógłbyś przesunąć tą swoją grubą dupę w lewo i przestać mnie dotykać? - spytał zirytowany Alan jego zachowaniem

- A to czemu? - spytał tamten obdarzając go szerokim uśmiechem i opuszczając rękę na jego bark.

- Ponieważ nie mogę przeczytać co jest napisane na kartonie?

Demon uczynił to co tamten chciał i spojrzał mu na twarz załamany. Patrzył na jego obojętne oczy, które wpatrywały się w opakowanie po płatkach. Przytulił się do niego obejmując go z tyłu za kark. Pocałował go w szyje, a tamten tylko odsunął od niego głowę. Westchnął starszy znowu zerkając mu na twarz i kładąc rękę na jego policzek.

- Ty mnie bardziej wolałeś jako Iana - powiedział do niego i chwilę się zastanowił. - Może chcesz bym nim był zawsze. Może wtedy mnie wreszcie pokochasz swoim zimnym serduszkiem?

- To nie chodzi o wygląd pedofilu.

- A o co?

- O to, że ja cię nienawidzę, twoich wszystkich postaci - powiedział, a widząc zdziwienie na jego twarzy dopowiedział. - Chodzi o to, że cię nie znoszę, bo jesteś jebanym, starym, zbokiem. Jesteś po prostu Atrosem i dlatego nigdy cię nie pokocham. Jesteś zjebanym egoistą, a ja nie znoszę egoistów.

- Ale staram się dla ciebie... - powiedział i przekręcił się na przeciwko niego, na jego kolanach. - Staram się być dla ciebie miły, uprzejmy i kochany. Chcę byś mnie pokochał i przestał w końcu uważać mnie za cało zło wszystkiego co żyje.

- Ale ja cię nie lubię i mogę cię zapewnić, że nigdy ale to przenigdy cię nie pokocham. Zawsze będziesz chujem w moich oczach i nic tego mie zmieni.

To zakończyło ich konwersację. Zdenerwowany Atros wstał z niego i wyszedł przez drzwi do innego pokoju. Dla nastolatka było to zbawieniem. Teraz miał pewność, że przez najbliższy czas nie będzie go niepokoił. Wstał od stołu i zaczął iść do Miłosza.

Zmierzał korytarzem do miejsca gdzie ostatnio go spotkał. Jednak tam go nie zauważył. Chwilę się zastanowił i poszedł dalej korytarzem szukając chłopaka. Mówił mu, że w końcu sam musi umyć podłogi na całym piętrze... Czy jakoś tak. Szedł do wielkiej sali i ku swojemu szczęściu zobaczył w niej Miłosza stojącego w przejściu. Patrzył on na obraz za sobą, który pokazywał dwóch młodych chłopaków. Jednym był Atros obejmujący drugiego niższego od siebie chłopaka, który patrzył na niego z wielkim uczyciem wyraźnie widzialnym  w oczach.

- Miłosz - powiedział ostrożnie do niego i stanął przed nim.

Tamten zamrugał kilka razy i widząc Alana uśmiechnął się szeroko. Bardzo polubił go mimo, że poznał go nie dawno i nawet porządnie nie porozmawiali.

- Cześć, miło cię widzieć.

W odpowiedzi dostał tylko wielki uśmiech kolegi. Obaj ponownie spojrzeli na obraz w ciszy chwilę mu się przyglądali, dopóki nowo przybyły nie dotknął chłopaka na obrazie.

- Wiesz kto to? - spytał drugi zerkając na niego.

- Nie, ale chyba ktoś bliski dla tego czegoś.

- Dobre określenie dla Atrosa- uśmiechanął się Miłosz. - Jest to chłopak Atrosa. Zapewne wiesz, że na ziemi jako człowiek jeszcze miał chłopaka.

- Tak, podobno bardzo się kochali.

- Bo tak było. Demon długo po śmieci nie mógł się pogodzić z tym, że go stracił. Czekał na niego by móc zabrać go do siebie. Jednak tamten nigdy nie pojawił się w piekle. Więc za pewne trafił do nieba. Po jakiś kilkuset latach w końcu pogodził się i postanowił być sam już zawsze...

- Ale teraz za mną się ugania - przerwał mu w trakcie zdania.

- Wpadłeś mu w oko i to bardzo. W sumie się nie dziwię bo jesteś... - przerwał tu i podrapał się po karku - ... ładny i to bardzo ładny.

- Miło to słyszeć - uśmiechnął się lekko do niego i mimo woli oblał się rumieńcem.

Chwilę stali w ciszy, jednak niekrępującej. Alan schylił się i podniósł ścierkę, którą wcześniej wycierał podłogę Miłosz. Po czym uśmiechnął się do niego i spytał.

- Może pomóc ci?

- Nie, nie musisz została mi tylko ta sala- powiedział i chciał od niego wziąć szmatkę.

Jednak tamten zabrał dłoń i schylił się myjąc dalej podłogę. Miłosz starał się jeszcze chwilę odwieść go od pomysłu mycia podłogi, jednak nic nie mógł zrobić, bo tamten go nie słuchał. Westchnął wtedy i wyjął kolejną ścierkę i zaczął myć podłogę koło Alana rozmawiając z nim przy tym. Okazało się, że obaj mają bardzo podobne zainteresowania i poglądy. Od razu znaleźli wspólny język, byli do siebie bardzo podobni z charakteru. Obaj śmiali się z żartów, które opowiadali sobie.

- A jakiej jesteś orientacji? - spytał Miłosz ze śmiechem.

- Homo nie wiadomo oczywiście, a ty? - spytał z uśmiechem i zerkając na niego.

- Ja też - powiedział i również spojrzał na niego z uśmiechem.

- To teraz wiem dlaczego powiedziałeś, że jestem ładny.

- No dlaczego tak powiedziałem?

- Podrywasz mnie - zaśmiał się głośno, a w odpowiedzi dostał w twarz ścierką od podłogi.

- Nie podrywam! - krzyknął i oblał się wielkim rumieńcem delikatnie piszcząc.

- Fuj - powiedział z uśmiechem i zdjął z twarzy ścierkę brudną. - Teraz jestem brudny.

- I dobrze, należy ci się za to - powiedział jeszcze bardziej zawstydzony.

- No rumienisz się czyli mnie podrywałeś - uśmiechnął się.

- Głupi jesteś - szybko zaczął myć kolejną ścierką podłogą udając, że go nie widzi i nic nie mówi. Alan na to tylko zaśmiał się głośno i wrócił do mycia podłogi.


I Hate You|Yaoi| Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz