Rozdział 7

1.4K 46 6
                                    

Macie tak czasem, że zrobicie coś czego nie powinniście, ale coś silniejszego od was każe wam to zrobić? Ja tak miałam i zrobiłam coś czego nie powinnam. Nie powinnam nigdy wchodzić do oktagonu i go przytulać.
Po co ja to zrobiłam? No właśnie po co.

Właśnie siedziałam w pomieszczeniu, w którym pare godzin wcześniej życzyłam powodzenia brunetowi. Po chwili drzwi do pomieszczenia się otworzyły, a w progu stanął Harry i Jake, którzy mocno przytrzymywali Cartera.

— Ktoś musi z nim pojechać do jego mieszkania. —powiedział Jake, zbierając do torby ubrania bruneta.

— Czemu ty nie pojedziesz albo Hary? —zapytała Mia.

— Hary, musi lecieć do domu, a ja muszę coś załatwić. — poinformował brązowooki.

— Cindy, pojedzie. — wtrąciła się Mads, przeczesując swoje czekoladowe włosy.

— Słucham? — powiedziałam zdenerwowanym głosem, a następnie wstałam z obskurnej kanapy.

— Więc, Cindy jedzie z Carterem, a my się zmywamy, cześć. — parsknął Chris wychodząc razem z Ivy i Mattem z pomieszczenia.

— Halo! Ja się nie zgodziłam.

— Daj już spokój, Evans. — syknął z bólu brunet, siadając na kanapie.

Idąc do samochodu Jones'a z torbą na ramieniu i Carterem, którego cały czas trzymałam żeby nie upadł myślałam, że wyjdę z siebie. Czemu nie mógł jechać Matt albo Mia? Tylko ja. Chyba wiedzą, że nie palam sympatią do bruneta i nie mam zamiaru go niańczyć.

Włożyłam torbę do bagażnika zielonego lamborghini, a następnie włożyłam bruneta na siedzenie od strony pasażera. Tak musiałam jeszcze jechać jego autem. Super!

Zaparkowałam pod kamienicą, w której mieszkał brunet, a następnie ruszyłam z nim do budynku. Otworzyłam drzwi do mieszkania i weszłam z nim w głąb salonu. Był tu nie skazitelny porządek. Wszystko błyszczało i nie było naruszone, jakby nikt tu nie mieszkał. Położyłam bruneta na kanapie i rozejrzałam się po całym mieszkaniu.

— Musisz mnie opatrzyć. — odezwał się brunet, spoglądając w moje oczy.

Patrzyłam na jego pobijaną twarz. Miał pełno siniaków. A x jego brwi sączyła się krew tak samo jak z wargi. Mocno trzymał się za żebra, więc podniosłam jego koszulkę i zobaczyłam całą fale siniaków na jego żebrach.

— Gdzie masz apteczkę? — zapytałam.

— W łazience, u góry w szafce. — jęknął brunet, wstając do pozycji siadu.

Ruszyłam w stronę łazienki, a następnie sięgnęłam po apteczkę. Wyciągnęłam z niej przydatne rzeczy do opatrzenia ran. Polałam brew i wargę wodą utlenioną oraz zakleiłam plaster. Zaprowadziłam Cartera do łazienki, a potem zamiarem odejścia sięgnęłam za klamkę. Usiadłam na kanapie i czekałam aż ciemnooki wyjdzie z wanny.

***
Siedziałam już dobre dwie godziny przy brunecie, który śpi. Sama się nie położyłam, bo buzowało we mnie tyle emocji, że nie dałam rady. Wreszcie wyszłam z mieszkania, sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam po taksówkę.

Wchodząc do domu starałam sie robić to po cichu, bo nie wiedziałam czy rodzice są, a nie chciałam ich obudzić. Ściągnęłam swoje buty, a następnie szybkim krokiem ruszyłam w stronę schodów, gdy nagle światło w salonie się zaświeciło.

— Och, skarbie zobacz, nasze biedne dziecko raczyło wrócić do domu. — parsknęła moja rodzicielka, stojąc tuż przede mną w szlafroku i kapciach.

We Destroy Yourself || pierwsza część trylogii niszczyć Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz