Rozdział 27

15.3K 1K 29
                                        

Stoję z głową opuszczoną w dół starając się przybrać na twarz obojętną maskę. Niestety nigdy nie byłam dobra w ukrywaniu swoich uczuć.
- Zamierzasz milczeć?- pyta Hayden. Jest już znacznie bliżej ale jego głos jest chłodny i odległy. Nie ma w nim choćby cienia dawnej czułości. I powinnam się cieszyć bo to dobrze, że mnie nienawidzi. Wolę żeby tak było niż żeby cierpiał. Może łatwej mu będzie zapomnieć.
- Wszystko ci już wyjaśniłam. Myślałam...sądziłam, że zrozumiałeś.
- Zrozumiałem? Jak miałem zrozumieć?! Ten list nie napisała ta Sara, którą znam i kocham.
Zasycha mi w gardle. Dlaczego to musi być takie trudne? Dlaczego musi teraz mi to mówić?
- Przykro mi. Nie chciałam ci robić nadziei. Powinnam była już wcześniej dać ci do zrozumienia, że nie czuję do ciebie czegoś ponad zwykłą sympatią.
Podnoszę wzrok do jego twarzy żeby być bardziej wiarygodną. Udaje mi się powstrzymać łzy ale nie mogę ukryć rozpaczy. Na szczęście Hayden jest tak zły, że nie zwraca na to uwagi. W zaledwie sekundę pojawia się tuż przede mną z całej siły łapiąc moje ramiona. Zaciskam zęby żeby powstrzymać jęk bólu.
- Dlaczego mówisz to wszystko? Chcesz dać mi nauczkę za to jak cię wcześniej traktowałem?- w jego oczach wciąż widzę ból ale pojawia się też iskierka nadziei. On wciąż mi nie wierzy. Muszę zrobić coś czego mi nie wybaczy.
- To prawda. Od początku byłeś dla mnie okropny. Traktowałeś mnie podle...
- Byłem zazdrosny o to, że traktujesz Maksymiliana jak przyjaciela, a mnie jak kogoś... nie wartego uwagi.
W normalnych okolicznościach takie wyzwanie bardzo by mnie ucieszyło ale teraz czuję jeszcze większe poczucie winy.
- Traktowałam cię w taki sposób bo byłeś dla mnie nie miły- szepczę. Moja wola słabnie. Nie chcę patrzeć na niego w takim stanie. A co jeśli Hayden sam powinien podjąć decyzję? Być może on nigdy nie chciał być królem.
- Nie mam ci tego za złe. Wiem, że byłem okropny- gładzi mój policzek tak czule, że impulsywnie wtulam twarz w jego ciepłą dłoń. Złość zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kocham cię Haydenie ale nie możesz o tym wiedzieć. Jeśli kogoś się kocha to trzeba pozwolić mu odejść, a jeśli ten ktoś naprawdę cię kocha to musisz dać mu powód by cię znienawidził.
- Jak na osobę, która ukończyła najlepsze szkoły i ma zostać królem jesteś wyjątkowo naiwny- drwię.- Naprawę myślałeś, że mogłabym cię pokochać? Od początku cię nie lubiłam Haydenie. Nawet  ślepiec zorientowałby się z jaki mam do ciebie stosunek.
Hayden jest w szoku. Chyba nie takich słów się spodziewał. Ale kiedyś mi za to podziękuje. Jego przeznaczeniem jest być wspaniałym królem i to nie pozostawia żadnych wątpliwości.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- pyta bacznie obserwując moją twarz. Szuka zaprzeczenia w moich oczach ale nie znajdzie nic prócz determinacji. Wiem, że muszę to dziś zakończyć raz na zawsze. Potem przyjdzie czas na resztę.
- Tylko to co napisałam w liście. Nigdy nie będę w stanie cię pokochać i nie mogłabym być z tobą szczęśliwa. Pragnę poślubić kogoś innego, z kim będę mogła zawsze porozmawiać, kto nie będzie mną dyrygował i kogo nie obchodzi moje niskie pochodzenie.
Zapada złowroga cisza. Hayden odsuwa się ode mnie jak od trędowatej co sprawia, że moje serce pęka na tysiąc kawałków.
- Więc takie masz o mnie zdanie?
Potakuję niezdolna do wypowiedzenia choćby słowa. Boję się, że jeszcze chwila i powiem mu prawdę.
- A więc nic tu po mnie- stwierdza z goryczą.- Bardzo się co do ciebie pomyliłem. Myślałem...z resztą nieważne. Żegnaj.
Mija mnie i idzie do drzwi. Wpatruję się w zasłonięty fortepian. Mimo wszytko czuję cień ulgi. Palmer Fidgerald nie będzie miał powodów żeby zaszkodzić Haydenowi. Przez okno obserwuję jak pod domem zatrzymuje się samochód, w którego wnętrzu znika Hayden. To koniec. Zrobiłam to co należy i zniszczyłam szczęście dwóch osób.

Leżę na łóżku wpatrując się w sufit. Łzy płyną mi z oczu nieprzerwanie od jakiegoś czasu. Głowa boli mnie od szlochu ale nie mogę przestać. W takim stanie znajduje mnie Robin, a za chwilę także rodzice zaniepokojeni wołaniem Robin. Nie muszę niczego wyjaśniać. Wystarczy im jedno słowo.
- Hayden...
Mama natychmiast przyciąga mnie do uścisku tłumiąc resztę słów.  Chce mnie pocieszyć ale nikt nie jest w stanie tego zrobić. Grzecznie proszę ich żeby zostawili mnie samą. Nie nalegają. Mama zostawia mi gorącą herbatę i skromną kolację i wychodzi ciągnąc za sobą tatę i Robin. Okrywam się po same uszy i staram się zasnąć. Jednak sen nie przychodzi i płaczę do rana. Właściwie to gdyby nie mama nie miałabym pojęcia, że nastał kolejny dzień.
- Przyniosłam ci herbatę i coś do jedzenia- tłumaczy. Wiem, że zauważyła nietknięty talerz kanapek. Mimo iż zazwyczaj złościło ją marnowanie jedzenia nic nie mówi. Może nawet chciałabym żeby dała mi reprymendę. Przynajmniej byłaby to jakaś część dawnej normalności.
- Nie jestem głodna- burczę nie otwierając oczu. Chcę zasnąć i obudzić się za jakiś czas...gdy już będę w stanie żyć bez Haydena.
- Powinnaś coś zjeść kochanie. Musisz być silna. Poza tym pan Joseph zgodził się dać ci wolne ale tylko na kilka dni.
- Nie wrócę już do pracy w sklepie- tą decyzję podejmuję bez namysłu. Po prostu wiem, że gdybym miała jeszcze raz zobaczyć Juliana i wysłuchiwać jego szantażownia to zapewne źle by się to skończyło. Nie mam sił do walki z kimkolwiek.
- Dobrze. Powiadomię o tym pana Josepha- zapewnia mama kierując się do wyjścia.- Przyniosłam ci kartkę i coś do pisania. Powinnaś napisać list do Sindy. To ci dobrze zrobi.
Wychodzi zanim mogę powiedzieć, że na to również nie mam ochoty.
Wiem, że mama ma w tym swój cel. Liczy, że się podniosę i wezmę w garść. I przez jakiś czas tylko leżę i wpatruję się w sufit. Czasami uciekam wzrokiem w stronę kartki aż wreszcie nie mogę wytrzymać i wstaję. Sindy nie zasługuje na to żebym ją zignorowała. A jeśli chodzi o ślub to...nie wiem jak ale będę musiała wytrzymać obecność Haydena i wszystkiego co mi o nim będzie przypominać. Szybko kreślę kilka zdań i czytam je z krytycznym nastawieniem.

Kochana Sindy,

Bardzo się cieszę waszym szczęściem. Wiem, że ty i Maksymilian będziecie naprawdę szczęśliwi. Los dał wam coś czego inni nigdy nie otrzymają.
Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła. Od powrotu do domu bardzo dużo się dzieje w moim życiu. Nie miałam czasu żeby odpowiedzieć na pierwszy list gdyż właśnie zaczęłam pracę w sklepie. Ale nie martw się. Teraz będę miała dużo wolnego czasu. Oczywiście przyjadę na ślub. Bardzo się cieszę z zaproszenia. Nie chcę jednak robić wam kłopotu dlatego wyjadę zaraz po uroczystości. Nie mogę sobie pozwolić na dłuższy pobyt ze względu na sprawy rodzinne.
Przyjadę dwa dni przed ślubem. Mam nadzieję, że osobiście odbierzesz mnie ze stacji.
Proszę, pozdrów Geneview, Beatrice i Maksymiliana.

Sara.

Nie wspominam o Haydenie. Jestem pewna, że widząc w jakim jest stanie po powrocie z Duferdornu z pewnością sama domyśli się co zaszło. Tymczasem muszę uporać się ze swoimi uczuciami. Może powinnam porozmawiać ze specjalistą? Może terapeuta zdoła mi pomóc w pogodzeniu się z tym co zrobiłam?

WybrankaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz