Od razu po otwarciu oczu dotarło do mnie jaskrawe światło. Jednak dopiero po chwili odzyskałam ostrość.
Rozglądałam się po pomieszczeniu, od razu wiedziałam że byłam w szpitalu. Jednak nie to mnie teraz obchodziło. Chciałam wiedzieć gdzie jest Jake.
I właśnie w tym momencie do środka wszedł lekarz a za nim...Lilly i Hannah? Są tu na pewno z powodu Jake'a.
-Ivy!- powiedziała zadowolona blondynka.- Tak bardzo się baliśmy.- złapała mnie za rękę.
-Lilly, gdzie jest Jake?- spytałam zmartwiona. W tym momencie siostry spojrzały po sobie smutno.-Nie. Nie.
-Spokojnie, żyje. Ale...- spuściła głowę.
-Federalni go zabrali...znów..- dokończyła Hannah. Momentalnie zrobiło mi się słabo. Jednak po chwili poczułam że mam o wiele więcej sił niż kiedykolwiek indziej. Zaczęłam się podnosić.
-Nie może Pani jeszcze wstawać.- powiedział lekarz.
-Nie obchodzi mnie to!- krzyknęłam, Lilly i Hannah nie pozwoliły mi jednak wstać.
-Ivy, nie znajdziesz go.- powiedziała.
-Znajdę. Bardzo łatwo.
Spojrzałam po bokach. Na szafce leżał trochę pobity telefon. Złapałam za niego. I wybrałam konkretny numer.
Gdy w końcu odebrał powiedziałam jedno zdanie.
-Przyjedź, inaczej to wy będziecie mieli problemy.
Po kilku godzinach czekania wraz z dwoma siostrami, pielęgniarka przeprowadziła go. Kogoś kogo już nigdy nie chciałam widzieć na oczy. A na sam widok robiło mi się niedobrze.
Dziewczyny spojrzały na mnie, skimnęłam głową i wyszły.
Pielęgniarka zrobiła to samo.
-Córciu...
-Nie nazywają mnie tak, wiem gdzie teraz pracujesz. Wiem że to Paul nakierował Ciebie na Jake'a.- mówiłam zła. Ogień się wręcz we mnie palił.
-On jest przestępcą, robił nielegalne rzeczy.- Jego nastawienie od razu przybrało powagi.
-To ty spowodowałeś wypadek, prawda?- wiedziałam że to on.- Przepraszam że znów nie udało ci się mnie zabić. Może uda Ci się następnym razem.- pocieszyłam go.
-Tamtego dnia, nie chciałem tego. Myślałem że wrócisz za niedługo. Albo będziesz czekała przed drzwiami.
-Nawet się nie tłumacz!- zaśmiałam się.- I tak Ci nie uwierzę, gdyby tobie zależało to byś mnie szukał, czego nie robiłeś. Gdyby nie ciocia, zapewne byś miał okazję pochować kolejne dziecko.- uśmiechnęłam się do niego, na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
-Popełniłem straszny błąd..Ale...
-Nie, nie chce tego słyszeć. Chce abyście wypuścili Jake'a. Albo dali mu jakieś warunki.
-Nie zrobimy tego, już raz próbowaliśmy, po 3 latach uciekł.- zaczął się wkurzać.
-Zrobił to dla mnie!- poczułam ból w klatce piersiowej, zaczęłam kaszleć. Ojciec nic nie powiedział, wyszedł z pokoju. A po chwili weszli lekarze i pielęgniarki.
Niedługo się znów spotkamy.- powiedziałam w myślach.
Kolejnego dnia przyjechała do mnie Jessy wraz z Danem.
-O mój Boże, Ivy!- usłyszałam głos czerwono włosej. Po chwili dziewczyna mnie przytuliła. Jęknęłam z bólu.- Przepraszam.- Uśmiechnęła się smutno.
-Hakerman chyba nie jest dobrym rajdowcem.- zadrwił A ja momentalnie chciałam zabić go wzrokiem.
-Mój ojciec nie jest wystarczająco dobrym mordercą. Nie udało mu się drugi raz mnie zabić.
Momentalnie ich twarze się zmieniły, Jessy spojrzała zła na Dana. Dan'owi za to zrobiło się głupio.
Jessy usiadła obok mnie.
-Jak się czujesz?- spytała zatroskana.
-Okropnie, ale tu nie chodzi o ból, Jake znów jest z federalnymi. Ojciec też tam pracuje. To ja sprowdziłam na nas to wszystko.- opuściłam głowę na poduszkę i zamknęłam oczy.
-To nie twoja wina, nie wiedziałaś przecież, prawda?- skimnęłam głową.- No właśnie, Jake na pewno też rozumie. Na pewno za Tobą już tęskni.- Uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-To nie jest koniec. Jake miał asa w rękawie, gdyby to mi się stała krzywda. Teraz to ja go mam.- powiedziałam.- Muszę jednak wyjść dopiero ze szpitala aby go użyć.
-A co to jest?
****
Minęły 2 tygodnie od wypadku, wypuścili mnie ze szpitala. Poprosiłam Lilly aby mnie odebrała. Blondynka od razu zawiozła mnie do mojego tymczasowego nowego domu.
Oczywiście, że sama bym mogła tam pojechać. Gdyby nie to że nie mam swojego auta. Do czasu.
-Dziekuje, bardzo to doceniam że przywiozłaś mnie tu.- uśmiechnęłam się serdecznie do blondynki. Ta się uśmiechnęła.
-Nie ma za co, ja też ci dziękuję. Wiesz za co.- skimnęłam głową.
Dziewczyna odjechała, normalnie bym ją zaprosiła do siebie gdyby nie to że mój nowy dom nie posiada nic do jedzenia ani picia oprócz wody z kranu. Plus dziewczyna musiała jechać do pracy.
Miasto w którym miałam dom był stosunkowo blisko duskwood. Jednak był najbliżej miejsca w które niedługo będę codziennie chodzić.
CZYTASZ
The End.../Jake Duskwood
Fiksi PenggemarFanfik jest moją teorią którą zostanie przeobrazona w opowieść, historię. Teoria wzięła się z ostatnich części końcówki 10 odcinka które wam oczywiście pokaże w pierwszym rozdziale zanim zacznę opowieść. Dlatego serdecznie zapraszam Was. ⚠️Okładka n...
