20

74 6 2
                                        

Ethan's POV

Lot z Chicago do Los Angeles trwał około cztery i pół godziny, jednak z czterolatką w towarzystwie miałem wrażenie, że leciałem co najmniej dwa razy tyle. Specjalnie wybraliśmy wieczorny lot, bo mieliśmy nadzieję że Madison zaśnie, nic jednak bardziej mylnego. Podekscytowana do granic możliwości dziewczynka była najbardziej gadatliwym towarzyszem podróży jakiego tylko dane mi było poznać.

Gdy dotarliśmy do celu naszej podróży odetchnąłem z ulgą. Choć czekało nas jeszcze sporo jazdy samochodem wiedziałem, że najgorszą część podróży mam za sobą. W dodatku nienawidziłem latać. Gdy coś się dzieje z samochodem lub nawet pociągiem masz szanse na przeżycie, jednak gdy lecisz samolotem jedna niedokręcona śrubka może zaważyć na całym twoim istnieniu.

- Dzień dobry państwu - przywitał nas szofer. Przyjechał po nas z hotelu co w sumie było śmieszne, bo było tu całe mnóstwo taksówek taksówek, które kosztowałyby ułamek jego pensji. Miło było dać mu pracę i pewny zarobek, tym bardziej, że widać było, że mężczyźnie już bliżej do emerytury niż dalej, ale wciąż uważałem to za zbędne świecenie statusem.

- Witaj, Frank. Spakuj proszę walizki do bagażnika i jedźmy do hotelu - polecił mu ojciec.

Starszy mężczyzna skinął głową, po czym otworzył drzwi samochodu. Najpierw mojej mamie, z tyłu, potem ojcu na miejscu pasażera, a na koniec wziął Maddie za rękę i zaprowadził na drugą stronę samochodu, aby wsadzić ją do fotelika. Żeby nie stać jak kołek chwyciłem za uchwyty walizek i podszedłem do tyłu pojazdu. Już miałem otwierać bagażnik, kiedy zatrzymało mnie ciche chrząknięcie.

- Ethan, wsiadaj - rozkazała matka tonem nieznoszącym sprzeciwu.

No tak, zaraz będzie argument, że w końcu z to mu płacimy, żeby nam usługiwał. Jakby nie można było się czasem zdobyć na ludzki odruch.

Mimo sprzeciwiających się myśli tylko zacisnąłem wargi i posłusznie wykonałem polecenie. Nie chciałem wszczynać awantury przy siostrze. Usiadłem obok matki i zamknąłem za sobą drzwi. W przednim lusterku zobaczyłem jak Frank otwiera klapę bagażnika i pakuje nasze walizki.

- Prosto do hotelu? - zapytał Frank. Ojciec szybko potwierdził i ruszyliśmy z lotniska.

- Możemy otworzyć okno? Może i jest wieczór, ale jest strasznie gorąco - spytałem.  Wiedziałem, że to raczej marzenie ściętej głowy, ale warto było chociaż spróbować.

- Nie, bo jeszcze się poprzeziębiamy - odparła na pozór spokojnie kobieta obok mnie.

- Jesteśmy w Californii. Jest ponad dwadzieścia stopni. Jak miałbym się przeziębić? - warknąłem. Może niech od razu mnie zamkną w puszce i postawią nad ogniem.

- Bez dyskusji. Jak ci będzie gorąco to pójdziesz sobie popływać - fuknęła. Wyciągnęła z torebki tablet, rozłożyła etui z klawiaturą i zaczęła wystukiwać maila.

Zawsze zastanawiało mnie jakim cudem udawało jej się utrzymywać wizerunek idealnej pani domu, kochającej żony i matki i empatycznej działaczki społecznej, skoro żadna z tych rzeczy nie miała odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dom ogarniała Marianne, a kochająca matka w zestawieniu z Liliann Collins stanowiło naprawdę mocny oksymoron. Podobnie było z kochającą żoną. Uczucie między moimi rodzicami, zwłaszcza od strony matki wygasło już dawno. Z resztą nie tylko do ojca, ale do całego świata. Wszystkie akcje charytatywne były tylko dla wizerunku. Niejednokrotnie wysłuchiwałem wtedy, że tak naprawdę niezbyt ją to obchodzi, ale "trzeba trzymać fason".

- A mozemy jechać obok plazy? - Maddie patrzyła na wszystkich obecnych w samochodzie szczenięcymi oczkami.

- Zrób tak, jak prosi Madison - poprosił ojciec kierowcę. Ten skinął głową, a Maddie pisnęła zadowolona. Matka od razu skrzywiła na ten dźwięk twarz i spojrzała karcącym wzrokiem na dziewczynkę.

Not TodayOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz