- Zaklepuję łazienkę! - uprzedziłam tuż po wejściu do pokoju. Chwilę wcześniej zaprowadziliśmy Madison do rodziców, więc tylko czekałam na moment, kiedy za chłopakiem zamkną się drzwi i będę mogła zrobić mu zasłużony opieprz.
- Tak, i będziesz tam siedziała czterdzieści minut. Chyba cię pojebało, jeśli myślisz, że wejdziesz pierwsza - fuknął, wyprzedzając mnie. Właśnie zrobił to, na co liczyłam - zaczął kłótnię.
- Pojebało to ciebie, kiedy stwierdziłeś, że wrzucisz mnie do wody prawie po szyję! A jeśli bym się utopiła!? - rzuciłam torbę na łóżko w sypialni i obróciłam się przodem do niego i z każdym słowem stawiałam krok w jego kierunku. Czułam, jak moje dłonie zaczynają dygotać z emocji. Brunet zmierzył mnie obojętnym wzrokiem, jakby mój wybuch nie dziwił go ani trochę.
- Już? Bo zaraz się poplujesz. Nie utopiłabyś się, wtedy w basenie pływałaś świetnie, więc nie rozumiem twojego problemu - założył ręce na klatce piersiowej i oparł się ramieniem o ścianę w przejściu między pokojami.
- Żeby ta twoja pewność cię czasem kiedyś nie zgubiła - byłam już na tyle blisko, że wystarczyło tylko wyciągnąć rękę, aby go dotknąć. Zrobiłam jeszcze jeden krok i wbiłam palec w mostek chłopaka. - Nigdy nie wiesz, czy twój taki głupi żart nie skończy się tragicznie!
- Teraz nie rozumiem cię jeszcze bardziej. Weź mi, kurwa, wytłumacz, bo w tym momencie to mam wrażenie, że pieprzysz od rzeczy - dalej wyglądał obojętnie, ale jego zdziwienie moimi słowami zdradzały tylko ściągnięte brwi.
- Gdybyś czasem użył mózgu, to byś zrozumiał o co mi chodzi - warknęłam, po czym chciałam zostawić Ethana z jego przemyśleniami i odejść z nadzieją, że taki wysiłek umysłowy nie rozsadzi mu czaszki, przynajmniej jeszcze nie teraz. Chciałam zobaczyć, czy dotrze do niego, czy jest za głupi.
Chłopak był jednak szybszy. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Zrobił to z taką siłą, że uderzyłam w jego klatkę piersiową. Brunet to wykorzystał i natychmiast położył dłoń na moim plecach, abym nie mogła uciec. Jego palce boleśnie wbijały się w moją skórę, kiedy próbowałam się wyszarpać. W głębi duszy nazywałam siebie idiotką za to, że przy nim traciłam całą pewność siebie, a i tak nie miałam jej za wiele na co dzień. Wszelkie sprzeczki prowadziłam z nim na odległość, bo miałam jeszcze jakiś czas na ewentualną ucieczkę, a gdy był blisko, to zwyczajnie się go bałam. Już raz pokazał jaki jest, gdy się wkurwi. Na samą myśl o tym te pieprzone gofry podchodziły mi do gardła.
- Puść mnie! - syknęłam, czując, że brzmię znacznie słabiej niż bym tego chciała. Gdyby była tu Maddie to bałabym się mniej, ale teraz wiedziałam, że jeden nieprzemyślany tekst, a sytuacja może przybrać masakryczny obrót.
- Bo co? Co mi zrobisz? - spytał prześmiewczo, po czym przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, już całkiem zamykając przestrzeń między nami i blokując mi możliwość ruchu. - Uderzysz mnie? Ugryziesz? Bo krzyk nic ci nie da. To nowy budynek, ściany są świetne wygłuszone, więc możesz krzyczeć do woliw, a nikt cię nie usłyszy.
Chciałam płakać, przysięgam. Doskonale wiedział, że ma przewagę i świetnie to wykorzystywał. Zwłaszcza tą fizyczną. Robiło mi się nieprzyjemnie duszno i czułam, jak zaczynają mnie piec oczy. Zamrugałam kilka razy aby pozbyć się tego uczucia, ale na niewiele się to zdało, a nawet dało efekt odwrotny od zamierzonego. Czułam jak w kącikach oczu zbiera mi się coraz więcej łez.
- Puszczaj - teraz już mój głos brzmiał znacznie ciszej i załamał się pod koniec.
- To nie rób pierdolonej szopki, do kurwy. Drzesz na mnie mordę bez powodu, chuj wie o co ci chodzi, a teraz się jeszcze, kurwa, rozrycz - prychnął, a skóra na plecach, gdzie dalej trzymał swoją rękę zaczynała nieprzyjemnie mrowić. Tak bardzo chciałam się zamknąć gdzieś z dala od ludzi. Móc wykrzyczeć to wszystko, o czym wielu nie wiedziało. Choć nie chciałam aby znali prawdę chciałam się po prostu choć trochę pozbyć tego co we mnie siedziało. Nawet malutkiej części tego, chociaż na chwilę. Czułam, jak zaczynam pękać. Jak ten mur, którym odgrodziłam tego chłopaka od swojego życia, zaczyna się sypać jak domek z kart.
CZYTASZ
Not Today
RomansLayla i Ethan to dwoje młodych ludzi, których rodzice postawili przed faktem dokonanym. Nie od dziś wiadomo, że ludzie sobie przeznaczeni nie spotykają się w odpowiednim miejscu, czasie ani okolicznościach. Tak jest i tym razem. Rodzą się między nim...
