Rozdział 15

23 3 0
                                        

Wpatrywałem się na marmurowy ciemno szary nagrobek, wypełniony przeróżnymi kwiatami, znajdowały się tam różne odcienie czerwieni oraz błękitu. Nie mam pojęcia kto wpadł na takie połączenie, ale mam nadzieje, że u mnie tak nie zrobią, bo mogę im obiecać, że zmartwych wstanę i im przypierdole zniczem, zdejmę kwiatki i położę się znowu. Przejechałem wzrokiem lekko wyrzej na napis zawarty na marmuru.

                       Theodor Walker
                           2000-2021
       Najlepszy bliźniak, syn oraz cudowny          przyjaciel. Koniczyna straciła liść po raz pierwszy.
              
Wpatrywałem się czytając to parę razy, dalej nie więżąc w całą sytuacje. Gdzieś w oddali słyszałem głosy, które powtarzały mi dwa zdania. „To twoja wina" pierwsze, a po chwili drugie „To ty powinieneś zginąć". Męczyły mnie. Cały czas te same słowa ten sam dziwny głos w głowie, a jedyne co mi przychodzi do głowy to pytanie. Dlaczego ja? Skierowałem swój wzrok ku niebu, a krople deszczu zaczęły spadać mi prosto na twarz. No jeszcze deszczu brakowało, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, w tamtej chwili liczyło się pożegnanie przyjaciela. Pierwszego liścia koniczyny. Kiedy poznałem się z Devonem i Theo byliśmy tylko we trójkę, Dev był zakochany w koniczynach, nikt nie rozumiał co w nich widział, ale uznawał je za piękne. Stwierdził, że jesteśmy jak taka trzy listna koniczyna. Później poznaliśmy Gray i Matta. Matt zapoznał nas z Xandrem, a na końcu pojawiła się Holly. Dlatego nasza koniczyna ma siedem liści, a dokładniej teraz sześć bo jeden zwiędł. Spojrzałem ponownie na nagrobek, moje włosy i ciuchy mokneły jeszcze bardziej, ale mnie to nie obchodziło.
Usłyszałem czyjeś kroki kierujące się w moją stronę, nie obchodziły mnie, a może poprostu nie wiedziałem co się dzieje. Po chwili wiedziałem kto to. Nad moją głową pojawiła się czarna parasolka i już nie czułem kapiącego na mnie deszczu.

—Odszedł.-szepchnołem zachrypniętym głosem
—Tak zwyczajnie?
—Nie kurwa, z efektami specialnymi. Archie poważnie?
—Nie na niby, dobra wyluzuj.
—Czy ty możesz kiedyś w końcu nauczyć się szacunku?

Trochę powiedziałem prawdę. Archie patrzył się na mnie z uniesionymi brwiami nie wiedząc co powiedzieć.

—Tobie zawsze chumor dopisuje. Wiesz, że musimy coś obgadać?
—Nie mam nic z tobą do gadania.
—Stary mnie też oszukali, nie wiedziałem, że to zasadzka. Wiem jedno, musisz powiedzieć Holly, że ma się nie spotykać z twoją byłą i jakimś Lorem, nie to było inaczej z Lenorem, nie coś pojebałem. Daj mi chwile z...Londonem, a może Liamem. Boże nie pamiętam coś na L...Loganem. Czy jakoś tak, nie wiem słaby jestem w imiona. Chcą ją wymienić za tą blondynkę.
—Trudno.

Tak na prawdę byłem cholernie przejęty. Dlatego szybkim ruchem zaczołem iść w stronę wyjścia z cmentarza.

—Buena suerte asesino

Wsiadłem do samochodu, odpalając silnik i dzwoniąc do Matta. Ustaliłem z nim, że go odbiorę, a następnie pojedziemy po Holly. Nie interesowało mnie nic tak bardzo jak jej bezpieczeństwo, mimo tego, że nie powinno tak być. A jak powinno?

                                      ☘️

Matt wpadł do samochodu, jakby przed kimś uciekał. Spojrzałem na niego marsząc brwi, widząc jego potargane włosy.

—Co tak patrzysz jedź!

Ruszyłem, nie wiedząc nawet gdzie jadę, ale jechałem przemierzając Hiszpańskie drogi.

—Skąd mamy wiedzieć gdzie ona jest?
—Kieruj się na północ, następnie skręć w lewo. Wiesz gdzie jest ta słynna knajpka obok biblioteki?
—Skąd ty to wiesz? Matt czy ty masz jej lokalizacje?
—Tak. A teraz jedź nie ma czasu!
—Przecież jadę szybciej się nie da na tych drogach!
—No to nie wiem naucz się latać. Nie obchodzi mnie co zrobisz.

Była jedna z tłoczniejszych godzin na drodze, a  żeby dostać się do miejsca docelowego istniały tylko dwa sposoby jeden przez korek, a drugi przez park. Jak kolwiek to brzmi to nie jest zły pomysł. Uderzyłem z zdenerwowaniem w kierownice robiąc szybki manewr w stronę parku. Matt  złapał się za siedzenie udając, że się modli. Przewróciłem oczami, jadąc obok zdziwionych ludzi. Nie jest to ciężkie bo chodniki są szerokości jak ulica, choć twierdze, że ludzie chodzić nie potrafią. Klakson będzie miał mnie dosyć, trudno. Zerknołem w stronę chłopaka, który wtulił się w siedzenie z przerażoną miną. Jakby nie wiedział co odwalam, ale doskonale wiedział, że żadne konsekwencje mnie nie spotkają, wiec odzywać sie nie ma po co. Wyjechałem z parku na prostą i prawie pustą drogę z chytrym uśmiechem. Oczywiście nie mogło się obejść bez komentarza pasażera.

—Chciałeś nas zabić?
—Sam chciałeś, żebym coś wymyślił no to wymyśliłem. Wysiadaj z wozu.

Chłopak parsknoł i wyskoczył z wozu tak jak powiedziałem. Grzeczny chłopiec. Skierowaliśmy się oboje w stronę drzwi wejściowych budynku, zdziwiliśmy się trochę bo pod knajpką stał ochroniarz. Spojrzeliśmy na siebie, ale ruszyliśmy w jego stronę. Nie zbyt wysoki mężczyzna, średnio zbudowany. Miał zarost oraz mnóstwo tatuaży, na szyji miał węgorza, spod rękawów koszulki wystawały przeróżne wzorki, tworzące rękawy, ale jeden przykuł mi uwagę najbardziej. Na jego nadgarstku znajdował się zarys wilka, taki sam jak mój. Pamiętam doskonale kiedy go zrobiłem, miałem szesnaście lat, był to mój pierwszy tatuaż wspólny z moim kumplem ze szkoły. Felix był moim najlepszym przyjacielem, aż nasze drogi się rozeszły. Zaczołem przyglądać się bardziej jego twarzy zbliżając się coraz bardziej i w tedy zauważyłem w tym spojrzeniu tego samego dzieciaka.

—Stop. Muszę sprawdzić czy jesteście na liście.

Matt spojrzał się na mnie z lekką irytacją i zdziwieniem mojego spokoju.

—Wpuść nas, eras como un hermano para mi Felix.
—Skąd znasz moje imię? Kim ty niby jesteś?
—Nie poznajesz mnie ? Wilk zgubił swoją szarą owce i ją znalazł. Jakoś tak to szło co nie?
—Nate.
—Tak to ja we własnej osobie, a teraz mnie wpuść bo moja szara owca jest w środku.

Felix wskazał na drzwi, abyśmy weszli do środka. Matt podążał za mną będą całkowicie w szoku. Rozglądaliśmy się szukając brunetki. Ściany były ceglane, a stoliki drewniane, nigdy tu nie byłem o dziwo. Zauważyliśmy razem z brunetem, że nie ma jakoś dużo ludzi, ale musimy się rozdzielić, on poszedł na lewo a ja na prawo. Knajpka była tak dziwnie zrobiona, że od środka wyglądała jak litera „u", na środku stał bar, a bo bokach korytarze z krzesłami i stołami. Spojrzałem się w stronę ostatniego stolika, siedziała tam, nie tylko ona. Zauważyłem tam moją byłą i jakiś dwuch chłopaków oraz blondynkę siedzącą obok Holly. Powiadomiłem Matta, który momentalnie pojawił się obok mnie. Zaczęliśmy przyglądać się kto tam siedzi, siadając przy najbliższym nas stole.

—Tam jest ten Logan i Kate. Czy to nie Will?
—Lea też tu jest. Co jeśli ona jest z nimi w spisku?
—Podejrzewasz moją siostrę o zdradę braci? Zwariowałeś już do reszty!
—A na co ci to innego wygląda?
—Spotkanie na kawusie? Chyba, że wymiana.
—Jaka wymiana Matt jak używasz mózgu to chociaż przedstaw tą wizje.
—Holly może chce się wymienić za blondi.




————-
Tłumaczenie:

Buena suerte asesino- powodzenia zabójco

eras como un hermano para mi- byłeś dla mnie jak brat

KILLER 2Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz