Dziś dzień walki. Siedziałem na kanapie razem z Mattem i Devonem, był też Xander ale pojechał z rodziną do domu. Wpatrywali się we mnie z oczekiwaniem, mieli nadzieje że coś powiem, wyjaśnię, a ja siedziałem nie wzruszony nimi.
—Nie no kurwa nie wytrzymam z tobą!
—Matt uspokój się.
—Jak mam się uspokojić skoro ten idiota reaguje tak na moją siostrę?!
Przeniosłem swój wzrok na Matta. Starałem się udawać nie zainteresowanego, wychodziło mi to, zakładałem maskę na ludzi. Tylko przy jednej osobie jej nie miałem.
—Mam wieczorem tą cholerną walkę.
—Do cholery stary to nie ma nic wspólnego z moją siostrą!
—Dlaczego się tak wpieniasz o siostrę spójrz lepiej na niego!
—Spojrzałem i widzę typa który chce..-Killer spojrzał na niego złowrogo, przerywając mu jego wywody.
—Skończ.
Wpatrywali się we mnie jakby ducha zobaczyli. Zaczołem obawiać się mojego planu wieczornego. Przecież te półgłówki są tak łatwi do rozproszenia. Wstałem z kanapy i powędrowałem w stronę pokoju mojej siostry. Drzwi były zamknięte, więc powolnym ruchem je otworzyłem gdyby mała blondynka spała i nie myliłem się, spała jak zabita. Powolnym krokiem wycofałem się z pomieszczenia i ostrożnie zamknąłem drzwi. Zaczołem kierować się w stronę wyjścia na taras. Odworzyłem ostrożnie drzwi balkonowe i zagwizdałem dwa razy, pochwili było już słychać biegnące zwierzę w moją stronę. Siedzący na kanapie Matt wpatrywał się w Devona ze zdziwieniem.
—Czy ty możesz tej besti tu choć raz nie wpuszczać?
—Jakieś besti? Nie chcesz nas jeszcze zabić prawda?
—Nie patrzcie się na mnie tak, to tylko pies.
—Dobra to w porównaniu do konia, który biega u mnie po domu, to wygląda jak jakaś pirania.
Wpuściłem psa do środka, który merdając ogonem pobiegł po swojego pluszaka w kształcie kurczaka. Spojrzałem na zegarek i przypomniało mi się, że nie mam z kim zostawić Hannah.
—Szybka zmiana planu.
Spojrzeli się na mnie w szoku i przerażeni.
—Holly zostaje tu w mieszkaniu razem z Hannah razem z Xandrem. Wiecie co macie robić prawda?
—A co z Leą?-zapytała Dev
—Jedzie z nami tak jak zawsze.
Szybko poinformowaliśmy Xandra i Holly o zmianie planu, po chwili już byli u mnie w domu. Brunetka nie była najszczęśliwsza na świecie z mojej decyzji. Mówi się trudno życie.
—Ja rozumiem, że mam się zająć Hannah, ale po co mi drugie dziecko do pilnowania?
—Nie jestem dzieckiem!
—Nie skąd, że poprostu jesteś ułomny.
—Wystarczy!-warknoł Matt
Patrzyli się na niego jak na rodzica, który zabrał im słodycze. Wpatrywałem się w brunetkę, która wyglądała jak obrażona księżniczka, czyli nic nowego. Po jakimś czasie kiedy w końcu przestali się nawzajem wyzywać, wyszliśmy na zewnątrz. Jak zawsze pojechaliśmy na dwa samochody.
W białym mercedesie siedziała Lea oraz jako kierowca Theo, a w drugim samochodzie siedziałem ja, Dev i jako kierowca Matt.
—Matt weź nie jeździj jak pijany!
—Uspokój się Dev.
—Ale to mój samochód nie twój!
—Spokojnie twój Bentley Flying Spur czarny przetrwa.
Dev ułożył usta w wąską linie, nie komentując już więcej jazdy Matta. Zauważyłem, że Dev zaczoł uśmiechać się do telefonu, ciekawe. Zabrałem mu telefon z ręki.
—Oddaj to!
—Ciekawe do kogo się tak uśmiechasz.
—Dev się uśmiechał do telefonu?
—Jezu co was ugryzło poprostu mi to oddaj!
Zerknąłem roześmiany na ekran i już po chwili mina mi zrzędła, ukazała mi się konwersacja z Holly. Pytała go czy u nas wszystko wpożądku. Wyszedłem z konwersacji i ukazała mi się jego tapeta. Była ona uśmiechnęła na plaży, a Dev ją obejmował. Oddałem mu telefon i nic już nie rozmawialiśmy. Kiedy dotarliśmy na miejsce skierowałem się odrazu do szatni, Matt poszedł do sędziego, Dev poszedł razem z nim, a Lea odrazu skierowała się w stronę toalety. Rozglądałem się wypatrując mojego przeciwnika, ale nigdzie go nie widziałem. Will powinien się szykować do walki. Coś było nie tak.
—Dev odbierz ten głupi telefon.
—Co chcesz?
—Widzicie gdzieś Willa? Nie ma go w szatni, a jego ludzie tu są.
—Kurwa faktycznie. Może w kiblu jest?
—Czy ty siebie słyszysz? jest jakaś godzina do walki.
—Dobra poczekajmy chwile i zobaczymy.
—Znajdź blondyne.
Co jeśli on się nie stawi? Co jeśli Holly coś grozi, wyjołem telefon i zacząłem szukać numeru Xandra.
—Co tam? Nie powinieneś się szykować ?
—Pilnujcie się tam, coś jest nie tak.
—Nate o co chodzi?
—Willa tu nie ma.
—WRACAJCIE!
Rozłączyłem się z Xandrem i szybko zgarnołem swoje rzeczy i pobiegłem do Theo. Devon pewnie poszedł po dziewczynę wiec, skierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowym z pretekstem zapalenia, byliśmy cały czas pod okiem ludzi Willa.
—Lea zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu tak puf! Rozmawiałem z ochroną czy może ją widzieli powiedzieli, że widzieli jak ktoś ją stąd wyniósł.
—To była cholerna zasadzka, Ale do czego im Lea?
🍀
ZASADZKA
Czekałem z niecierpliwieniem, aż moi ludzie wykonają mój cudowny plan. Zepsuje życie człowiekowi, który pozbawił mnie rodziny i miłości przez zemstę, czy to była moja wina? Może trochę, bo w końcu to ja mu otworzyłem oczy na świat, to ja mu pokazałem jak okrutni potrafią być ludzie. Stworzyłem swoją kukiełkę, mordercę, robota, który wymsknoł się lekko spod kontroli. Mój plan był idealny, wykorzystałem do tego mojego ojca, którego Killer nie dopadł. Mój ojciec ma taką samą wielką nienawiść do niego jak ja, chyba mamy to we krwi. Skierowałem swój wzrok pełen ekscytacji w stronę drzwi. No w końcu.
—Szefie mamy ją.
—Doskonale, wprowadzić ją.
Mój drugi pracownik, wprowadził nie zawysoką dziewczynę o blond włosach. Japierdole, wstałem z krzesła i zacząłem przyglądać się dziewczynie.
—Wyjaśni mi ktoś to cholery jasnej kto to jest?!
—No szefie Holly Jonson.
—No kurwa no nie, kurwa no nie. Wdech wydech. Lorens powiedz mi jaki to kolor włosów?
—No blond szefie.
—Czyli odróżniasz kolory? BO MI SIĘ WYDAJE, ŻE NIE!
—Ale szefie...-nie pozwoliłem mu skończyć.
—POPIERDOLILIŚCIE BRONZ Z BLOND WY PIERDOLENI DALTONIŚCI!
—No i co my mamy teraz z nią zrobić?
—Zamknijcie w piwnicy i dowiedzcie się kim ona wogóle jest. Jeśli okaże się nie potrzeba to zabić. Kretyni.
CZYTASZ
KILLER 2
Dla nastolatkówZastanawialiście się kiedyś jak odróżnić sen od rzeczywistości? Macie wrażenie, że wasz świat się zawala? Wasz grunt pod nogami znika? Nie wiecie co macie zrobić, zaczynacie się bać i ufać każdemu kto wyciągnie do was rękę, ale czy tak powinno być...
