Justin i Melanie od dziecka byli najlepszymi przyjaciółmi. Znali siebie nawzajem lepiej, niż ktokolwiek inny, a ich przyjaźń była jedną z tych "od zawsze i na zawsze". Do momentu, gdy w jej miejsce wkroczyło uczucie o wiele silniejsze, którego nie m...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Melanie
Jęknęłam cicho w poduszkę, gdy chciałam przewrócić się na drugi bok, a moje podbrzusze przeszył znajomy, ostry ból. Uchyliłam powieki a moje oczy zmrużyły się przed słońcem, które wpadało do pokoju przez odsłonięte okna. Oczywiście, że byliśmy wczoraj tak zajęci, że żadne z nas nie pomyślało o zasłonięciu rolet.
Gwałtownie się podniosłam, ogarniając spojrzeniem łóżko, ale Justina nie było obok mnie. Więc jednak poszedł spać na dół - stwierdziłam i poczułam się jeszcze gorzej. Nie wiedziałam, jak mam teraz zejść do niego i normalnie funkcjonować.
Zwlekłam się z materaca, trzymając się za brzuch. Na prześcieradle w miejscu, gdzie przed chwilą leżałam, było kilka czerwonych plamek. Po prostu świetnie, nie dość, że mętlik w głowie, to jeszcze na dokładkę okres. Prychnęłam ironicznie sama do siebie. Czyli to dlatego zachowywałam się wczoraj jak jakaś pojebana? Dobrze, że trzymałam u Justina zapasową bieliznę.
Zmieniłam ciuchy na dzienne i ogarnęłam się w łazience. Lustro pokazało mi dobitnie mocną malinkę tuż przy obojczyku, a ja zagryzłam wargi, ogladając ją i nie wiedziałam, czy to moje policzki zrobiły się czerwone, czy to była po prostu wina światła w pomieszczeniu. Przypomniał mi się moment, w którym Justin mi ją zrobił, a to nie pomagało, bo te wszystkie uczucia wróciły do mnie znowu. Nawet jeszcze go nie widziałam, a już zrobiło mi się gorąco na samą myśl. Idiotka.
Stwierdziłam, że nie będę tego tuszować, bo i tak nie miałam tu swoich kosmetyków i po prostu zaciągnęłam dekolt koszulki tak, by zakrywał ślad. Wzięłam głęboki wdech, schodząc na dół.
Już od połowy schodów poczułam zapach świeżej kawy. Justin stał w kuchni, odwrócony do mnie plecami i smażył coś, bo w powietrzu roznosił się zachęcający, słodkawy zapach. Odwrócił się, słysząc moje kroki i przywitał mnie uśmiechem. Odwzajemniłam go nieśmiało, ale z ulgą. Przynajmniej nadal chciał na mnie patrzeć pomimo tego, co się wydarzyło.
- Hej - przywitałam się, przegarniając włosy palcami i związałam je w luźnego kucyka, siadając na jednym z krzeseł wokół wyspy kuchennej. Kosmyki włosów z przodu wysunęły się, opadając mi wokół twarzy.
Uwielbiałam przesiadywać w ich kuchni, bo była jasna, przestronna i o wiele większa, niż nasza. Justin miał ładnie wyremontowany dom, ale było ich na to stać tylko dzięki Jeremy'emu, który zrobił to w przypływie ojcowskich uczuć, kiedy jakiś czas z nimi mieszkał, zanim znów ich zostawił. Wiedziałam, jak bardzo wszyscy mają tym zaburzone zaufanie, a szczególnie Justin, który najwięcej razy doświadczał tego schematu bycia opuszczanym przez ojca.
Kiedyś mi powiedział, że miał nadzieję, że ojciec teraz już zostanie na zawsze - jednak z każdym kolejnym razem wiedział już, że nie ma prawa nawet robić sobie nadziei. I cóż mogę powiedzieć, rozumiałam go doskonale. Po latach dorastania bez ojca przestało mu zależeć. Justin sam twierdził, że ciągłe wracanie Jeremy'ego było gorsze niż zupełna jego nieobecność.