Rozdział 42

274 22 0
                                        

Od tego momentu lecimy z dodanymi rozdziałami! ❤

___________________________

Bardzo powoli uchyliła powieki, dopiero po chwili orientując się, że znajdowała się w swoim mieszkaniu. Kątem oka dostrzegła powiewającą na wietrze firankę i wpadające do salonu promienie wschodzącego słońca. Widok ten wydał jej się tak uspokajający i nostalgiczny, że podczas tych kilkunastu sekund dochodzenia do siebie, nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kilka godzin temu miała miejsce ostatnia walka w rytuale.

- Ralph?! - zapytała głośno, momentalnie zrywając się z kanapy.

Spowodowała tym samym, że koc, którym była okryta, wolno zsunął się na podłogę, a do jej ciała dotarły skutki wydarzeń z poprzedniego wieczoru.

- Matko... - stęknęła, niemal od razu opadając znów na siedzisko.

Szyja pulsowała żywym ogniem, a obite ramiona cały czas przypominały jej o tym, jak mocno potrząsał nią David. Zakryła twarz dłońmi, nadal nie potrafiąc dopuścić do siebie myśli, że mógł mieć na jej punkcie jakąkolwiek obsesję. Zresztą... Czy koniec rytuału nie miał oznaczać czasem, że mogła czuć się spokojnie? Jak niby miała to zrobić, skoro dowiedziała się, że jej kolega okazał się jakimś psychopatą?

Gwałtownie odsunęła od siebie ręce, bardzo dokładnie je oglądając. Zaczęła ogarniać ją panika, bo nie dostrzegła nigdzie znaku Paktu z Ralphem. Przez przypadek zażyczyła sobie, by został z nią na Ziemi, ale nawet po dwukrotnym rozglądnięciu się po salonie, nie potrafiła go odnaleźć.

- Ralph? - zawołała znów, choć tym razem o wiele ciszej.

Strasznie kręciło jej się w głowie, a kończyny powoli wiotczały. Nie mogła jednak zasnąć, póki nie upewni się, że wszystko z nim w porządku. Po samej walce wyglądał wręcz okropnie, a poza tym można powiedzieć, że w jakiś sposób oszukał cały rytuał. Chyba, że wcale nie został na Ziemi i wrócił tam, skąd został przyzwany?

- Ralph? - szepnęła, bo nie było jej już stać na nic innego.

Serce wybijało strasznie niespokojny rytm, ale jakoś wcale nie czuła się tym pobudzona. Wręcz przeciwnie, czuła się jeszcze słabiej niż wcześniej i była pewna, że nie da rady długo utrzymać otwartych oczu. Czuła, że zaraz ponownie zemdleje.

- Jestem, puella... - usłyszała mocno zachrypnięty głos po swojej lewej stronie.

Gdy tam spojrzała, okazało się, że w demoniczny kot leżał na oparciu kanapy. Choć ze swojej pozycji widziała tylko zwisający ogon.

Ogarnęła ją ulga, ale nie dała rady niczego odpowiedzieć. Znów straciła przytomność.

***

Drugie przebudzenie przebiegło o wiele sprawniej niż pierwsze. Może to też kwestia przesyconego zapachem deszczu powietrza, które sprawiło, że szybciej otworzyła oczy, zdeterminowana, by zamknąć okno. Bardzo powoli uniosła się do siadu i zerknęła za szybę, orientując się, że na zewnątrz rzeczywiście padał deszcz. Zrobiło się przez to bardzo pochmurnie, więc w pierwszej chwili znów nie potrafiła dostrzec nigdzie Ralpha.

Wstała na równe nogi, choć przy początkowych krokach nieco się na nich zachwiała. Udało jej się jednak sprawnym ruchem zatrzasnąć okno, chociaż palce u rąk trochę odmawiały jej posłuszeństwa. Dopiero gdy oderwała dłoń od klamki i zobaczyła czerwonobrązową plamę, którą pozostawiła, zorientowała się, że niemal cała była z krwi.

Przeraziła się nie na żarty, bo wyglądało na to, że to nie była tylko krew z rany na jej szyi. Gdy odwróciła się przodem do całego salonu, okazało się, że praktycznie cała podłoga od drzwi balkonowych do kanapy była nią poplamiona. A jej kolor wskazywał na jedno - to była krew Ralpha.

Demon PactOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz