Rozdział 43

330 26 4
                                        

Udało jej się wysprzątać salon na błysk. Prawie.

Spędziła nad tym dobre trzy godziny, szorując plamy na podłodze, jakby jutra miało nie być. Poza tym ogarnęła brudne ubrania i wszystko to, co zostało zabrudzone przez krew. Przez to, że rzeczy te zaczęły bardzo brzydko pachnieć, ledwo powstrzymywała odruchy wymiotne. Co ją dziwiło, ale jednocześnie trochę pomagało w tej sytuacji, makabryczny wygląd jej mieszkania nie działał już na nią tak źle, jak śmiałaby przypuszczać.

Może to kwestia tego, że odkąd poznała Ralpha takie ohydne widoki towarzyszyły jej średnio co tydzień? I nie chodziło tu tylko o jakiś tam salon. Była przecież świadkiem okrutnej walki demonów i tego, jak pozbywali się swoich wrogów.

Potarła ramiona, próbując wyrzucić z głowy obraz mordowanego Jacoba, ataku Roberta, wszelkich walk demonów, a nawet nagłego szaleństwa Davida. Niestety te wydarzenia powracały do niej na tyle często, że gdy tylko poczuła się odrobinę spokojniej, to wszystko wracało.

A Ralph wciąż spał na jej kanapie w swojej kociej formie.

Zresztą sam powiedział jej, że wynikało to z faktu, że nie łączył ich już Pakt. Wcześniej w jakiś sposób czerpał od niej energię, chociażby od tej krwi, którą się przecież żywił. A teraz? Teraz wydawał się być kompletnie bez sił.

Pamiętała jednak jego słowa o tym, że pogadają jutro. Miała więc nadzieję, że rzeczywiście do tego czasu jego stan ulegnie jakiejś poprawie. Jak dotąd starała się mu pomóc jedynie poprzez delikatnie głaskanie. Czy cokolwiek to dawało? Nie miała zielonego pojęcia, ale samo to, że coś robiła, nieco ją uspokajało. To, że demon w ogóle oddychał, też.

Ociężale wstała z miejsca, postanawiając w jakiś sposób oderwać się od niepokoju o czarnego kocura. Niby nie miała jakichś większych powodów, by tak się czuć, a jednak. Trochę przywiązała się do Ralpha, nawet jeśli to on był źródłem większości jej problemów. Chociaż gdyby spojrzeć na to szerzej, głównym winowajcą byłby tutaj Robert, który w jakiś sposób pozyskał plaster z namiastką jej krwi i chciał w ten sposób wykiwać zasady rytuału. Co było zastanawiające, zważywszy na fakt, iż nie powinien w ogóle o nim pamiętać.

Zrobiła sobie ciepłej herbaty, bo jeśli wierzyć prognozom pogody, nie było co liczyć już na letnie temperatury. Miała zresztą dosyć tego lata. Nie kojarzyło jej się dobrze. Jeszcze gdyby tylko straciła pracę u Colta, nie czułaby się z tym źle. Ale jakieś demoniczne igrzyska jakoś wykraczały poza skalę nieszczęścia, jakie mogło ją spotkać.

Dziwiła się, że jeszcze jakoś się z tym trzymała. Nie na co dzień brało się udział w tak surrealistycznych wydarzeniach, prawda? Nawet zważywszy na to, że nie była jakoś bardzo słaba psychicznie, i tak zniosła to wszystko całkiem nieźle.

- Rzygałaś po każdym skakaniu po dachach - odezwał się niespodziewanie Ralph z salonu.

Akurat szła tam z kubkiem, więc na ten nagły dźwięk, wylała na siebie gorącą herbatę.

- Tak też reagowałaś - mruknął, lekko się przeciągając, podczas gdy ona szybko podbiegła do stolika i odłożywszy tam kubek, zaczęła dmuchać na poparzoną dłoń.

Zacisnęła zęby, powstrzymując się od jakiegoś przytyku w jego stronę. Jak zwykle w dupie miał wszystko i wszystkich.

- Już ci lepiej? - zapytała, choć na usta cisnęły jej się jakieś kąśliwe uwagi na temat jego zachowania.

- Prawie - odparł, zwinnie zeskakując z kanapy.

Dostrzegła, że lekko się przy tym skrzywił, ale postanowiła tego nie komentować. Mimo wszystko widać było, że czuł się lepiej. Na to zresztą liczyła.

Demon PactOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz