Tydzień później
Gdyby miała jednym słowem określić, jak poczuła się, gdy usłyszała o wyjeździe Davida z miasta, powiedziałaby, że spokojniejsza. Oprócz tego, że miał zakaz zbliżania się do niej na pięćdziesiąt metrów, pojechał także na leczenie do szpitala psychiatrycznego. Jak się okazało, cierpiał na jakąś chorobę psychiczną, która najwyraźniej ujawniła się przez bliższy kontakt ze swoją niejaką obsesją. Przynajmniej tak tłumaczyła jej to psychoterapeutka. Bo tak, musiała z kimś o tym porozmawiać. Bez wszelkich szczegółów, ale jednak.
Co do Ralpha, najwyraźniej rzeczywiście miał z nią jeszcze trochę zostać. Nie wiedziała, czy była z tego faktu zadowolona, czy wręcz przeciwnie, szczególnie, że oboje nie mieli pojęcia, ile to tak naprawdę miało trwać. Niewiadomą było także to, co stanie się z rytuałem, gdy zabraknie jednego z demonicznych braci. Być może demon wróci do swojej funkcji wraz z minięciem dwudziestu lat, może powrót do Piekła nastąpi o wiele szybciej. Pozostawało im jedynie czekać.
Chociaż jak przeliczała pieniądze ze skrytki i myślała nad tym, ile jeszcze musi wydać przez tego żarłocznego kocura, chciała się go pozbyć jak najszybciej. Ostatnio zaczął jeść jak zwykły człowiek, co wcale nie pomagało jej funduszom. Wolała jak raz na jakiś czas zjadł jakiś posiłek i dawał jej spokój, a tak... No dobra, zwykłe jedzenie było lepsze niż picie jej krwi.
Mimowolnie przesunęła palcami po swojej szyi, nie wyczuwając już żadnych zgrubień. Gorzej było z raną na czole, bo utworzył się w tamtym miejscu strupek, ale przynajmniej nie musiała nosić już żadnego opatrunku. No i przede wszystkim nie bolała ją już tak głowa, jak w pierwszych godzinach od ataku. Trochę stresowała się wszystkimi badaniami, ale na szczęście okazało się, że wszystko było w porządku.
Odetchnęła głęboko, wracając do mieszania gęstego sosu. Oczywiście jej umiejętności gotowania nie wskoczyły na wyższy poziom przy tak niewielkim wyborze składników i aż bała się, co z tego wyniknie. Planowała przyrządzić zwykłą kaszę z sosem z saszetki, ale nawet zapach nie zachęcał jej do późniejszego jedzenia.
Cały czas starała się szukać nowej pracy, ale jak na razie nikt nie odpowiadał na jej zgłoszenia. Mieszkała w zbyt małym mieście, by łatwo coś dla siebie znaleźć, a z kolei z sąsiednimi miejscowościami nie było wcale lepiej. Zawsze, gdy tylko słyszała powiadomienie z poczty elektronicznej, biegła do laptopa na złamanie karku. Niestety zazwyczaj szybko się rozczarowywała, bo raczej były to same odmowy współpracy. Dwa razy zdarzyło się, że ktoś obiecał, że zadzwoni, ale wciąż się tego nie doczekała.
- No i po co ci była ta cała nauka? - burknął Ralph, nawet nie odwracając wzroku od aktualnie oglądanego programu w telewizji. - Te studia nic ci nie dały.
Z tym się musiała zgodzić, bo aktualnie rzeczywiście nikt nie patrzył na jej wykształcenie. W sumie przez głowę przechodziły jej już myśli, że musi spróbować w czymś zupełnie innym. Problem w tym, że nawet w takim spożywczym raczej nikogo aktualnie nie szukali. A nie opłacało jej się zaklepywać miejsca kogoś, kto za dwa miesiące przejdzie na emeryturę. Do tego czasu mogłaby stracić dach nad głową.
Jeszcze raz przemieszała sos w garnku, ale zrobiła to tak niezdarnie, że ochlapała nim całą kuchenkę i koszulkę, którą aktualnie miała na sobie.
- No nie wierzę... - powiedziała ze zrezygnowaniem, tak naprawdę myśląc już o tym, by porzucić pomysł gotowania i przejść na jakąś dietę cud z minimalną ilością kalorii.
Nie musiałaby wtedy tak martwić się o jedzenie, ale i tak wiedziała, że długo by nie wytrzymała. Poza tym Ralph co chwila pokazywał jej, że wymagał regularnych i odpowiednio dużych posiłków. Jak mówił, jego demoniczne moce potrzebowały energii, by wciąż sprawnie działać. To akurat mogło się przydać, jak w dniu ataku Davida.
CZYTASZ
Demon Pact
ParanormalRuth żyła w wiecznej rutynie, obracając się wokół pracy i wizyt w swojej ulubionej kawiarni. Nie miała przyjaciół ani żadnych zainteresowań oprócz okazjonalnego czytania książek. Nie była też przekonana do zwierząt, a jednak postanowiła zająć się be...
