Jeden dzień to zdecydowanie za mało, by wrócić do normalności po zakończeniu rytuału, ale Ruth nie miała wyboru i musiała chociaż spróbować. Pierwszym powodem był oczywiście brak jedzenia i wystarczającej ilości pieniędzy, by zamówić coś sobie do mieszkania bez wyrzutów sumienia. A po drugie, chyba by oszalała, gdyby jeszcze przez chwilę tylko oglądała telewizję z Ralphem albo czytała książki. No i sam demon strasznie marudził, że nie dość, że słyszy burczenie w jej brzuchu, to jeszcze sam jest torturowany głodem.
Dlatego postanowiła wybrać się do sklepu.
Wpierw dokładnie obejrzała się w lustrze, czy aby na pewno nie było po niej widać, że była uczestniczką jakiegoś dziwnego demonicznego kultu, a potem włożyła na siebie czyste ubrania. Wygrzebała też z dna kosmetyczki swój korektor, którego używała na specjalne okazje. Ta takową była, bo przez bladość jej skóry i wory pod oczami, ludzie mogliby niepotrzebnie zwrócić na nią większą uwagę, niż powinni.
Była właśnie w trakcie nakładania warstwy pod oczami, gdy Ralph bezceremonialnie wparował jej do łazienki. Prawie wydłubała sobie przez to gałkę aplikatorem, ale jakimś cudem powstrzymała ogarniającą ją irytację.
Zdecydowanie nie potrzebowali kolejnej kłótni.
- To mazidełko i tak ci nie pomoże - stwierdził Ralph, krytycznie jej się przyglądając. - Nie zapomnij o moich piankach - dodał, najwyraźniej po to tu przychodząc.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że przez utratę pracy, rozwalony samochód sąsiada i twoje cholerne marshmallow, nie mogę tak rozrzucać pieniędzy? - odparła z westchnięciem.
Dokończyła swój delikatny makijaż, sięgając nawet po tusz do rzęs, po czym przeszła obok milczącego demona. Musiała zorientować się, ile pieniędzy tak naprawdę miała w domu. Konto zdołała praktycznie wyczyścić i chociaż ciężko było jej to przyznać, nie mogła nawet raz użyć karty, jeśli miało jej wystarczyć na podstawowe rachunki. Jej jedynym ratunkiem pozostała więc skrytka pod łóżkiem.
W której też prawie świeciło pustkami.
Westchnęła ciężko i z należytą dokładnością przeliczyła całe pieniądze. Potem, korzystając ze swoich marnych umiejętności planowania, wyliczyła, że połowę na pewno musiała zostawić, żeby jakoś przeżyć. Zakładając, że do następnego miesiąca znajdzie pracę...
Czyli bezpieczniej wziąć tylko jedną czwartą.
- Nie możesz sobie namalować tych głupich pieniędzy? - burknął Ralph, znów nagle pojawiając się obok niej.
Tym razem rozłożył się na jej łóżku, jakby w całości należało do niego.
- Wyobraź sobie, że nie mogę - powiedziała poważnie. - Powinieneś wiedzieć, że to tak nie działa. Dwadzieścia lat temu też istniały pieniądze. Jeszcze dawniej też.
- Wy, ludzie, macie bezsensowne pomysły - odparł ze wzruszeniem ramionami.
Postanowiła na to nie odpowiadać. Podczas kilku minut szukania odpowiedniej bluzy i późniejszego ubierania butów, starała się ułożyć w głowie jakąś sensowną listę zakupów. Oczywiście nie było mowy o spełnieniu zachcianek demona, czy chociażby jej samej. A musiała przyznać, że miała straszną ochotę na jakieś ciasto i dobrą kawę. Co dość uzasadnione - na pewno nie z jej byłej ulubionej kawiarni.
- Wychodzę - oznajmiła, chwytając już za klamkę.
Ralph nie odezwał się ani słowem, nawet się jej nie pokazał. Przewróciła oczami i bardzo powoli wyszła na korytarz. Jak widać, jej sąsiadka wcale nie wezwała egzorcysty ani też nie zrobiła ruchu oporu pod jej drzwiami. Ruth miała nadzieję, że sprawa z wczorajszymi krzykami pójdzie w niepamięć.
CZYTASZ
Demon Pact
ParanormalRuth żyła w wiecznej rutynie, obracając się wokół pracy i wizyt w swojej ulubionej kawiarni. Nie miała przyjaciół ani żadnych zainteresowań oprócz okazjonalnego czytania książek. Nie była też przekonana do zwierząt, a jednak postanowiła zająć się be...
