Niewyraźny przez łzy, widok kropli deszczu spływających po szybie, mijane budynki, samochody, obcy ludzie na chodnikach. To było jedyne co rejestrowałam w tamtej chwili, choć nawet to zdawało się nierealne. Byłam głucha na wszystko co dzieje się wokół mnie. Na prośby rodziców i brata, na dzwoniący przez cały czas telefon. Czułam się odcięta od rzeczywistości. Jedyną rzeczą potwierdzającą moją egzystencję, był cholernie bolesny ucisk w piersi. Łomotanie mojego serca było jedynym odgłosem jaki wtedy do mnie docierał. Nawet ten dźwięk doprowadzał mnie do szaleństwa.
Już lepiej, aby nie biło.
- Kurwa, uważaj. Błagam cię.
Z tego dziwnego transu wyrwało mnie mocne szarpnięcie samochodu oraz przekleństwo wypowiedziane przez mamę, która na co dzień na prawdę rzadko bluźniła.
- Rose, na pewno? - kolejnym dźwiękiem jaki dotarł do moich uszu, było pytanie ze strony mojego brata, które słyszałam już po raz setny. - Zobaczysz, że wszystko się ułoży. Zostań w mieście, masz tu chłopaków, Stellę, nas. Poradzimy so...
- Jedyne czego teraz potrzebuję, to świętego spokoju od tych wszystkich kłamstw. - przerwałam mu słabym głosem. - Chcę odpocząć. Nie wytrzymam tu. Proszę, chcę do dziadków.
Nie miałam już siły na kolejne rozmowy. Chciałam tylko, aby zrozumieli. Głos mi drżał, gardło boleśnie zaciskało się, gdy znów próbowałam zapanować nad płaczem. Łza mimowolnie spłynęła po moim policzku. Szybko jednak została starta przez Patricka siedzącego obok mnie.
- Rozumiemy to, kochanie. - odezwała się mama, zerkając na mnie z przedniego fotela. - Po prostu...
- Nadrobię wszystko co związane ze szkołą. Będę się uczyć u dziadków na własną rękę. Nie spędzę tam przecież wieków. - westchnęłam bez sił. - Wrócę i nadrobię.
- Wiemy, że to zrobisz. - odezwał się tata, spotykając się ze mną wzrokiem w lusterku. - Chodzi nam o całokształt. Nie jesteśmy pewni, czy to dobry pomysł, abyś się teraz od nas wszystkich odsuwała.
- Nie robię tego. Nie odsuwam się. - usprawiedliwiłam się szybko. Nie chciałam im sprawiać przykrości. Nie chciałam ich zostawiać, aby poczuli się odepchnięci w tym całym zamieszaniu. Chciałam tylko odpocząć. - Od was na pewno nie.
- Obiecaj, że będziesz dzwonić. Chcę mieć cały czas pewność, że... - zaczął ponownie mój brat, lecz wiedząc co znów powtórzy, złapałam go za rękę mówiąc:
- Obiecuję.
***
Cameron P.O.V.
- Obiecuję, że jak nie odbierzesz tego telefonu to... - mamrotałem w zasadzie sam do siebie, trzymając telefon przy uchu. Nie odbierała. Dzwoniłem milion razy, lecz cały czas kończyło się to na wkurwiającym głosie poczty.
- Uspokój się, bo zaraz się porzygam przez twoje chodzenie w tę i z powrotem.
Przystanąłem słysząc zdenerwowany głos mojej siostry.
- A co mam robić? - warknąłem, nie zważając na swój ton. - Ona wyjeżdża, cholera wie kiedy wróci, a ja jestem pod ścianą. - ponownie zacząłem chodzić w kółko, wplątując palce we włosy i ciągnąc za nie w bezsilności. - Kurwa, w końcu wie o wszystkim. Wie, że byłem postawiony w sytuacji bez wyjścia. Wie, jak bardzo to wszystko było pogmatwane, a ja jestem w kompletnej dupie.
- Cameron...
- Teraz, kiedy moglibyśmy zacząć od nowa, poukładać to wszystko, spróbować naprawić to gówno. Ona kurwa wyjeżdża. - mówiłem jak najęty, sam już nie wiem czy do siebie, czy do Cass. - Co jeśli przez izolację od tego wszystkiego, zacznie znowu snuć podejrzenia? Przecież ona jest w takim stanie, że Bóg wie co jej siedzi tak na prawdę w głowie. Stwierdzi, że nie damy rady, że to nie ma sensu. Ona przecież nie zna dokładnie wersji z mojej strony. Nie wie co ja czułem, jak bolała mnie każda jej łza. Nie porozmawialiśmy, nie było kiedy. Co jeśli...
CZYTASZ
Zmuszony
RomanceRose to młoda, ale mimo to zraniona dziewczyna, która próbuje ukryć swoje słabości poprzez boks. Wraz z przyjaciółmi, dostaje się do liceum, w którym za sprawą dwóch osób z jej przeszłości, ponownie zaczynają się problemy. Największe osiągnięcia: 09...
