XXV

33 2 0
                                        

Trzy tygodnie później:

Siedziałam w tramwaju, który był wypełniony ludźmi bardziej, niż powinien o tej porze dnia. Wakacje zbliżały się wielkimi krokami, a ja już teraz zaczynałam współczuć samej sobie wszystkich tych dojazdów przez kolejne trzy miesiące — tłumów, spóźnień i tego cichego zmęczenia, które przychodzi zawsze wtedy, kiedy dzień jeszcze nawet dobrze się nie zaczął.Patrzyłam gdzieś przez szybę, nie do końca skupiona ani na mijanych ulicach, ani na rozmowach prowadzonych obok. Wszystko mieszało się w jedno, jakby świat na chwilę stracił ostrość. Myśli odpływały mi gdzieś daleko, aż w końcu wyrwał mnie z tego znajomy dźwięk przychodzącej wiadomości. Telefon zawibrował w dłoni, a ja spojrzałam na ekran trochę z automatu, jeszcze zanim zdążyłam się zastanowić, czy w ogóle mam ochotę cokolwiek czytać.

Mati: Za ile będziesz na miejscu?

Ja: Za jakieś dziesięć minut, a co tam?

Mati: Nie nic, po prostu czekamy na ciebie

Ja: Przepraszam, ale wiesz jak z nasza cudowną komunikacją miejską

Mati: Myślałem że jedziesz z Kubą, bo jego też jeszcze nie ma

Poczułam, jak żołądek robi mi cichego fikołka , jakby ciało wiedziało wcześniej niż ja. Nikt z naszych znajomych tak naprawdę nie miał pojęcia, jak wygląda nasza relacja, a raczej jak bardzo przestała już przypominać cokolwiek stałego.

Chwilę po tym, jak wszyscy chłopacy skończyli sezon, a ja z sukcesem zdałam letnią sesję na studiach, wyjechaliśmy razem na wakacje. Miały być tylko przerwą od codzienności, krótkim oddechem przed powrotem do codziennych obowiązków. Zamiast tego stały się początkiem pęknięcia, którego nie dało się już skleić.

Po powrocie wszystko zaczęło się sypać. Najpierw drobne spięcia, potem coraz cięższe rozmowy, aż w końcu kłótnie, po których zostawała tylko cisza. I w tej ciszy oboje zaczęliśmy zadawać sobie pytanie, którego wcześniej baliśmy się wypowiedzieć na głos, czy to jeszcze ma sens?

Byliśmy na dwóch zupełnie różnych etapach życia. Ja miałam przed sobą końcówkę studiów, walkę o pracę w zawodzie i coraz cichszy, ale uporczywy głos w głowie, który podpowiadał mi, że może nie jestem wystarczająca by pracować jako psycholog, a jednak za każdym razem, gdy próbowałam wyobrazić sobie przyszłość, wracałam do jednego obrazu — siebie w tej samej ścieżce, którą wybrałam, nawet jeśli miała być trudniejsza, niż początkowo zakładałam.Kuba był gdzie indziej. Kontuzja zatrzymała go na chwilę, ale nie zabrała mu kierunku. Klub wciąż był jego światem, a każdy dzień rehabilitacji był kolejnym krokiem w stronę powrotu, którego pragnął bardziej, niż był w stanie o tym powiedzieć.

I wszystko to niszczyło nas po cichu, niemal niezauważalnie, aż dystans między nami stał się czymś więcej niż tylko odległością. Ja nie mogłam przeprowadzić się do Brighton, on nie mógł wrócić do Poznania. Przez długi czas udawaliśmy, że to tylko logistyczny szczegół, coś, co da się obejść. Dopiero później oboje zrozumieliśmy, że właśnie w takich „szczegółach" najczęściej tkwi największy problem.

Z wiru mysli panującego w mojej głowie wyrwało mnie kolejne powiadomienie

Mati: Hej, wszystko w porządku? od kilku dobrych minut nic nie napisałaś

Ja: Tak, wszystko okej - nie mogłam pokazać tego jak naprawdę jest, nie dziś kiedy widzimy się w takim gronie ostatni raz przed powrotem do codziennych spraw - Jadę sama, Kuba nie miał podrodzę a wiesz że dla mnie przejechanie kilku przystanków nie jest problemem

Wpatrywałam się jeszcze chwile w ekran telefonu oczekującej odpowiedzi, jednak ta nie nadeszła, westchnęłam cicho i schowałam telefon do kieszenii w spodniach. Tramwaj powoli zatrzymał się na przystanku, a ja razem z grupką ludzi wysiadłam na zewnątrz, ruszyłam w stronę dobrze znanej mi kawiarni, gdzie często gdy wszyscy zjeżdzali się do Poznania, udawaliśmy się na wspólne śniadanie. Początek czerwca zawsze miał w sobie coś przyjemnego. Powietrze było już ciepłe, ale jeszcze nie duszne, a słońce ogrzewało skórę w sposób, który bardziej zachęcał do spaceru niż do szukania cienia. Kiedy weszłam na Stary Rynek, plac tętnił życiem. Ogródki restauracyjne były prawie pełne, przy fontannach kręcili się turyści z aparatami, a gdzieś w tle mieszał się dźwięk rozmów, śmiechu i ulicznego muzyka grającego melodie znaną dla ucha, kolorowe kamienice wyglądały w słońcu niemal pocztówkowo, jakby ktoś specjalnie przygotował miasto na nadejście wakacji i tłumu ludzi spacerujących po jednej z najpiękniejszych lokalizacji w tym mieście.

how to choose the one?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz