XXVI

34 1 0
                                        

Obudziłam się chwilę po dziewiątej. Przez kilka pierwszych sekund zastanawiałam się gdzie jestem. Wszystko wydawało się obce, inny sufit, promienie słońca przedostawały się do pokoju w inny sposób niż zazwyczaj, i wtedy wspomnienia z poprzedniego wieczoru uderzyły we mnie jedno po drugim. Warta. Spotkanie z Kubą pierwszy raz od ostatniej kłótni. Zerwanie. Jeden z największych ataków paniki jakiego doświadczyłam przez ostatnie lata swojego życia. Mateusz. A więc to nie był sen. Poczułam jak znajomy ciężar osiada na mojej klatce piersiowej, nie był to jednak ten ciężar który towarzyszył mi wczoraj, był jednak wystarczający by przypomnieć mi o tym że wczoraj nic magicznie się nie naprawiło.

Rozstałam się z Kubą, po kilku miesiącach, w których stawiałam jego na pierwszym miejscu. Po wszystkich planach jakie powstały. Po wszystkich rozmowach dotyczących tego co wydarzy się gdy w końcu zakończę studia. Rozstałam się z człowiekiem, którego jeszcze kilka miesięcy temu byłam pewna bardziej niż samej siebie. Przełknęłam ślinę, jednak ku własnemu zdziwieniu nie popłakałam się, może był to efekt tego że w nocy wypłakałam wszystko co siedziało we mnie od kilku tygodni, a może dlatego że w środku siebie wiedziałam, że to jedyna właściwa opcja. Nawet jeśli ból będzie trwał przez długi okres czasu.

Dopiero wtedy usłyszałam ciche dźwięki dochodzące z kuchni, dopiero teraz zdałam sobie sprawę że Mateusz już nie spał. Ostrożnie wstałam z łóżka i powolnymi krokami opuściłam pokój. Chłopak stał w kuchni opierając się o blat, miał na sobie szare dresy i czarną, luźną koszulkę. Skłamałabym gdybym powiedziała że lekki uśmiech nie pojawił się na mojej twarzy, mimo tego że nie wiedział co wczoraj się wydarzyło, został ze mną, nie pytał, po prostu był obok. Kiedy usłyszał moje kroki odwrócił głowę w moją stronę

-Dzień dobry - jego uśmiech był czymś, na co mogłam patrzeć godzinami - Jak się czujesz?

-Cześć - podeszłam kawałek bliżej - Szczerze? - chłopak kiwnął głową - Jakby przejechał mnie pociąg

-To i tak lepiej niż wczoraj - cichy śmiech rozległ się po mieszkaniu - Wczoraj wyglądałaś jakby przejechały cię dwa

-Dzięki, zawsze wiesz jak poprawić komuś humor - parsknęłam - Co robisz?

-Śniadanie

-Od kiedy umiesz gotować?

-Nie umiem

-To dlaczego to robisz?

-Bo chciałem sprawdzić, czy uda mi się nas nie otruć - nie odpowiedziałam, po prostu zasmiałam się

Pierwszy raz od kilku tygodni był to szczery śmiech, nie musiałam zakładać przy nim żadnej maski, i za to byłam mu ogromnie wdzięczna

-Naprawdę musisz czuć się lepiej

-Po czym tak sądzisz?

-Bo znów się śmiejesz - spuściłam wzrok

I nagle wzięcie oddechu wydawało się trudniejsze, ale nie przez ból, tylko przez troskę którą zostałam obdarzona przez blondyna. Przez cały poprzedni dzień miałam wrażenie że wszyscy patrzą na mnie z dystansem, wszyscy oprócz niego, tak jakby dobrze widział wszystko, co starałam się ukryć.

-Nie musisz się mną zajmować - powiedziałam cicho po krótkiej chwili

-Wiem. Ale chcę - jego uśmiech był jeszcze szerszy

-Dlaczego?

-Bo gdybym to ja był w takiej sytuacji, zrobiłabyś dokładnie to samo - nie odpowiedziałam, bo miał stu procentową rację - Poza tym - dodał po chwili - Nie lubię zostawiać ważnych dla mnie osób samych, gdy przechodzą przez coś tak trudnego

how to choose the one?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz