XXIV

65 4 5
                                        

21.05.2022

Minęło dokładnie 49 dni od fatalnego zdarzenia z Kubą, wszyscy wiedzieliśmy już co było na rzeczy. Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego zwanego również ACL-em, czyli najgorsza opcja z wszystkich możliwych w tamtym momencie. Brunet był już dobry miesiąc po operacji, a ja dosłownie kilka dni po powrocie z Brighton. Pewnie zostałabym z nim dłużej gdyby nie studia, no i ostatni mecz Mateusza w barwach Lecha. Mimo że szansa na zagranie w tym meczu była dość mała ze względu na to że chłopak był raczej zawodnikiem rezerwowym drużyny z Poznania, czułam że powinnam tam być i dać mu wsparcie, mimo że Lech miał już zagwarantowane Mistrzostwo Polski, stresowałam się tym meczem jak prawie żadnym, jedynym wyjątkiem był pamiętliwy mecz o Mistrzostwa Świata w Marcu, ale to zupełnie inna sytuacja, tam chodziło o pokazanie że jeśli chcemy, możemy osiągnąć wszystko, a tutaj? tu chodziło o człowieka, który był ze mną zawsze gdy tylko go potrzebowałam.

Założyłam na siebie jasno szare szerokie spodnie, oraz koszulkę drużyny z nazwiskiem przyjaciela na plecach, jedyne co wiedziałam dotychczas to miejsce które zostało dla mnie załatwione i że tuż obok mnie siedzieć będzie mama chłopaka i jego brat wraz z narzeczoną. Cieszyłam się bo o wiele rzadziej widziałam się z Maćkiem niż z ich rodzicielką, ale to że Mateusz jest mami synkiem wiemy wszyscy. Mimo że mecz zaczynał się dopiero o siedemnastej trzydzieści, z mieszkania wyszłam dwie godziny przed jego rozpoczęciem. Droga zajmowała mi około piętnastu minut, jednak ze względu na Sold Out stadionu, wolałam nie pchać się tam na ostatnią chwilę, co u mnie było całkowią normą, pzynajmniej jak do tej pory. Majowa pogoda dawała o sobie znać ponieważ chwilę po wyjściu z domu żałowałam że postanowiłam wziąć bluzę ze sobą, nie wiedziałam jednak o której wrócę do siebie dlatego nie cofnęłam się by ją odłożyć. Wchodząc na przystanek tramwajowy rzuciłam szybkie spojrzenie na tablicę wskazującą kiedy tramwaj który dowiezie mnie na stadion znajdujący się na ulicy Bułgarskiej przyjedzie, usiadłam na ławkę, wyjęłam swój telefon z tylniej kieszeni i weszłam na czat z Mateuszem

Mati : "Jak będziesz wyjeżdzać daj mi znać, podeślę ci kod do bramek"

Ja: "Już możesz wysłać, czekam właśnie na tramwaj"

Mati: *wysłano załącznik*

Ja: "Jak tam nastawienie przed podniesieniem pucharu?"

Mati: "Dobrze, ale najpierw trzeba wygrać mecz, potem skupiać się na tym dobrym"

Ja: "Więcej radości, Mistrzostwo macie zapewnione"

Mati: "To fakt, ale nastrój średni, i dobrze wiesz dlaczego"

Ja: "Wiem, ale narazie się na tym nie skupiaj, myśl o pozytywach, pamiętaj"

Następna wiadomość już nie nadeszła, wiedziałam że dla Mateusza nie był to łatwy dzień, w końcu opuszczał drużynę w której zaczęła się jego cała kariera piłkarska. Byłam jednak pewna że poradzi sobie w Jagielloni Białystok, zawsze uważałam że miał do tego talent, a Poznańska drużyna jeszcze będzie żałować że w większości był zawodnikiem rezerwowym. On jednak nie do końca w to wierzył, siedzenie na ławce było dla niego ciężkie, jednak w pewnym momencie wbił sobie do głowy, że siedzi tam dlatego że jest słaby, wszyscy wokól niegoc wiedzieli że gada głupoty, ale on był uparty bardziej niż osioł z Shreka. Wsiadłam w odpowiedni numer środka transportu i zajęłam jedno z wolnych miejsc, moje siedzenie nie trwało jednak zbyt długo, gdy na następnym przystanku do środka weszła kobieta, na oko mająca około osiemdziesięciu lat, zawsze w takich momentach miękło mi serce, zwłaszcza gdy widziałam że nikt wokół nie ma zamiaru ustąpić miejsca osobie starszej, zawsze bolał mnie ten widok, bo stawiałam się w sytuacji gdy to ja będę starszą kobietą, chwyciłam swoją torebkę która wcześniej położyłam na swoich kolanach i powoli podeszłam do staruszki patrząc czy nikt nie zajął mojego miejsca gdy tylko z niego wstałam

how to choose the one?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz