Kolejny rozdział, na samym końcu krótka perspektywa Michaela. Zapraszam do czytania
***
Leżałam przez chwilę nieruchomo, wsłuchując się w ciszę, która wcale nie była ciszą. Delikatny szum miasta docierał zza uchylonego okna. Gdzieś w oddali ktoś rozmawiał, przejechał samochód. Promienie słońca przeciskały się przez białą, półprzezroczystą zasłonę. Powietrze pachniało latem.
Michael spał obok mnie na plecach, częściowo odkryty, z jedną ręką zgiętą nad głową. Oddychał spokojnie i głęboko.
Pomyślałam o tym, co wydarzyło się między nami i zamiast wstydu poczułam motyle w brzuchu. Przypominałam sobie każdy jego dotyk i oddech na mojej skórze. To było coś niesamowitego. To był mój pierwszy raz, ale nie żałowałam ani trochę. Wczoraj nikt mnie do niczego nie zmuszał. Nikt nie brał ode mnie czegoś, czego nie chciałam dać. To była moja decyzja i to podobało mi się najbardziej.
Ostrożnie wysunęłam się spod pościeli, uważając, żeby go nie obudzić. Podeszłam do okna i otworzyłam je szerzej. Usiadłam na parapecie, podciągając kolana pod brodę i choć nie chciałam, to moje myśli powędrowały do Nicodema. Był jak cień. Mimo tego, że w ciągu dnia nie rozmyślałam o nim, to przychodziły momenty, w których samoistnie pojawiał się w moich myślach.
Moje myśli przerwało mi uczucie pragnienia i głód. Rozejrzałam się po pokoju, okazało się, że wczoraj wypiliśmy całą wodę hotelową. Musiałam pójść do sklepu, jeśli nie chciałam umrzeć z odwodnienia. Wtedy przypomniało mi się, że wczoraj podczas spaceru, kilka sklepów spożywczych rzuciło mi się w oczy.
Zeszłam z parapetu i powędrowałam do łazienki, gdzie szybko się odświeżyłam i umyłam zęby. Potem wciągnęłam na siebie pierwsze lepsze jeansowe spodenki, a na górę nałożyłam wczorajszą koszulę Michaela. Wciąż nim pachniała. Upewniłam się, że Michael śpi, po czym wyszłam z hotelu.
Sklep na rogu wyglądał niewinnie. Lokalny, z wystawionymi skrzynkami owoców i warzyw. Weszłam do środka, czując przyjemny chłód klimatyzacji. Wzięłam koszyk i ruszyłam między półkami, skupiając się na produktach. Wrzuciłam do koszyka dwie gotowe kanapki, a potem powędrowałam w alejkę z wodą. Starałam się znajdywać język angielski na etykietach, aby nie kupić przypadkiem gazowanej wody, której tak nienawidziłam.
Z niewiadomych przyczyn, moje spojrzenie powędrowało w stronę okna. Być może moja podświadomość chciała mnie w ten sposób uratować.
Wtedy zauważyłam przed sklepem trzech wysokich i umięśnionych mężczyzn. Wszyscy byli ubrani na czarno, mimo upału jaki dziś był na dworze. Spięłam się, bo za bardzo przypominali mi z wyglądu określony typ ludzi, których znałam aż za dobrze.
–Masz już paranoje Lusia –wyszeptałam sama do siebie i wróciłam do przeglądania etykiet. W końcu po kilku sekundach wrzuciłam do koszyka cztery małe wody i powędrowałam do kasy, gdzie po chwili ekspedientka zaczęła mnie obsługiwać.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwoneczka oznajmiający, że ktoś właśnie wchodził do sklepu. W pierwszej chwili nawet nie spojrzałam, kto właśnie wszedł do środka, ale gdy usłyszałam język angielski, momentalnie się odwróciłam.
–Chce mi się kurewsko pić–powiedział jeden do drugiego. Okazało się, że byli to ci sami faceci, których widziałam zza okna. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, a ręce zaczęły drżeć.
–Ciento veintidós pesos – ekspedientka powiedziała do mnie po hiszpańsku, ale gdy zauważyła, że nie rozumiem, szybko powiedziała kwotę po angielsku. Zapłaciłam jej tyle ile trzeba było i ruszyłam w stronę wyjścia, starając się iść normalnie. Każdy krok był walką z paniką. Gdy byłam już obok drzwi zerknęłam jeszcze w stronę tych facetów. Wtedy już byłam pewna, że to byli ludzie Nicodema, bo poznałam jednego z nich. Dzwonek zadźwięczał cicho, gdy wyszłam na zewnątrz.
CZYTASZ
Infame
RomanceLuisa, córka szefa mafii, jest zaręczona z przyszłym capo Los Angeles. W dniu, w którym stanie się pełnoletnia ma zostać oddana w ręce jednego z najokrutniejszych mężczyzn, których dane jej było spotkać. Dziewczyna jest przerażona wizją życia u boku...
