Rozdział 25 (18+)

113 5 2
                                        

Witam wszystkich, wrzucam nowy rozdział. Zawiera scenę dla dorosłych więc uwaga! 

Dodatkowo na końcu rozdziału znajduje się krótka perspektywa Nicodema. Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i zapraszam do czytania . 

***

Świt przyszedł szybciej, niż bym chciała. Obudziłam się z uczuciem ciężaru w klatce piersiowej, jakbym przez sen cały czas biegła. Przez kilka sekund nie wiedziałam, gdzie jestem. Dopiero zapach hotelowej pościeli i ciche buczenie klimatyzacji sprowadziły mnie na ziemię.

No tak, przecież dziś wyjeżdżamy.

Michael już nie spał. Stał przy oknie, częściowo ubrany, z telefonem przy uchu. Mówił cicho, urywanymi zdaniami, a ja nie musiałam nawet słyszeć treści rozmowy, żeby wiedzieć, że chodzi o bilety i o hotel.

– Obudziłem cię? – zapytał, kiedy tylko się poruszyłam.

Pokręciłam głową i podniosłam się do siadu. – Która godzina?

– Mamy cztery godziny. Spokojnie zdążymy.

Słowo „spokojnie" było ostatnim słowem, jakie przyszłoby mi do głowy. Zsunęłam nogi z łóżka i zaczęłam się ubierać, starając się nie myśleć o tym, że każde kolejne miejsce jest tylko przystankiem i że nigdzie nie możemy zostać na dłużej.

Pakowanie gotówki okazało się być doświadczeniem. Michael wysypał torbę zapełnioną banknotami na łóżko, a ja przez chwilę tylko na to patrzyłam, nie dowierzając. Musieliśmy całą kwotę rozbić na dwie osoby ze względu na zasady linii lotniczej i ograniczeń dotyczących przewozu gotówki na jedną osobę.

– To wygląda jak z jakiegoś filmu – mruknęłam. – Brakuje tylko broni.

– Bardzo proszę, nie przywołuj takich skojarzeń – odparł sucho. – Musimy to rozdzielić. Część do bagażu podręcznego, część do walizki.

Zaczęliśmy upychać dolary gdzie się dało, tak by wszystko się zmieściło. Później Michael próbował zamknąć walizkę, usiadł na niej całym ciężarem, a ja musiałam mu pomóc, naciskając z drugiej strony. W końcu jednak się nam to udało i mogliśmy opuścić hotel.

Na lotnisku wszystko działo się zbyt szybko i jednocześnie zbyt wolno. Kontrola bezpieczeństwa, spojrzenia ludzi, każdy mundur powodował, że serce podskakiwało mi do gardła. Na szczęście Michael był blisko. Dopiero kiedy siedzieliśmy już w samolocie do Mexico City, pozwoliłam sobie odetchnąć.

– Jeszcze jeden lot – szepnęłam sama do siebie gdy samolot wylądował na ziemi. Następnie wyjrzałam zza okna, by zobaczyć pierwsze widoki na Mexico City.

Podczas przesiadki byłam jak na autopilocie. Dopiero w drugim samolocie, kiedy światła przygasły, a maszyna oderwała się od ziemi, poczułam, jak napięcie ze mnie uchodzi. Michael siedział obok, ramię w ramię. Przez chwilę nasze dłonie leżały zbyt blisko siebie. Wystarczył jeden mały ruch, by nasze ręce się dotknęły. Odważyłam się zrobić go pierwsza. Nasze palce splotły się naturalnie, jakby robiły to od zawsze. Spojrzałam na niego pytająco, ale nie cofnął ręki. Przeciwnie. Delikatnie ścisnął moją dłoń.

Kiedy wylądowaliśmy w Meridzie, uderzyło mnie gorące, ciężkie powietrze. Miasto było inne. Kolorowe budynki, niska zabudowa, zupełnie inna energia niż wszystko, co znałam wcześniej. Po około półtorej godzinie dotarliśmy do hotelu.

Był niewielki, schowany przy bocznej ulicy. Zameldowanie poszło sprawnie, ponieważ chłopak zrobił już wcześniej rezerwację. Gdy recepcjonistka podała Michaelowi kartę do pokoju, weszliśmy w odpowiedni korytarz by poszukać naszego pokoju.

InfameOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz