Rozdział 14

240 20 6
                                        


  Byłam wściekła na Percy'ego i za każdym razem jak go widziałam miałam ochotę rzucić w niego najbliższą ciężką rzeczą pod ręką. A na domiar złego w radiu leciał Psalm dla Ciebie, postanowiłam sobie, że już nigdy więcej nie będę słuchać tej piosenki i dotrzymałam słowa. Niedługo po tym mieliśmy pożegnanie. Ceremonia była piękna, cóż wam powiem, chyba tylko tyle, że ryczałam jak głupia, ale jeśli mnie znacie, nie powinno was to zdziwić. Potem mówiłam w imieniu klasy przemówienie do nauczycieli i w ogóle, byłam z siebie i klasy dumna, bo jak skończyłam czytać no to już nie tylko ja płakałam. Wszyscy nauczyciele naprawdę żałowali, że tracą taką klasę. Nie mogłam się doliczyć ile razy mnie ściskano,niektórzy to nawet kilkanaście razy. Była naprawdę przemiła atmosfera. I wiecie co pogodziłam się z Percy'm , oczywiście nigdy nie będzie już tak jak kiedyś, nie będę jego dziewczyną i najlepszą przyjaciółką, ale koleżanką mogę. Wiecie musiałam mu wybaczyć. Przyniósł mi bukiet róż i zrobił najgłupszą rzecz w życiu. Kiedy skończyłam przemawiać, podszedł do mikrofonu i zaczął mnie publicznie przepraszać, kiedy nie chciałam mu wybaczyć, podszedł z tymi różami do mnie, uklęknął i powiedział, że dopóki mu nie wybaczę nie wstanie. Szczerze mówiąc miałam dosyć już tego, że się tak traktujemy itp. Więc mu wybaczyłam. Z wszystkimi rozstałam się w zgodzie, z dziewczynami to siedziałyśmy chyba z godzinę na ławce przed szkołą i nie mogłyśmy się rozstać, bo Piper wyjeżdżała z Jasonem  na studia do Warszawy, a ja z Thalią idziemy na studia do Olsztyna. I tak mijały dni. Szkoła, nauka, nauka, nauka... aż w końcu nadeszła matura. Przed egzaminem z biologii, zeżarłam trzy paczki gum, rozwaliłam z pięć długopisów i prawie zaatakowałam panią, która stała nade mną w czasie egzaminu. Inne egzaminy minęły tak szybko, że nawet się nie obejrzałam, jak wylądowałam na studiach, razem z kilkoma znajomymi. Więc tak jak marzyłam, dostałam się na Uniwersytet Warmińsko- Mazurski w Olsztynie wydział weterynaryjny. Przed wyjazdem mama mnie ostrzegała, że jak zrobię coś głupiego to na Kortowiady będę przyjeżdżać do domu. I się pożegnałam z domem. Wszystkie niezbędne rzeczy spakowałam do samochodu, tak że bagażnik pękał w szwach, a rzeczy były jeszcze na tylnych siedzeniach(uwierzcie mi, że było tego dużo ja mam jeepa). Po drodze zajechałam po Piper. Zajęło nam to więcej czasu, bo jej mama jeszcze zrobiła nam obiad, potem z godzinę przekładałyśmy wszystko, żeby się zmieściło. Wyszło na to, że cały tył był niedostępny. No i pojechali. Zatrzymałyśmy się w Kortowie pod domem studenckim nr. 9. Wysiadłyśmy z auta i poszłyśmy do ,,recepcji,, wziąć klucz od naszego mieszkania. Było ono na czwartym piętrze, dobrze, że była winda. Zobaczyłyśmy pokój i zeszłyśmy na dół po rzeczy. Ile było kursów? Chyba jeśli dobrze liczę to z dwadzieścia, bo jakiś dobry człowiek z pokoju obok się zlitował i nam pomógł. Rozpakowałyśmy się i poszłyśmy na spacer. Poznałam kilka nowych osób przez miesiąc. Chodziłam nawet z dwoma chłopakami, którzy potem okazali się debilami, uczyłam się pilnie i bawiłam się na Kortowiadach. Tak mijały mi studia, nie będę wam opisywać, bo to i tak ciągle to samo, wiecie chyba jak wygląda typowe studenckie życie, napiszę tylko kto z moich znajomych, bawił .. Pff .. Uczył się na tym samym uniwerku. No to tak, ja studiowałam Weterynarię, Piper sztukę, Nico był na AWF -ie, Clarisse  medycynę i Luke prawo.

Te pięć lat studiów minęło szybko, przez ten czas trochę się zmieniłam i zmądrzałam. (TAaaaaa..... ) 


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx4



Kochani, teraz do niedzieli nie będzie rozdziałów i za to że teraz nie wstawiałam też przepraszam , ale mam wymianę i nie za bardzo mam jak. Kochani jesteście dzięki za zrozumienie i ogólnie wszystko. 

Jak wam się podoba, zostawcie coś po sobie :* 

~KattnissowaAnnabeth 

Co znaczy kochać ?Stories to obsess over. Discover now