-Dalej nie wierzę, że za sześć dni biorę ślub!!! - pisnęłam, stojąc przed lustrem i dokonując ostatnich przymiarek. Na kanapie siedział Percy, a Piper i Thalia plątały się przy mnie poprawiając wszystko.
-Ja dalej nie wierzę, że mu wybaczyłaś. - powiedziała zniesmaczona Thalia.
-Miłość ci wszystko wybaczy.... - zaczęła śpiewać Piper.
-Oj weź... pogrążasz się, ja bym mu już dawno strzeliła w ryj.
-Thalia!!!
-No co, kiedyś sobie obiecałyśmy, że będziemy szczere. To jestem.
-Dobrze. Kocham go. - spojrzałam na nią - tyle Ci wystarczy ?
-No już dobrze. Skończone. - dziewczyny walnęły się na kanapę obok Percy'ego
-Mówią, mówią, że to nie jest miłość.... - zaczęła Piper
-I jak ? Pewnie mnie pogrubia. Przytyłam przez te twoje naleśniki. - wskazałam palcem Percy'ego. Spojrzeli na mnie, wszyscy troje.
-Wyglądasz przepięknie. - zaczął Percy
-Jak Luke tego nie doceni to jego strata. - dodała Piper
-Tru. - skończyła Thalia.
Obróciłam się i przejrzałam. No.... nie było najgorzej. Zdjęłam suknię i powiesiłam u Percy'ego, żeby Luke nie zobaczył. Noc. Dzień. Pięć dni. Byłam tak podjarana, że sobie nie wyobrażacie. Z samego rana, zeszłam na dół. Luke pojechał już po dekoracje. Percy krzątał się w kuchni, jednocześnie robiąc śniadanie i co jakiś czas podchodząc do stołu zawalonego papierami, aby uzupełnić menu.
-Percy, mój drogi przyjacielu! - wykrzyknęłam zbiegając po schodach - Idziemy!!!
-Gdzie? - stanął zdziwiony na środku kuchni, z patelnią w jednej i plikiem kartek w drugiej ręce.
-Na konie, mój drogi, dziś mam ochotę pojeździć. - dodałam szczerząc się.
-Coś ty brała ? - oparł się ręką o blat
-Och!!! Jestem taka szczęśliwa! Świat jest taki cudowny!
-Naprawdę. Podziel się, albo namiar daj.
-Dobra, weź. Ruszaj się kuchareczko. - zaśmialiśmy się, zdjął fartuch i wyszliśmy z domu. Droga do stajni zajęła nam chwilunię. Wsiedliśmy na konie i pojechaliśmy... no pojeździć. Ruszyliśmy w stronę w sumie nie wiem jaką... jechałam za Percy'm. Długo jechaliśmy w nieznanym dla mnie kierunku. Było około południa i słońce powoli zaczęło skręcać na zachód. Brunet zatrzymał się w jednej chwili na polanie. Miałam wrażenie jakbym już tu była... Nie, wydaje mi się. Zsiedliśmy z koni i przywiązaliśmy je. Percy usiadł pod drzewem, zrobiłam to samo.
-Gdzie jesteśmy? -spytałam
-Nie poznajesz?
-No.... nie za bardzo. - zaśmiał się i pokazał białe zęby.
-Pomyśl.
-No weź.... wiesz, że nie lubię nie wiedzieć. - naburmuszyłam się.
-Wiem doskonale, ale wiem też, że się domyślisz.
-Mała podpowiedź?
-Byłaś już tu.
-Nieee... serio ? - spytałam z ironią
-Wyobraź sobie.
-Ile mieliśmy lat?
-Byliśmy w gimnazjum.
YOU ARE READING
Co znaczy kochać ?
FanficJak żyłoby się bohaterom, z serii książek Ricka Riordana w świecie śmiertelników ? Przeczytaj i przekonaj się sam, że ich życie wcale nie jest łatwiejsze, gdy są śmiertelnikami... Okładka: Wattpad Polska
