Rozdział 22

173 16 12
                                        

-Dalej nie wierzę, że za sześć dni biorę ślub!!! - pisnęłam, stojąc przed lustrem i dokonując ostatnich przymiarek. Na kanapie siedział Percy, a Piper i Thalia plątały się przy mnie poprawiając wszystko. 

-Ja dalej nie wierzę, że mu wybaczyłaś. - powiedziała zniesmaczona Thalia. 

-Miłość ci wszystko wybaczy.... - zaczęła śpiewać Piper. 

-Oj weź... pogrążasz się, ja bym mu już dawno strzeliła w ryj. 

-Thalia!!! 

-No co, kiedyś sobie obiecałyśmy, że będziemy szczere. To jestem.

-Dobrze. Kocham go. - spojrzałam na nią -  tyle Ci wystarczy ? 

-No już dobrze. Skończone. - dziewczyny walnęły się na kanapę obok Percy'ego 

-Mówią, mówią, że to nie jest miłość.... - zaczęła Piper 

-I jak ? Pewnie mnie pogrubia. Przytyłam przez te twoje naleśniki. - wskazałam palcem Percy'ego. Spojrzeli na mnie, wszyscy troje. 

-Wyglądasz przepięknie. - zaczął Percy 

-Jak Luke tego nie doceni to jego strata. - dodała Piper

-Tru. - skończyła Thalia. 

Obróciłam się  i przejrzałam. No.... nie było najgorzej. Zdjęłam suknię i powiesiłam u Percy'ego, żeby Luke nie zobaczył. Noc. Dzień. Pięć dni. Byłam tak podjarana, że sobie nie wyobrażacie. Z samego rana, zeszłam na dół.  Luke pojechał już po dekoracje. Percy krzątał się w kuchni, jednocześnie robiąc  śniadanie i co jakiś czas podchodząc do stołu zawalonego papierami, aby uzupełnić menu. 

-Percy, mój drogi przyjacielu! - wykrzyknęłam zbiegając po schodach - Idziemy!!!

-Gdzie? - stanął zdziwiony na środku kuchni, z patelnią w jednej i plikiem kartek w drugiej ręce. 

-Na konie, mój drogi, dziś mam ochotę pojeździć. - dodałam szczerząc się. 

-Coś ty brała ? - oparł się ręką o blat

-Och!!! Jestem taka szczęśliwa! Świat jest taki cudowny! 

-Naprawdę. Podziel się, albo namiar daj.

-Dobra, weź. Ruszaj się kuchareczko. - zaśmialiśmy  się, zdjął fartuch i wyszliśmy z domu. Droga do stajni zajęła nam chwilunię. Wsiedliśmy na konie i pojechaliśmy... no pojeździć. Ruszyliśmy w stronę w sumie nie wiem jaką... jechałam za Percy'm. Długo jechaliśmy w nieznanym dla mnie kierunku. Było około południa i słońce powoli zaczęło skręcać na zachód. Brunet zatrzymał się w jednej chwili na polanie. Miałam wrażenie jakbym już tu była... Nie, wydaje mi się. Zsiedliśmy z koni i przywiązaliśmy je. Percy usiadł pod drzewem, zrobiłam to samo. 

-Gdzie jesteśmy? -spytałam

-Nie poznajesz? 

-No.... nie za bardzo. - zaśmiał się i pokazał białe zęby. 

-Pomyśl. 

-No weź.... wiesz, że nie lubię nie wiedzieć.  - naburmuszyłam się. 

-Wiem doskonale, ale wiem też, że się domyślisz. 

-Mała podpowiedź? 

-Byłaś już tu. 

-Nieee... serio ? - spytałam z ironią 

-Wyobraź sobie. 

-Ile mieliśmy lat? 

-Byliśmy w gimnazjum. 

Co znaczy kochać ?Stories to obsess over. Discover now