Jak już się zdążyliście dowiedzieć, kiedy coś postanowię, to nie odpuszczam, nawet jeśli sporo mnie to kosztuje. Tak więc, uparłam się zejść sama na dół, nie dam jakimś głupim chorobom mieć mnie pod kontrolą. Niestety, okazało się po dojściu ledwo do drzwi od mojej sypialni i to przy pomocy Percy'ego, że chyba jednak obrażenia wygrają.
-Ann... - zaczął Percy, kiedy widział, że każdy ruch kosztuje mnie bólem, nie do wyobrażenia. Ma rację, ale mu tego nie przyznam. Chyba moja mina mnie zdradziła, bo w końcu krzyknął :
-Annabeth, do jasnej cholery, przestań w końcu być uparta jak osioł, nie myśl, że dasz sobie radę bo nie dasz. I daj sobie wreszcie pomóc, chyba, że chcesz jeszcze pogorszyć, twój i tak beznadziejny stan!!!!!!
Spojrzałam na niego, wiem, że gdyby na prawdę nie było ze mną źle, w życiu nie podniósł by tak głosu i to jeszcze na mnie. Więc spuściłam głowę, schowałam swoją dumę do kieszeni i pozwoliłam mu pomóc, w końcu jest lekarzem. Chwycił mnie za ramiona i pomógł iść, prawie mnie niósł. Schody były najgorsze. Zeszliśmy na dół, do dość pokaźnego pomieszczenia i już wiedziałam gdzie jesteśmy. Restauracja. Była teraz o wiele większa, niż zapamiętałam, nie byłam tu od rozstania z Percy'm. Przy jednym ze stołów siedział tyłem do mnie wysoki blondyn, nad jakimiś brulionami i magazynami i popijał kawę. Było rano, zerknęłam na zegarek, 9. Nie wiem jaki dzień tygodnia, ale oprócz blondyna, obsługi, kucharzy, Percy'ego i mnie, było pusto.
Pod schodami stał wózek.
-Nie - powiedziałam do chłopaka - Nie jestem inwalidką. Nie ma mowy.
-Annabeth, nie rób scen, nie możesz chodzić. Schowaj godność i uspokój się, to jedyne wyjście, chyba, że masz zamiar leżeć cały dzień w łóżku.
Czułam, że ma rację, nic nie odpowiedziałam. Usiadłam na wózku, a on spytał się co chcę na śniadanie. Poprosiłam o płatki i patrzyłam jak odchodzi w stronę kuchni. Najgorsze jest to, że nie mogłam się sama poruszać na tym wózku. Moja ręka w gipsie odmawiała współpracy. Siedziałam i czekałam, aż się ktoś nade mną zlituje. Myślałam o tym, kto mnie przebierał i jak hm... robiłam siku ? Można tak to ująć. Byłam ubrana w niebieskie szorty, za dużą bluzkę i bluzę, która ledwo mieściła mi się na gips. Nie były to moje rzeczy. Percy, wrócił z miską i trzymając ją w jednej ręce, pchał wózek w kierunku stołu, przy którym siedział blondyn. Odwrócił się
-Jason ! - chciałam wstać i się przywitać, ale no.. nie mogłam.
-Annuś, jak się czujesz ? - wstał i przytulił mnie
-Hm... chyba biorąc pod uwagę wszystko, co się zdarzyło to w miarę dobrze.
Wszczerzył zęby w uśmiechu. Percy przystawił mnie jak najbliżej stołu i postawił przede mną miskę. Zaczęliśmy rozmowę, a ja byłam tak głodna, że nie mogłam już patrzeć na płatki. Kaszlnęłam, nikt nie zwrócił uwagi. Cholerny gips i kołnierz, przeszkadzały mi w poruszaniu, a jeszcze prawa ręka, na nieszczęście, była w gipsie.
-Czy.. hm... moglibyście mi pomóc ? - spytałam dosyć skrępowana
-O, jasne. - odpowiedział Percy i zaczął mnie karmić, no... czułam się trochę niezręcznie, nich mi to zdejmą.
-To.. Jason, słyszałam, że się żenisz.
-No, niestety - zaśmiał się - zobacz ile przygotowań.
Zerknęłam na stosy papierów na stole, wszystkie dotyczyły ślubu. Och, gdybym była sprawna, wyprawiłbym im wesele, jakiego nie powstydziłoby się Las Vegas. Nie chciałam nic mówić, ale tylko czekałam, aż przyjdzie Piper, niestety sie nie pojawiała, a chłopcy nic nie mówili, nie chciałam naciskać.
YOU ARE READING
Co znaczy kochać ?
FanfictionJak żyłoby się bohaterom, z serii książek Ricka Riordana w świecie śmiertelników ? Przeczytaj i przekonaj się sam, że ich życie wcale nie jest łatwiejsze, gdy są śmiertelnikami... Okładka: Wattpad Polska
